Udało się! Wolne krowy z gminy Deszczno jednak nie trafią do uboju

Do sytuacji skazania krów na ubój doprowadziły głównie nieodpowiedzialność człowieka, opieszałość urzędników i w końcu system prawny, w którym marnotrawienie zasobów wpisane jest w paragrafy. Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy nie zamierzali odwracać oczu.
.get_the_title().

Plan był prosty: 185 krów miało trafić na ubój. Co to jest w porównaniu do ilości, które każdego dnia zabija się lub eksploatuje w przemyśle mięsnym czy mleczarskim?

Nikt nie będzie po nich płakał zwłaszcza że są niczyje.

A że wymknęły się spod kontroli systemowi, do czego przyczyniła się zresztą opieszałość urzędów, to tym bardziej trzeba problem załatwić w szybki i skuteczny sposób – wyrokiem kary śmierci.

Dariusz Gzyra / Stowarzyszenie Empatia / 2012

Ale od początku: krowy z gminy Deszczno to stado, które żyje na wolności od przeszło 9 lat. To wtedy porzucił je nieodpowiedzialny właściciel.

Stado nie tylko odnalazło się w życiu na wolności, ale wręcz świetnie sobie radzi, zwiększając swoją liczebność.

Sąd zainteresował się byłym opiekunem zwierząt, który poniesie karę za ich porzucenie zwierząt. Przy okazji wydano najdotkliwszy z możliwych wyroków na same krowy. Choć w tej sytuacji nic nie zawiniły, a wręcz zasługują na uznanie w związku z tym, jak dobrze potrafią funkcjonować na wolności, nie wadząc nikomu, to jednak nie zostały do tej pory zarejestrowane i przebadane. Wymknęły się więc z urzędniczych rąk i nie wiadomo, czy są zdrowe, czy może stanowią zagrożenie dla innych zwierząt i człowieka.

Fot. RadioZET

Powinno to dać początek działaniom na rzecz nadrobienia wszystkich tych procesów, które względem krów zaniedbywano przez tyle lat. Tymczasem służby weterynaryjne wolały chyba pójść na skróty i zamiast sprawdzić co i jak, uznały, że stado stanowi zagrożenie. Zwłaszcza że przepisy Unii Europejskiej w takich sytuacjach mówią o uboju i utylizacji.

Tym samym, zgodnie z decyzją powiatowego lekarza weterynarii z 31 października 2018 roku, dzikie stado krów z Ciecierzyc miało zostać wybite.

Fot. Ela Radzikowska / Fanpage Dariusz Gzyra

Ale wydarzyło się coś nieoczekiwanego – sprawa krów stała się sprawą polską. Teoretycznie można by się przecież spodziewać innych scenariuszy. Straszenie zagrożeniem zdrowia mogło sprawić, że społeczeństwo pokiwałoby ze zrozumieniem głowami i na czas rzezi po prostu odwróciło wzrok. Temat mógł się też spotkać z obojętnością.

W przebodźcowanym świecie, gdzie docierają do nas codziennie setki wiadomości, w tym również te bardzo złe, los krów z Deszczna nie musiał się spotkać z dużym zainteresowaniem, pokładami empatii czy jakimikolwiek zrywem, żeby coś z tym zrobić.

Fot. Sebastian Bednarski via BASTA Inicjatywa na Rzecz Zwierząt

Tymczasem Polacy się wkurzyli. Nie dzieląc się na wegetarian i mięsożerców, młodych i starych, miastowych czy ze wsi, jasno i wyraźnie sprzeciwili się decyzji Głównego Inspektoratu Weterynarii. Nie w formie smutnych emotek pod newsami dotyczącymi stada, ale realnych działań, do których nawoływali aktywiści i odpowiednie organizacje. Oni sami zmobilizowali siły i przez dwa tygodnie naciskali na władze, żeby cofnięto wyrok śmierci. Żądano konkretnych informacji co do podstaw prawnych, słuszności i nieuchronności jego wydania. Równolegle szukano alternatywnego rozwiązania problemu.

A póki w sprawie trwał impas, grupa niezwykłych ochotników dzień i noc pilnowała stada.

W pobliżu ich lokalizacji rozbito namioty, tak żeby mieć pewność, że krowy któregoś dnia nie rozpłyną się w powietrzu i nie będzie wiadomo, co się z nimi realnie stało.

Fot. Sebastian Bednarski via BASTA Inicjatywa na Rzecz Zwierząt

Na specjalnie utworzonym wydarzeniu na Facebooku zachęcano wszystkich do przyjazdu do Ciecierzyc, czyli odwiedzenia krów na miejscu. Organizacjom, które działają na rzecz zwierząt, udało się znaleźć osoby, które zadeklarowały chęć przyjęcia tego stada na takich zasadach, że nie będzie można tych krów rozmnażać, jak również, że nie trafią one do spożycia. W związku z tym równolegle powstała petycja będąca apelem do Głównego Lekarza Weterynarii, aby krowy pozostawić przy życiu: przebadać, zakolczykować i przyznać im paszporty bydła, co umożliwi przetransportowanie ich do nowego, bezpiecznego miejsca życia.

W chwili pisania tego tekstu podpisało ją prawie 70 tysięcy osób.

Fot. Sebastian Bednarski via BASTA Inicjatywa na Rzecz Zwierząt

Mimo to służby weterynaryjne w oficjalnych komunikatach podtrzymywały swą decyzję i informowały, że nie widzą przesłanek do jej zmiany.

Powoływały się na fakt, że jest duże prawdopodobieństwo, że krowy niebędące do tej pory pod opieką sanitarno-weterynaryjną, stanowią zagrożenie.

Choć sytuacja była precedensowa i nie wiadomo, czy coś podobne wydarzyło się gdzieś w Europie, wskazywano, że tak przedstawiają się wymogi Unii Europejskiej w takich sytuacjach.

Fot. Sebastian Bednarski via BASTA Inicjatywa na Rzecz Zwierząt

W środę 29 maja stał się jednak wyczekiwany cud – minister rolnictwa Jak Krzysztof Ardanowski ogłosił, że zwierzęta nie zostaną ubite. Wspomniał o ingerencji w tej sprawie i prezydenta Andrzeja Dudy i prezesa Jarosława Kaczyńskiego, ale też o tysiącach maili, które dostawał z postulatami zniesienia wyroku. – Zostaną odizolowane – i to jest warunek absolutnie niezbędny – od możliwości stwarzania dalszych zagrożeń, ale również ewentualnego roznoszenia chorób, które mogą być w ich organizmach. Zostaną odizolowane w jednym z państwowych gospodarstw – komentował dla prasy szef resortu rolnictwa. – Tam zostaną przebadane, wprowadzone do systemu identyfikacji zwierząt, czyli zakolczykowane. Jeżeli się okażą zdrowe, będziemy szukali rolników, którzy będą je chcieli przyjąć do siebie, kupić.

Fot. Ela Radzikowska/Fanpage Dariusz Gzyra

Wstrzymajmy się jednak z otwieraniem szampana i wznoszeniem toastów za te zwierzęta i ludzi dobrej woli.

To jeszcze nie ten czas – dopóki krowy realnie, po wszystkich badaniach, nie trafią w dobre ręce, trzeba uważnie obserwować działania urzędników, egzekutorów ich decyzji i ich wykonawców.

Fot. Sebastian Bednarski via BASTA Inicjatywa na Rzecz Zwierząt

Minister rolnictwa zaapelował do organizacji broniących zwierzęta o szukanie środków na utrzymania stada. Biorąc pod uwagę fakt, że wcześniej do prasy wyciekła informacja o tym, że ubój miał kosztować 350 tysięcy złotych, to można przewidywać, że środków jednak nie brakuje. Ale w przeciwnym wypadku niewątpliwie damy radę, bo, jak widać, gdy chcemy i działamy wspólnymi siłami, to potrafimy być bardzo skuteczni.

Zdjęcie główne: Fot. Sebastian Bednarski (via BASTA Inicjatywa na Rzecz Zwierząt)
Tekst: Kinga Dembińska

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: