Jak dziedziczymy traumy naszych przodków?

Epigenetyka to rodzaj notatek na marginesie naszego materiału genetycznego. Naukowcy za jej pomocą próbują wyjaśnić, jak cierpienia naszych przodków mogły wpłynąć na to, kim dzisiaj jesteśmy.
.get_the_title().

O dziedziczeniu cech – od koloru oczu przez temperament czy skłonność do ryzyka aż po predyspozycje do niektórych chorób – wiemy dziś całkiem sporo. Pakiet precyzyjnych informacji o cechach, po pewnych przetasowaniach, otrzymujemy w genach od naszych rodziców (po tym, jak oni otrzymali je od swoich). Ta informacja pozostaje niezmienna, chyba że dojdzie do mutacji, czyli przypadkowego błędu w zapisie DNA – ale to tylko wyjątek, który potwierdza regułę.

W ubiegłym roku kalifornijscy naukowcy opublikowali niezwykłe wyniki długofalowych badań, które obejmowały potomków więźniów z czasów wojny secesyjnej.

Okazało się, że ryzyko przedwczesnej śmierci synów jeńców, po osiągnięciu przez nich wieku średniego – bez względu na ich losy, geny, czy styl życia – było o 10 proc. wyższe w porównaniu do rówieśników, których rodzice nie doświadczyli traumy wojennej. Według autorów badań jedynym logicznym wyjaśnieniem tego zjawiska jest epigenetyka.

Wszyscy otrzymujemy od rodziców coś, co ja lubię porównywać z książką. Ta książka to DNA – tłumaczy Cedar Howard, biolog molekularny z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. – Litery nukleotydów tworzą słowa, zadania i całe akapity – to geny. Każdy gen jest instrukcją dla jednego elementu w naszym ciele.

Hormony, receptory, barwniki, enzymy – to wszystko jest zapisane w genach i w zasadzie, jak tekst w książce, pozostaje niezmienne.

Epigenetyka to system adnotacji, rodzaj notatek ołówkiem na marginesie, które nie zmieniają tekstu książki, ale wpływają na odczyt zapisanych w niej informacji. Mechanizmów epigenetycznych może być wiele. Jednym z najlepiej poznanych jest metylacja. Jej narzędzie – grupy metylowe – pełnią tu funkcję korektora albo seledynowego zakreślacza – wykreślają to, co należy pominąć lub artykułują te geny, które są nam w danym momencie szczególnie potrzebne. W ten sposób jedna książka może być odczytywana na różne sposoby. Ten zapis ulega zmianom w trakcie trwania naszego życia pod wpływem różnych czynników – diety, dymu papierosowego, zanieczyszczeń powietrza, stresu czy samotności. Zmiany te mogą być korzystne i niekorzystne.

Do tematu przekazywania traumy zaczęto podchodzić poważnie dopiero trochę ponad dziesięć lat temu, kiedy odkryto, że dzieci narażone w łonie matki na holenderską zimę głodu (okres głodu pod koniec II wojny światowej) nosiły szczególny ślad chemiczny w jednym z genów. Wpłynęło to na ich kondycję i stan zdrowia w późniejszym życiu, na przykład ponadprzeciętną masę ciała. Niektórzy naukowcy uznali to za wskazówkę, że doświadczenie, a szczególnie trauma, może pozostawić ślad w DNA przeżywającej ją osoby, a ten ślad może z kolei być przekazany kolejnemu pokoleniu. Od tego czasu zainteresowanie mechanizmem dziedziczenia doświadczeń, a zwłaszcza cierpienia, tylko się nasilało, generując coraz więcej badań obejmujących na przykład potomków ocalonych z Holokaustu czy ofiar ubóstwa.

Pomysł, że nosimy jakiś biologiczny ślad bólu naszych przodków, ma silny emocjonalny urok.

Jednak dowody na to by okrucieństwa z przeszłości wpływały na naszą dzisiejszą fizjologię w jakikolwiek przewidywalny lub spójny sposób – przynajmniej w badaniach na ludziach – uznawane są przez krytyków za poszlakowe i niewiarygodne. Bezpośrednie skutki naszych wyborów można dość łatwo udowodnić. Na przykład, jeśli kobieta nadużywa w ciąży alkoholu, może doprowadzić do alkoholowego zespołu płodowego. To prosta zależność, ponieważ alkohol bezpośrednio oddziałuje na rozwój płodu. O wiele trudniejsze jest udowodnienie, w jaki sposób doświadczenia, wybory życiowe, traumy czy używki powodują zmiany w komórkach – w tym przypadku mózgu – za pośrednictwem plemników lub komórek jajowych.

Badacze epigenetyki zaznaczają, że to wciąż bardzo młoda dziedzina nauki i nawet jeśli nie poznaliśmy jeszcze dokładnie jej mechanizmów, dowody na to, że doświadczenia mogą być dziedziczone są solidne. Zwłaszcza te pochodzące z doświadczeń na modelach zwierzęcych.

Przykładem są samce myszy, które były hodowane w trudnych warunkach przez badaczy ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Marylandu.

Okresowo przechylali ich klatki lub pozostawiali włączone światła przez całą dobę. Dla zwierząt to traumatyczne dzieciństwo. Okazało się, że takie doświadczenia wpływały nie tylko na ich sposób radzenia sobie z gwałtownymi wzrostami poziomu hormonów stresu – ale też na to, jak ze stresem radziło sobie ich potomstwo. – Młode straumatyzowanych samców były odrętwiałe i mniej reaktywne wobec hormonów w porównaniu do zwierząt z grupy kontrolnej – twierdzi dr Tracy Bale, kierowniczka badań. Choć mechanizm dziedziczenia i w tym przypadku jest nieznany, niektórzy naukowcy podejrzewają, że odpowiedzialne mogą małe cząsteczki RNA, które przyczepiają się do plemników, kiedy te uczą się pływać w najądrzach. – Wyniki osiągnięte dotychczas na zwierzętach są być może skromne, ale spójne i znaczące – twierdzi Moshe Szyf, profesor farmakologii na Uniwersytecie McGilla. – To, że czegoś jeszcze nie wiemy, powinno nas tylko motywować do dalszych badań. Tak działa nauka. Na początku jest niedoskonała, ale im więcej badań zostanie przeprowadzonych, tym staje się potężniejsza i bardziej wiarygodna.

Tekst: AvdB

Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook