BASÉDEVIE: czy da się wymyślić bluzę od nowa?

'Poczucie komfortu, a nie komfort w postrzeganiu nas przez innych jest kluczowy' – mówią założyciele warszawskiej marki BASÉDEVIE Czy da się wymyślić bluzę od nowa, co to jest downshifting i jak powstaje marka, którą można pokochać? O tym wszystkim rozmawiamy z Markiem i Jankiem z BDV.
Jesteśmy na rynku niedługo, jednak łącznie mamy prawie dwie dekady doświadczenia w prowadzeniu brandów. Nie widzimy barier, więc sami ich nie tworzymy.

F5: Skąd wziął się pomysł na BASÉDEVIE? Kiedy powstała marka i kto za nią stoi?

Marek: BASÉDEVIE jest projektem kilku osób. Najstarszego i najmłodszego członka ekipy dzieli aż czternaście lat – różnorodność jest naszą siłą. Kasia potrafi ogarnąć nasz konepcyjno-kreatywno-operacyjny chaos, trzyma nas w ryzach day by day. Miłosz – kreator i wizjoner, dwudziestodwulatek, który swoimi konstrukcjami doprowadził niejedną szwalnię do łez, zyskując ich szacunek jako innowator niekonwencjonalnych łączeń stębnówki z renderką. Janek, dzięki chłodnej kalkulacji potrafi studzić zapędy tak samo jak motywować do działania. Rozumie i analizuje trendy z precyzją chirurgicznych cięć. I na koniec kilka słów o mnie. Wśród codziennych zawirowań staram się połączyć te wszystkie umysły, a w chwilach kryzysowych łapię za słuchawkę by wszystko wróciło do normy.

Janek: Jak widać straszny gaduła, człowiek, któremu telefon przyrósł do ucha. Jego wypowiedzi na pewno będziecie musieli skracać.

Marek: Różnic między nami można znaleźć więcej niż podobieństw. Nie widzimy barier, więc sami ich nie tworzymy.

To nie przypisany do stanowiska ubiór, a my jesteśmy wartością samą w sobie. Poczucie komfortu, a nie komfort w postrzeganiu nas przez innych jest kluczowy.

Jakie są podstawowe wartości, które stoją za marką? DNA marki?

Marek: Wiedzieliśmy, że kierunek, w którym zmierzamy, to komfort. Przyświeca nam chęć tworzenia produktów rozumianych jako ‘basic’ – w naszej świadomości są dokładnie tym, do czego odnosi się nazwa brandu, czyli podstawą życia.
Ostatnie dwa lata odcisnęły ogromne piętno na społeczeństwie.

Niczym transformacja lat 90., pandemia nadała plastyczności wszystkim zakresom naszego życia. Izolacja i dystans społeczny wymusiły refleksję nad czasami, w których nie docenialiśmy prostych wartości. Adaptowanie się do nowych obostrzeń czy zakazów, wcześniej kojarzonych z Orwellowskich powieści, pozwoliło nam na przewartościowanie kluczowych aspektów.

Dla nas tym aspektem był ubiór. ‘Czy rozmowa z klientem lub szefem w ulubionej bluzie, będzie tak samo efektywna jak w białej koszuli?’ To nie przypisany do stanowiska ubiór, a my jesteśmy wartością samą w sobie.

W ogólnym rozrachunku ‘straciliśmy’ dwa długie lata, ale zyskaliśmy momenty, które w przyszłości docenimy bardziej, uczucia, które odczujemy silniej, oraz chwile, które przeżyjemy mocniej. Chcemy, by nasze ubrania tworzyły historię, a nie tylko były jej cząstką. Niczym pamiętnik, mają przywodzić na myśl momenty, te najbardziej szalone, jak i te najbardziej intymne.

Banner Image

Dedykowane materiały, potrójne przeszycia, dobór nici, farbiarnia. Nic nie zostawiamy przypadkowi. Jak większość marek podejmujących się produkcji w Polsce, mamy czasem ochotę zmienić branżę na wykończeniówkę.

'Zrób jakość, a ilość przyjdzie sama'

Gdzie powstają Wasze produkty? Kto je projektuje i jak wygląda proces produkcji?

Marek: Szyjemy je w Polsce. Są owocem wspólnych burz mózgów, jednak to Miłosz, jest osobą, która potrafi pomysły przekuć w wizje. Praca z wizjonerem nie jest usłana różami, ale czy Wozniak miał lekko ze Stevem? Znaleźliśmy równowagę między młodzieńczą wizją i charakterem marki stworzonej przez Miłosza a wieloletnim doświadczeniem w produkcji ubrań. Choć często z Jankiem (CFO) miewamy wątpliwości co do rentowności kolejnych dropów, dajemy M. maksimum zaufania.

Jakich materiałów używacie? Na co szczególnie zwracacie uwagę przy projektach?

Cenimy sobie kilka zaprzyjaźnionych szwalni – za cierpliwość i otwartość na nasze eksperymentalne szycie – oraz naszą ukochaną dziewiarnię, którą kieruje Pan Henryk – anioł nie człowiek – zwłaszcza za wiedzę o materiałach, które są podstawą naszych produktów.

Kilka lat temu prowadząc produkcje jednej z wiodących marek sportowych miałem szansę poznać Stanisa – Greka prowadzącego od lat własną szwalnię w Łodzi – który wypalając trzeciego z rzędu czerwonego Marlboro, powiedział mi: ‘Zrób jakość, a ilość przyjdzie sama’.

