Technofix czy technofail? Wiele wskazuje na to, że rozwój technologiczny zamiast pomóc może tylko pogłębić klimatyczny chaos

Wiara w to, że nowe technologie, jak odnawialne źródła energii, pozwolą Ziemi "odetchnąć” to skrajna naiwność?
.get_the_title().

Intensywny rozwój technologiczny, jaki obserwujemy w XXI wieku, może stanowić jedną z ostatnich desek ratunku w procesie walki ze zmianami klimatycznymi. Nadziei można przecież dopatrywać się chociażby w odnawialnych źródłach energii czy geoinżynierii. Ilu z was podpisałoby się pod takim stwierdzeniem? Choć na pozór logiczne i rozsądne, poleganie na takim osądzie może niestety być skrajnie naiwne. Tak uważają naukowcy Joanna Boehnert i Simon Mair z Uniwersytetów, odpowiednio, w Loughborough i Surrey. We wspólnym artykule dla „The Conversation” merytorycznie wypunktowali oni nieuzasadniony ich zdaniem „technooptymizm”, uderzając w tony znane z głośnej swego czasu książki „Techno-Fix: Why Technology Won’t Save Us” Michaela i Joyce Huesemannów (tutaj znajdziecie jej recenzję).

Badacze jasno artykułują konieczność globalnej, CAŁOŚCIOWEJ zmiany postaw, nawyków i schematów myślowych we współczesnym społeczeństwie.

Ich zdaniem to one (dotyczące tego jak podróżujemy, pracujemy, odżywiamy się, a nawet o czym marzymy) stanowią prawdziwy problem i determinują konsumpcjonistyczny i nieodpowiedzialny model rzeczywistości, z jakim mamy obecnie do czynienia. Model nadmiaru, wyzysku regionów biednych i eksploatacji środowiska. Jak twierdzą, bez przekształcenia całego systemu motywacji, potrzeb i postaw u ludzi wszelkie inne zmiany nie przyniosą efektu. Wskazują też na konieczność ekonomicznego obchodzenia się z naturą oraz codziennej pracy u podstaw.

Dwie koncepcje, które w ostatnim czasie rozbrzmiewają chyba najgłośniejszym echem w kontekście rozważań o przyszłości, to akceleracjonizm (intensyfikacja postępu, automatyzacji i kapitalizmu, być może do jakiejś nowej jego formy, a także uwolnienie się od pracy) oraz ekomodernizm (bycie eko i wiara w nowoczesne źródła energii).

I choć w obu fragmentarycznie zwraca się uwagę na potrzebę wdrożenia niektórych z powyższych działań, Boehnert i Mair przypisują im uproszczoną interpretację faktów i mechanizmów przyczynowo-skutkowych wyzbytą, jak to ujęli, „głębszego rozumienia”.

fot. lilcomrade.com

Według naukowców cała organizacja naszego społeczeństwa jest tak naprawdę do wymiany, a reformowanie systemu (bycie bardziej eko czy wiara, że po przekroczeniu „kapitalistycznego Rubikonu” nawyki konsumpcyjne się zmienią) nic nie da. Fakty są bowiem takie, że postępujący wzrost konsumpcji oraz emisji gazów cieplarnianych przyczyni się do dalszej dewastacji Ziemi (tutaj znajdziecie ciekawy raport dotyczący tego, ile według akademickich szacunków jest ona w stanie wytrzymać).

Zarzuty wobec nowych technologii są nie tylko ideowe, ale też merytoryczne.

Oprócz wielkiej niewiadomej, jaką jest zdejmowanie z ludzi odpowiedzialności za aktualne zachowanie (bo przecież „ktoś coś wymyśli i jakoś to będzie”), a także licznych trudnych do przewidzenia następstw związanych np. ze sztuczną ingerencją w naturę, przechodzenie na nie pochłania ogromną ilości energii, która obciąża następnie i tak już skrajnie przeciążony system. Ba, pojawiają się nawet tak utopijne koncepcje jak enigmatyczny „Fully automated luxury communism”:

Warto pamiętać, że luksus to nie tylko bogactwo i nadmiar dóbr, ale też, może przede wszystkim, czyste powietrze, czas spędzany z bliskimi, bezpieczeństwo czy możliwość cieszenia się tym, co daje natura.

Uświadomienie sobie tego byłoby całkiem dobrym pierwszym krokiem do głębszych masowych przemian. Przypominająca momentami religijne zaślepienie wiara w pojawienie się jakiejś zbawiennej technologii, która uratuje sytuację, daje wygodne alibi na niewdrażanie zmian w swoim życiu. A to już chyba najwyższa pora, by wszyscy zaczęli od siebie – nawet jeśli chodzi o małe rzeczy, takie jak segregacja śmieci.
Tekst: WM

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook