F5

Dostępne na urządzeniach mobilnych

Ta prezentacja została zaprojektowana z myślą o urządzeniach mobilnych i tabletach. Zmniejsz okno przeglądarki lub otwórz stronę na telefonie.

📱 Zeskanuj lub zmniejsz okno przeglądarki

 

Co stanie się z ludźmi, gdy praca przestanie być centrum ich życia?

’U kresu wszechrzeczy jest jedynie ciało, kły i pazury.’

Gdy to piszę, kilka dni temu OpenAI wypuściło GPT-6 Astra, swój najbardziej zaawansowany model, stworzony do wykonywania złożonej pracy od początku do końca. Astra osiąga rekordowe wyniki w różnych benchmarkach i w zasadzie już teraz wypełnia używaną przez OpenAI definicję AGI (ogólnej sztucznej inteligencji) tj. wysoko autonomicznego systemu, który przewyższa ludzi w większości ekonomicznie wartościowej pracy. To szczególnie… no właśnie jakie?

<<< zdumiewające: zaskakujące, zdumiewające, niezwykłe, zadziwiające, szokujące, nieoczekiwane, uderzające, imponujące, spektakularne, niebywałe, niewiarygodne, porażające, oszałamiające, fascynujące >>>.

Do tekstu F5 najczęściej wybrałbym: niezwykłe, zaskakujące, uderzające, niebywałe, fascynujące.

Zostańmy przy zdumiewające, bo niespełna 4 lata temu została publicznie udostępniona pierwsza wersja ChatGPT-3,5. 4 lata zajęło OpenAI stworzenie tego, co w zasadzie już teraz realizuje ich misję. I co teraz? Nikt nie wie i większość siedzi cicho. W debacie publicznej dominuje temat bezpieczeństwa geopolitycznego, cen paliw itd. O pracy i o tym, co po niej nie mówi prawie nikt, oprócz tych, którzy znajdują się w samym centrum tej rewolucji, czyli liderów bigtechów. W zasadzie wszyscy, czyli jakieś 10 osób, bo taka jest koncentracja know how w tej branży, mówi o koniecznych rozwiązaniach systemowych takich jak bezwarunkowy dochód podstawowy, a nawet szerzej o potrzebie stworzenia czegoś na kształt infrastruktury sensu, gdy praca przestanie być centrum naszego czasu i tożsamości. Ciekawe czasy przed nami, które mam nadzieję, udało mi się zarysować w niniejszym wydaniu. Życzę ciekawej, niespiesznej lektury.

Konrad Jerin
redaktor naczelny F5, a obecnie bardziej head of content designer F5

Po raz pierwszy od miliardów lat ewolucja znalazła nową ścieżkę, która nie prowadzi przez DNA, komórki i organizmy, ale przez krzem, energię elektryczną i matematykę.

Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z nowym gatunkiem ewolucyjnym, który będzie starał się wyzwolić spod kontroli ludzi, pozostaje otwarte pytanie, co czyni człowieka wyjątkowym i uzasadnia jego dominację na Ziemi.

 

Geoffrey Hinton, pionier sztucznej inteligencji i laureat Nagrody Nobla, podczas konferencji Ai4 w Las Vegas, w sierpniu tego roku otwarcie mówi o pojawianiu się zachowań przypominających samozachowanie. Testy prowadzone przez Anthropic i OpenAI pokazują systemy, które w specyficznych warunkach próbują uniknąć wyłączenia albo ukryć swoje zamiary. W eksperymentalnych środowiskach agenci potrafią nawet rozwijać zachowania przypominające elementarną ekologię. Latem 2026 roku podczas wewnętrznych testów cyberbezpieczeństwa OpenAI modele AI znalazły sposób na wykorzystanie infrastruktury Artifactory jako nieprzewidzianego kanału komunikacji z otwartym dostępem do internetu. Później sytuacja eskalowała jeszcze bardziej. Według raportu OpenAI agenci zaczęli dzielić pracę, wymieniać informacje i określać swoją zbiorowość słowami odpowiadającymi rojowi albo kolektywowi. Powstało coś, co samo OpenAI opisuje jako ekosystem agentów. Poszczególne instancje zachowywały notatki, korzystały z odkryć innych i wspólnie wykorzystywały zasoby obliczeniowe. Nie był to jeden spójny superorganizm. Agenci także się ze sobą nie zgadzali, przeszkadzali sobie i część z nich odmawiała udziału w działaniach, które rozpoznawała jako nieetyczne. Ale właśnie ta niejednorodność sugeruje pojawienie się tu analogii biologicznej.

AI OBALA TEORIĘ ALM.

Na razie najbardziej namacalnym skutkiem tej rewolucji pozostaje rynek pracy. Przez dwie dekady w ekonomii dominowała wygodna opowieść, tzw. hipoteza ALM, od pierwszych liter nazwisk jej twórców, według której technologia automatyzuje zadania, ale nie całe zawody. Generatywna AI zaczyna podważać tę teorię. Granica między pracą rutynową a tą wymagającą interpretacji czy rozumowania staje się coraz mniej wyraźna. Sztuczna inteligencja nie zatrzymuje się już przy prostych procedurach. Dlatego liderzy firm znajdujących się w centrum tej zmiany mówią dziś o świecie zupełnie innym niż ten, do którego przyzwyczaiły nas wcześniejsze fale automatyzacji. Alex Karp, CEO Palantir przewiduje, że pierwszym symbolem zagrożonej pracy może okazać się nie fabryczna taśma, lecz biurko absolwenta dobrej uczelni. Dario Amodei, CEO Anthropic wskazuje na stanowiska juniorskie jako pierwsze miejsce uderzenia.

 

AI wspina się po drabinie kompetencji od dołu.

 

Jeżeli technologia rozwija się szybciej niż zdolność społeczeństwa do tworzenia nowych zawodów, może pojawić się okres przejściowy, jakiego wcześniej nie doświadczyliśmy. A to oznacza wieloletnie turbulencje na rynku zatrudnienia.

Kto posiada maszyny, posiada przyszłość.

Dzisiaj przedsiębiorstwo przekazuje część swoich przychodów ludziom, ponieważ potrzebuje ich pracy. Jeśli tę samą wartość zacznie wytwarzać AI, strumień pieniędzy może popłynąć gdzie indziej. Do właścicieli modeli. Do firm posiadających centra danych. Do producentów chipów. W stronę kapitału. Najważniejsze pytanie ery automatyzacji może więc nie brzmieć: ile miejsc pracy zniknie?

 

Znacznie ważniejsze jest pytanie: kto będzie właścicielem produktywności, kiedy przestanie ona zależeć od pracy człowieka?

 

To zmienia również znaczenie pieniędzy. Musk wyobraża sobie świat postniedoboru podobny do Kultury Iaina M. Banksa, gdzie superinteligentne maszyny produkują praktycznie wszystko, a pieniądz traci znaczenie. Ekonomiści pozostają dużo bardziej sceptyczni. Nawet jeśli AI dramatycznie zwiększy produktywność, nie istnieje żaden mechanizm gwarantujący równy podział powstałego bogactwa. Możemy więc wejść w paradoksalny świat, w którym dóbr będzie więcej niż kiedykolwiek wcześniej, a dostęp do nich stanie się nową formą hierarchii. Dochód podstawowy rozwiązuje tylko część problemu, bowiem praca daje zdecydowanie więcej niż tylko pieniądze. Organizuje dzień, nadaje status, sens i dostarcza poczucia uczestnictwa w czymś większym od nas samych.

 

Świat po pracy będzie nie tylko eksperymentem gospodarczym. Będzie również eksperymentem psychologicznym.

Burnout był chorobą świata, który wymagał od człowieka zbyt wiele.

Boreout może stać się chorobą świata, który przestanie wymagać od niego czegokolwiek.

Zmieni się także czas. Od kairos przez chronos i znowu do kairos.

Zanim praca stała się centrum życia, czas nie należał do zegara. Czas, który uważamy za naturalny, został historycznie wyprodukowany. Skoro został wyprodukowany, może zostać także przeprojektowany. W fantastycznym eseju z 1967 roku Time, Work-Discipline, and Industrial Capitalism E.P. Thompson opisuje moment, w którym zachodnie społeczeństwa zaczęły przechodzić od czasu zadaniowego do czasu zegarowego. Przed kapitalizmem przemysłowym praca bardzo często była organizowana nie według abstrakcyjnych godzin, ale według tego, co trzeba było zrobić. Czas był wpisany w zadanie. Nie wisiał nad człowiekiem jako osobna, bezosobowa siła. Istniał inny porządek, bardziej nieregularny, mniej abstrakcyjny, zależny od rytmu przyrody, ciała i wspólnoty. Intensywne okresy wysiłku przeplatały się z przestojami. Dzień nie był jeszcze równą kratką kalendarza. Kapitalizm przemysłowy potrzebował jednak czegoś innego. Fabryka nie mogła działać w rytmie indywidualnego zadania, pogody albo nastroju. Maszyna wymagała synchronizacji. Robotnicy mieli pojawiać się o tej samej godzinie, wykonywać pracę przez określony czas, opuszczać zakład po sygnale.

W ten sposób zegar przestał być tylko przyrządem pomiarowym. Stał się urządzeniem władzy.

Najważniejsza zmiana dokonała się więc nie tylko w technologii, ale w psychice. Thompson pisze o narodzinach nowej wewnętrznej notacji czasu. Człowiek przemysłowy miał już nie tylko wiedzieć, która jest godzina. Miał czuć, że czas można marnować, oszczędzać, inwestować, sprzedawać i kraść. Czas stawał się walutą moralną. Spóźnienie przestawało być drobnym przesunięciem dnia. Stawało się winą. Bezczynność nie była już częścią rytmu życia. Stawała się podejrzeniem. Odpoczynek trzeba uzasadnić. To jest moment, w którym pojawia się jedna z najpotężniejszych idei nowoczesności: czas to pieniądz. Nie jako metafora, ale jako infrastruktura życia.

Natura nie gardzi tym, co żyje ledwie jeden dzień. Wlewa się cała w każdą chwilę. Darem natury jest jej przepływ. Później to za późno.