Dedykowane materiały dzięki Panu Henrykowi, wprowadzanie do produkcji potrójnych przeszyć w szwalni Ioannisa (syn Stasia), konstrukcje stworzone przez Miłosza pod okiem Serafina Andrzejaka, szanowanego projektanta. Dobór nici, farbiarnia i wiele innych – nic nie zostawiamy przypadkowi.

zdjęcie obok: www.instagram.com/paniekscelencja/

Marek: Rozumiemy trendy, podążamy za nimi jak wszyscy, jednocześnie kreujemy i dążymy, by nie tylko czerpać, ale też dawać i stawać się inspiracją. Chcemy w produktach przekazać swoją wizję – głównie związaną z pojęciem downshiftingu.

Janek: W zachowaniach społecznych downshifting to trend, w ramach którego jednostki przystosowują się do życia prostszego niż to, które krytycy nazywają ‘wyścigiem szczurów’. Główne motywacje do downshiftingu to zyskanie czasu wolnego, ucieczka od cyklu praca-wydatki. Osobiste cele downshiftingu są proste: osiągnięcie holistycznego zrozumienia siebie i satysfakcjonującego sensu życia.

Banner Image

Nie można wymyślić mody na nowo, zwłaszcza jeśli chodzi o basic. Czy przez ostatnie 50 lat powstała nowa bluza z kapturem? Nie sądzę. Jednak poza inspiracją w modzie istnieje pojęcie interpretacji.

Co Was inspiruje?

Marek: Warto się zastanowić, czym tak naprawdę jest inspiracja. Z jednej strony jest to zapał twórczy lub natchnienie, z drugiej wpływ na aspekt twórczy, sugestie. Oba, choć mają tak różne znaczenia w świecie mody, tworzą pewnego rodzaju synergię.

Czy sztuką jest stworzyć bluzę, które widnieje na prawie każdej ecommercowej stronie? Nie, ale sztuką jest stworzyć wyjątkowy produkt, umiejętnie posługując się odpowiednim dobraniem dzianin lub tkanin, stosując odpowiednie nici do uszlachetnień, kończąc na indywidualnym rodzaju szycia odpowiednim dla stworzonej konstrukcji. Tym właśnie jest interpretacja.

Dla kogo są Wasze produkty?

Marek: Jako marka jesteśmy przeciwko jakiemukolwiek targetowaniu. Nie jesteśmy Abercrombie & Fitch, żeby definiować naszych klientów jako jeżdżących jeepem i mających golden retrivera. Chcemy, żeby osoby kupujące nasze produkty były ponad podziałami i aby nie czuły, że ubrania, które noszą je zdefiniują.

Mówiąc inaczej… Chcemy, by nasze produkty stały się ‘przyjacielem’ osób, które je wybiorą. Czym mają być dla naszych klientów – mają dopełniać uczucia, skłaniać do refleksji, inspirować do przygód i docelowo wpisać się we wspomnienia. To nie my wybieramy odbiorców, to oni nas wybierają.

Marek: Zależy nam na odbiorcach ponad podziałami – nieważne, czy jesteś drwalem, odbiorcą sztuki Pollocka czy Rothki, czy lubisz spędzić wieczór słuchając rapu albo witać poranek wychodząc z warszawskiego Luzztra.

Banner Image

Pod koniec wakacji będziemy ruszać z naszym nowym konceptem – restobarem Elementy na warszawskim ASP w miejscu dawnej Eufemii – tam też chcielibyśmy prezentować nasze ubrania.

Jakich nowości możemy się spodziewać na SS22?

Janek: Jesteśmy ciągle firmą na początkowym etapie rozwoju. Nie wypuszczamy tradycyjnych kolekcji jak duże marki czy sieciówki. Działamy w konwencji dropów. Pozwala nam to na elastyczne zarządzanie produkcją i wypuszczanie małych serii ubrań. Jesteśmy marką, którą ciągle się uczy i taka forma działania pozwala nam na ciągłe eksperymentowanie i działanie spontaniczne.

To, czego będzie się można po nas spodziewać w najbliższych miesiącach, to dalsza zabawa formą i krojami. Wprowadzimy też na pewno kilka propozycji typowo letnich. Mamy też plany odświeżenia brył kilku produktów. Najlepiej jest śledzić nas na bieżąco w mediach społecznościowych – tam często zdradzamy nad czym obecnie pracujemy.

Wasze plany na przyszłość? Czy można znaleźć Wasze ubrania w concept storach lub butikach?

Janek: Jeśli chodzi o kanały sprzedaży, to głównym pozostaje nasz sklep internetowy. Przez chwilę byliśmy dostępni w jednym z warszawskich concept storów i na pewno będziemy wracać do tej formy sprzedaży.

Planujemy też pojawiać się na targach i imprezach związanych z bliskimi nam ideami, takimi jak np. slow fashion. Fajnie podczas takich wydarzeń spotkać się twarzą w twarz ze swoimi klientami, powymieniać opinie, czasem również nawiązać jakąś wartościową współpracę. Pod koniec wakacji będziemy ruszać z naszym nowym konceptem – restobarem Elementy na warszawskim ASP w miejscu dawnej Eufemii – tam też chcielibyśmy prezentować nasze ubrania.

www.basedevie.eu

 

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook