Masz milion planów na weekend, a finalnie nie robisz nic? To dlatego, że masz milion planów na weekend i dopadła cię „free-time paralysis”

A jeśli czujesz, że ten temat cię nie dotyczy, bo jedyne na co masz ochotę w weekend to wielkie nicnierobienie pt.: „Netflix & chill”, to mamy złe wieści. „Netfliksowy paraliż” tylko czeka, aż wygodnie rozłożysz się pod kocykiem, żeby ci zepsuć zabawę.
.get_the_title().

„Paraliż wolnego czasu” nie jest na szczęście nową chorobą zatwierdzoną przez WHO, choć potrafi przykuć cię na 2 dni do łóżka. I nawet nie będziesz czuł się przez ten czas źle – ani fizycznie, ani psychicznie. Sam w sobie nie jest tak nieprzyjemny, jak WAS, czyli weekend anxiety syndrome, ale po pierwsze – może przyczynić się do jego wystąpienia w przyszłości lub go potęgować, a po drugie – nie daje nam cieszyć się weekendem i robić przeróżnych fajnych rzeczy, czyli po prostu czerpać pełnymi garściami z wolnego czasu.

I nie chodzi tu o jakieś spektakularne, instagramowalne plany, tylko o te drobne rzeczy, które chodzą nam po głowie przez cały tydzień w pracy.

via GIPHY

Tymczasem nadchodzi weekend, jesteśmy gotowi wprowadzić w życie naszą listę rzeczy do zrobienia, a zamiast planowanego wypadu do kina czy spotkania ze znajomymi, zamulamy w fotelu, surfując beznamiętnie po necie.

Ewentualnie ucinamy sobie przydługie drzemki, z których budzimy się jeszcze bardziej zgnuśniali lub przerażeni faktem, że gdzieś nam właśnie wsiorbało kolejną godzinę i teraz mamy jeszcze mniej czasu na realizację naszych planów.

A jest ich przecież TYYYYLE! I tu jest pies pogrzebany.

via GIPHY

Czynnikiem, który nas paraliżuje, czyli prowadzi do występowania free-time paralysis, jest właśnie przytłoczenie ilością opcji, które mamy na wyciągnięcie ręki. Co więcej, mamy też szczerą chęć zrobić to wszystko, ale przecież się nie rozdwoimy!

Trzeba coś wybrać, tylko co? Spotkać się ze znajomymi, pomedytować sobie w spokoju, pójść do kina, odwiedzić tę nowo otwartą knajpę, a może samemu coś ugotować, skoro lubimy to robić? To taki pakiet startowy naszych weekendowych planów, bo przecież dochodzi jeszcze masa innych związanych z naszymi zainteresowaniami. Ktoś ze znajomych może też wyskoczyć z jakąś fajną propozycją. I już mamy stuprocentową pewność, że nie da się tego wszystkiego upchnąć w te 48 godzin.

via GIPHY

Paraliż wolnego czasu to wynik zjawiska zwanego paradoksem wyboru. Mogliście o nim już słyszeć, bo w 2004 roku została wydana bestsellerowa książka Barry’ego Schwartza na ten właśnie temat. W „Paradoksie wyboru” autor – wybitny psycholog – tłumaczy, że „więcej znaczy mniej”, dowodząc, że wolność wyborów i mnogość opcji paradoksalnie bywa przekleństwem naszych czasów. Schwartz wygłosił na ten temat również słynny wykład w ramach TED Talks, który obejrzało już ok. 14 milionów osób.

„Psycholog Barry Schwartz atakuje główną doktrynę zachodnich społeczeństw: wolność wyboru. W ocenie Schwartza, wybór nie czyni nas bardziej wolnymi, ale bardziej sparaliżowanymi, nie czyni nas szczęśliwszymi, lecz bardziej niezadowolonymi.” – czytamy w opisie tego wystąpienia na stronie TED.com.

Jeśli takie postawienie sprawy wydaje wam się co najmniej dziwne, to weźmy pierwszy lepszy z życia przykład, czyli jedną z ulubionych form rozrywki naszych czasów – Netflix. Kończy się sezon naszego ulubionego serialu, ale zostaje nam tysiące innych produkcji do obejrzenia.

Zaczynamy poszukiwania: skaczemy po kolejnych kategoriach, opisach, czasem nawet włączymy któryś z filmów, żeby po 5 minutach go wyłączyć i szukać czegoś lepszego. Tymczasem czas, jaki sobie daliśmy na Netflix – czyli wiadomo: „tylko jeden odcineczek” – właśnie minął.

Dopadł nas paraliż netflikoswy, a dokładniej, jak tłumaczy Benjamin Scheibehenne dla PSMag.com „przeładowanie wyborami, paraliż wyboru, efekt zbyt dużego wyboru, czyli sytuacja w której zbyt wiele możliwości i opcji sprawia, że zbyt długo podejmujemy decyzje, co finalnie nas blokuje i frustruje”.

via GIPHY

Co możemy poradzić na to, aby faktycznie wycisnąć z weekendu to, co najlepsze i zacząć nowy tydzień jako spełniony, szczęśliwy człowiek, który wie, że już za 5 dni czeka go następne 48 godzin, które spędzi w fajny sposób?

Niektórzy psychologowie proponują, by po prostu obniżyć swoje oczekiwania weekendowe – nie nastawiać się na to, że uda nam się zrobić wszystko, a za każdą opcją kryje się zabawa, której nie można przegapić.

A może mniej planowania, a więcej spontanu? Jeśli faktycznie zderzycie się ze ścianą złożoną z różnych wyborów, to rzućcie monetą, ciągnijcie zapałki – cokolwiek, co pozwoli wam ruszyć z miejsca ku nowej, weekendowej przygodzie!

via GIPHY

Choć nam się wydaje, że najlepiej podesłać szefostwu tekst o tym, jak genialnym wynalazkiem okazuje się być czterodniowy tydzień pracy. Wtedy z 48 zrobią się 72 godziny, więc… będziemy mogli zaplanować jeszcze więcej rzeczy na weekend 😉

Zdjęcie główne: Ales Me/Unplash
Tekst: Kinga Dembińska

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook