Gdy zatrzymały się Włochy, w Europie szyje się już tylko w Łodzi

Z Łódeczki Łódź — to hasło doskonale oddaje rozwój jednego z najważniejszych miast w europejskim przemyśle włókienniczym. Choć z dzisiejszej perspektywy patrzymy na tę „ziemię obiecaną” z przymrużonym okiem, Łódź i sektor szwalniczy wychodziły już z niejednego kryzysu. Warto więc wspierać polską produkcję, aby wyszła zwycięsko również i z tego, który dzieje się na naszych oczach.
.get_the_title().

Jeszcze dwieście lat temu w osadzie Łódka mieszkało niecałe tysiąc mieszkańców. Co takiego wydarzyło się, że pod sam koniec XIX stulecia powstała powieść już nie o Łódce, ale o Łodzi, która tętniła życiem, biznesem i była drugim po Moskwie najważniejszym ośrodkiem włókienniczym w Imperium Rosyjskim? Rozporządzeniem, które zmieniło historię tego terenu, był dekret Namiestnika Królestwa Polskiego, wydany na początku XIX wieku. Zgodnie z dekretem, każdy, kto udowodnił, że ma w ręku fach związany z sukiennictwem (jak na przykład tkactwo, farbiarstwo), miał w zamian dostać działkę budowlaną na terenie ówczesnej wsi Łódka. Źródła podają, że na tym pomoc się nie kończyła — otrzymywało się również zapomogę na budowę domu oraz na rozwój własnego biznesu.

Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi

W ten sposób Łódka z małej wsi rozrosła się do tętniącego życiem i biznesem miasta, które Władysław Reymont dosyć przewrotnie opisał w swojej głośnej powieści „Ziemia obiecana”.

Łódź stała się najważniejszym ośrodkiem włókienniczym na terenach Królestwa Polskiego, ale jej sława sięgała daleko poza granice Polski pod zaborami. Już wtedy byliśmy „szwalnią Europy”, zwłaszcza tej części, która znajdowała się pod rozkazami Imperium Rosyjskiego.

Pierwszy kryzys pojawił się wraz z I wojną światową, która spowodowała zamknięcie, a nawet rozmontowanie wielu łódzkich fabryk. Pomimo tego, po odzyskaniu niepodległości, w międzywojniu przemysł włókienniczy stał się miejscem pracy dla sporej ilości włókniarek oraz wykwalifikowanych pracowników sektora włókienniczego. Centrum tego przemysłu nadal znajdowało się przede wszystkim w Łodzi, ale produkcja rosła również też w takich centrach jak Żyrardów, Zawiercie czy Andrychów.

Łódź XIX wiek

Pomimo trudności, jakim musieliśmy sprostać jako „młode” państwo po odzyskaniu niepodległości, przemysł włókienniczy nadal znajdował się w czołówce. Sporo zmieniło się jednak w dobie wielkiego kryzysu w 1929 roku, kiedy to znaczna część fabryk została ponownie zamknięta. Jak twierdzi autorka książki „Aleja włókniarek”, Marta Madejska, te kryzysy, głód i chęć szybkiego powrotu do stabilizacji po II wojnie światowej były przyczyną dużego kredytu zaufania, jakim przemysł włókienniczy obdarzył władze PRL-u.

TVP Łódź

Chociaż obietnice były spore, w rzeczywistości władza komunistyczna wolała inwestować w takie miasta jak Warszawa, Gdańsk czy Wrocław. Po II wojnie światowej Łódź opustoszała z łódzkich Żydów, którzy byli właścicielami wielu fabryk włókienniczych. Okres PRL-u to więc próba ostatecznego wskrzeszenia łódzkiej tradycji, która jednak nie spotkała się z większym wsparciem ze strony władzy.

Trzeci i z dzisiejszej perspektywy największy kryzys, jaki uderzył w Łódź oraz w krajowy przemysł włókienniczy, to czas transformacji po 1989 roku. Prywatyzacja była hasłem, na które skusiło się wielu, jednak nikt nie pokusił się o to, aby zabezpieczyć przedsiębiorstwa, które upadały jedno po drugim, jak kostki w domino.

Do tego należy dodać fakt, że główny rynek zbytu, czyli Rosja, został całkowicie odcięty, co ostatecznie przyczyniło się do upadku miasta i resztki fabryk. Te budynki przypominają jednak o ważnej części historii miasta oraz polskiego przemysłu włókienniczego, który w dobie kolejnego kryzysu okazał się równie ważny, co służba opieki zdrowotnej. Tradycja włókniarek oraz łódzkich szwaczek dzisiaj się odradza, a nasze oczy ponownie zwrócone są w stronę polskiej produkcji i lokalnych przemysłów.

Wyborcza Łódź

Jednym z takich miejsc, które od niemal trzydziestu lat wspiera polską produkcję odzieży, jest położone pod Łodzią Miasto Mody PTAK. Skupia się na wspieraniu polskich przedsiębiorców i producentów, którzy swój biznes oparli o szeroko pojęty rynek odzieżowy. Liczby, które stoją za tą inwestycją, pokazują skalę i potencjał tego miejsca. Powierzchnia tego „miasta mody” to 250 tys. metrów kwadratowych, na których znajduje się 2,5 tys. polskich producentów i importerów odzieży. Kiedy założymy, że każdy z nich zatrudnia sztab pracowników do obsługi stanowiska, do produkcji, do transportu oraz innych kwestii logistycznych, nietrudno policzyć, że PTAK daje pracę tysiącom osób w sektorze odzieżowym, produkcyjnym oraz transportowym.

Miasto Mody PTAK

Prężnie rozwija się nie tylko stacjonarne „miasto mody”, ale również platforma sprzedażowa online, która powstała z myślą o transakcjach B2B. Z dzisiejszej perspektywy, platforma online daje nie tylko możliwość rozwoju, ale też umożliwia dotarcie do klienta biznesowego w sposób wygodny dla obu stron. Ptakmoda.com zrzesza ponad 300 polskich producentów, którzy mają możliwość zakupu, ale też sprzedaży swoich produktów, również zagranicznym klientom z całego świata.

To kolejne miejsce stworzone z myślą o rozwoju polskich producentów odzieży w Łodzi oraz w innych miastach Polski. W czasach, kiedy sporo mówi się o wspieraniu polskich brandów odzieżowych, warto więc pamiętać nie tylko o markach, które wygrywają świetnie prowadzonymi social mediami, klimatycznymi kampaniami oraz designem, który mocno wpisuje się w najbardziej pożądane trendy w modzie. Polski sektor odzieżowy to również takie miejsca jak PTAK, które znajdują się pomiędzy wielkimi koncernami a lokalnymi brandami. Bez względu na gusta trzeba mieć świadomość, że polski sektor odzieżowy to producenci wszelkiej maści, którzy nie tylko rozwijają rynek, ale przede wszystkim oferują realne miejsca pracy.

Kupcy w PTAK Fashion City

Dzisiaj, w dobie kryzysu, polskie szwalnie nadal pracują na pełnych obrotach, nie tylko dla nas, ale również i dla innych europejskich rynków. Polska jest ostatnim europejskim krajem, w którym szyje się na tak dużą skalę. Reszta produkcji już dawno przeniosła się do Azji. Skoro pandemia pokazała światu, że sposobem na łagodzenie skutków kryzysu jest bliższa produkcja i krótszy łańcuch dostaw, dlaczego by na nowo nie wykorzystać potencjału, jaki od dawna drzemie w polskiej tradycji włókienniczej i szwalniczej?

Mamy kwalifikacje, mamy zaplecze i mamy Łódź, która tylko czeka na ponowne odrodzenie.

Tekst: Malwa Wawrzynek

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: