Freegańska kraina Alicji

Większości z was idee zero waste i freeganizmu są pewnie w jakimś stopniu bliskie. Dlatego chcemy przedstawić wam osobę, która ratowanie rzeczy ze śmietnika uprawia wręcz wyczynowo.
.get_the_title().

Z powodu lęku przed katastrofą klimatyczną, presji rówieśniczej oraz mody na zero waste oraz bycie eko, wielu z nas w ostatnich latach postanowiło znacząco zmienić swój styl życia – kupować bardziej świadomie, mniej wyrzucać i wykorzystywać ponownie to, czego pozbył się ktoś inny. W przypadku Alicji Spaltabaki ( Spaltabi) wszystko może stać się łupem podczas wyprawy na skip: od mebli projektantów, których sława przeminęła z PRL-em, przez rośliny w krytycznym stanie, aż po opakowania po żywności. A przede wszystkim jedzenie, którego sklepy i sprzedawcy wyrzucają zdecydowanie za dużo. Alicja odczekuje pół godziny po zamknięciu sklepu (najczęściej wielkopowierzchniowego), a następnie udaje się na jego tyły, gdzie zwykle usytuowane są wiaty, do których trafiają wyrzucane z różnych powodów produkty spożywcze. – Na ogół jest tak, że jeden z owoców w siatce gnije, ale reszta jest zdatna do użycia. Niemniej jednak wszystkie trafiają na śmietnik – twierdzi Alicja. – Wielu osobom wydaje się, że pójście na skipa wiąże się z nurkowaniem w obrzydliwych, śmierdzących śmieciach albo łamaniem kłódek od kontenerów. Tymczasem często wystarczy niewielkie uszkodzenie opakowania, by nieprzeterminowany jogurt trafił do kosza.

Alicja mówi, że skipowanie nie jest trudne, bo sklepowe wiaty na ogół są otwarte, a samo jedzenie przy obecnych temperaturach dość długo zachowuje zdatność do spożycia.

Trzeba tylko być systematycznym – przekonuje. Dla niej to łatwe, bo i tak kilka razy chodzi po okolicy na spacery z psem.

Przykładowy łup ze śmietnikowej wyprawy Alicji.

W domu rodzinnym Alicji nie było “kultury chodzenia do centrum handlowego” – gdy Spaltabi zaczęła bardziej interesować się modą, mama po prostu zabierała ją do lumpeksu albo wyciągała worek ze swoimi starymi ubraniami. Choć na początku Alicja trochę się buntowała, okazywało się, że były to po prostu ładne ciuchy. – Jestem po prostu zbieraczem – zostałam wychowana tak, że wszystko może się przydać – przyznaje Alicja.

W dorosłym życiu, przechodząc obok śmietników i widząc, ile przydatnych rzeczy tam ląduje, raz po raz czuła, że “coś się w niej zgina”.

Do tego po kosztownym zakupie mieszkania musiała jakoś je urządzić… I tak ruszyła na pobliskie śmietniki.

FOTO: Karolina Susło/IG: @karolinasuslo

Często okazywało się, że jej łupy, które do tej pory określała jako “meble w stylu babci”, to kawał dobrego, polskiego wzornictwa. – Sztuką jest znaleźć takie meble na śmietniku, ale jeszcze większą jest przeszperanie internetu, żeby dowiedzieć się, czyj to projekt – twierdzi. Ciekawość pchała ją więc dalej, aż na facebookowe grupy dotyczące polskiego wzornictwa z PRL-u.

W ten sposób dowiedziała się, że kolorowy wazon, który znalazła w jednej z wiat, to kolekcjonerska Kalia projektu Jana Drosta – do tego w nietypowym dla tego modelu jasnozielonym wybarwieniu, na widok którego na facebookowych grupach aż zawrzało. Alicja uważa ten wazon za jedną ze swoich najcenniejszych śmietnikowych zdobyczy.

Wazonowa kolekcja Alicji. Od lewej: wazon prądniczanka, czeski koszyk Milislava Klingera, Kalia Jana Drosta i koszyk Ludwika fiedorowicza,

Rosnąca fascynacja PRL-owskim wzornictwem spowodowała, że Alicja coraz częściej zaczęła kierować się na wielkie blokowiska budowane w latach 60. i 70. To tam mieszkali ludzie, którzy najczęściej byli w posiadaniu tego rodzaju mebli. Obecnie zaś, czy to z powodu ich śmierci czy wyprowadzki, należące do nich vintage’owe skarby lądowały na śmietnikach, stając się łupem Alicji.

Nabierając doświadczenia w polowaniu na unikalne meble, Spaltabi zaczęła też zdawać sobie sprawę z tego, jak ważne jest zachowanie przy tym szczególnej higieny i ostrożności.

Gumowe rękawiczki to podstawa. Nigdy nie wiesz, kto z tego korzystał i co z tym robił. A pluskwy najczęściej pojawiają się na ubraniach oraz meblach – zauważa. Jak je rozpoznać?– Wystarczy popatrzeć na zagięcia mebli lub odwrócić je do góry nogami. Jeśli zauważymy tam czarne plamki, które wyglądają jak zrobione atramentem, to mamy do czynienia z pluskwami. A gdy nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić, po prostu pocieramy to miejsce i sprawdzamy, czy nie pachnie zgniłymi malinami. To kolejny znak, że dana rzecz jest ofiarą tych szkodników. No i pamiętajcie, to wszystko trzeba robić na miejscu, zanim zdecydujecie wziąć daną rzecz do domu – tłumaczy. Alicja na szczęście uniknęła tych pułapek, a mieszkanie urządziła praktycznie za darmo. Jak wyszło? Wystrój robi furorę wśród jej znajomych i nie tylko. Ostatnio jej przestrzeń stanowiła nawet scenografię do sesji zdjęciowej oraz streama.

Z czasem w Alicji obudziła się również niezgoda na to, z jaką łatwością ludzie wyrzucali rośliny – takie, których stan choć trochę odbiegał od idealnego, albo robiły się niemodne.

Ale w przypadku kwiatów ze śmietników należy zachować szczególną ostrożność, bo często trafiają tam w wyniku przegranej walki z inwazją szkodników.

Alicja aktualnie bez zastanowienia określa siebie jako “rośliniarę”, a w jej mieszkaniu znajduje się prawdziwe królestwo kwiatów oraz szklarnia. – W mieszkaniu roślin ze śmietnika mam ok. 50. Nie mogę mięć więcej, więc doprowadzam je do dobrego stanu i puszczam dalej – mówi.

W środowiskach innych rośliniarzy (czyli w grupach na fejsie) nie epatuje jednak wyższością. – [W kwestii roślin] nie da się zawsze zaaplikować tych samych zasad do każdego przypadku. To zależy od wielu warunków, takich jak ekspozycja okienna na światło, piętro, na którym mieszkamy, temperatura czy to, jak podlewamy nasze rośliny – tłumaczy. – Niestety zbyt często jako początkujący rośliniarz wchodzisz na jakieś forum czy grupę i zaczynasz szaleć, bo z góry dostajesz info, że wszystko robisz źle… Pojawia się hejt i nadmierne konkurowanie. Za dużo jest podcinania skrzydeł i zniechęcania początkujących. A przecież hodowanie roślin ma być uspokajające.

FOTO: Karolina Susło/IG: @karolinasuslo

Od roślin dostała to, czego potrzebowała najbardziej, czyli właśnie spokój. Ich pielęgnowanie, obserwowanie, jak rosną i czego potrzebują, były dla niej jak terapia. Po dwóch latach pracy z klientem na etacie czuła wyczerpanie psychiczne, więc postanowiła znaleźć sobie inny styl życia. – Mam problem z terminami i presją, gdy ktoś stoi nade mną. Nie widzę siebie w pracy w korporacji. Wolę zarabiać mało i dorabiać na swoich pasjach – mówi.

FOTO: Karolina Susło/IG: @karolinasuslo

Mam szczęście, że zbieranie po śmietnikach nie jest symbolem porażki, ale aktywizmem, gdy jesteś millenialsem – autoironicznie podsumowuje swój styl życia.

I świadczy to wyłącznie o tym, jak adekwatnie i swobodnie się w nim czuje.

Tekst: Przemysław Pstrongowski
Sesja fotograficzna: Karolina Susło / IG: @karolinasuslo

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook