Advertisement


Advertisement

Seans „Kevina samego w domu” przypisywany na receptę? Powinno tak być, bo dzięki świątecznym filmom możemy pożyć zdrowiej i dłużej

Koniec walki o pilota przy świątecznym stole, bo rodzina chce obejrzeć koncert kolęd czy wiadomości! Od teraz święta zamieniają się w jeden wielki maraton filmów świątecznych. To przecież dla naszego dobra!
.get_the_title().

Zresztą po co czekać do świąt? Skoro na szali jest nasze zdrowe i długie życie, to chyba można zrobić to, co do tej pory było nie do pomyślenia, czyli obejrzeć „Kevina samego w domu” czy „Szklaną pułapkę” już teraz. Choć z drugiej strony, te seanse w świetle choinki, kiedy nie możemy się ruszyć z przejedzenia, ale też po prostu nie pozostało nam już nam nic innego do roboty, jak tylko delektować się świątecznym nicnierobieniem, są chyba nieodłącznym elementem magii świąt?

Niezależnie od tego, czy jak tylko doczytacie ten tekst do końca, witacie się z Kevinem, Grinchem lub Elfem, czy też macie tyle samozaparcia, by jednak poczekać do Gwiazdki – najważniejsze żebyście to zrobili: obejrzeli coś fajnego, świątecznego!

via GIPHY

Psychologowie nie mają bowiem wątpliwości, że oglądanie świątecznych filmów sprawia, że czujemy się dobrze. I nie chodzi tu jedynie o chwilową przyjemność czy dobry nastrój. W całym tym procesie kluczowe znaczenie ma chemia naszego mózgu.

W trakcie seansu świątecznego filmu, który ma pozytywny przekaz, happy end i wprawia nas w nostalgiczny nastrój, mózg zaczyna uwalniać duże ilości dopaminy.

To hormon szczęścia, który jest niezawodnym pogromcą stresu, a ponadto pozytywnie wpływa na naszą koncentrację, motywację i dodaje energii.

via GIPHY

A w czasach, kiedy rośnie liczba zachorowań na choroby psychiczne, wywoływane w ogromnej mierze przez stres, smutek, przepracowanie, dodatkowy zastrzyk dopaminy jest jak prezent od losu!

A na dodatek dostajemy go kompletnie za darmo i to nie ruszając się z kanapy. – Kiedy oglądamy przyjemne filmy nasz mózg produkuje dopaminę i oksytocynę – hormony odpowiedzialne za nasz dobry nastrój i ułatwiające nam budowanie zdrowych, głębszych relacji z innymi – potwierdza psycholożka dr Joo Gee dla portalu LADBible.com. – Prowadzone badania jasno dowodzą, że podnoszące nas na duchu filmy prowadzą do uwalniania w naszym organizmie oksytocyny, co mogłyby potwierdzić wykonane w danym momencie badania krwi. Ten „hormon przytulania” nie tylko sprawia, że czujemy się dobrze, ale łagodzi stres i napięcie, a to wzmacnia naszą odporność i pozytywnie wpływa na nasze zdrowie.

via GIPHY

Filmy świąteczne wzbudzają też w nas uczucie nostalgii. Choć niektórym kojarzy się ono z melancholią, a nawet smutkiem, to psychologowie coraz częściej zwracają uwagę na to, że jej odczuwanie może przynieść korzyści.

Oglądane już wielokrotnie w przeszłości świąteczne filmy mogą nas teleportować myślami do Świąt, które wspominamy szczególnie dobrze, bo byliśmy młodsi, lub spędziliśmy z kimś szczególnym, kogo już przy nas nie ma.

Może się wydawać, że takie rozkminki to pewna droga do złapania doła. Tymczasem krótka ucieczka w świat wspomnień uspakaja i może być niezłym drogowskazem dla naszych obecnych działań. Jeśli wspominamy, że lubiliśmy ten czas, kiedy rodzice zwalniali tempo i oglądali z nami świąteczną bajkę – „Opowieść wigilijną” czy „Rudolfa czerwononosego” – to teraz sami będziemy chcieli w ten sposób spędzać czas z naszymi pociechami.

via GIPHY

Jeśli już czujecie się w pełni zmotywowani do rozpoczęcia maratonu świątecznych filmów, to podpowiemy jeszcze, że dekorowanie mieszkania na święta z dużym wyprzedzeniem również ma właściwości odstresowujące! Także nie ma powodów żebyście pomiędzy „To właśnie miłość” a „Grinchem” nie ubrali już też choinki. Do dzieła!

Zdjęcie główne: „To właśnie miłość” (2003)/United International Pictures Sp z o.o.
Tekst: KD

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook