Moschino x Picasso: kubizm i kamp idą w parze

Można mówić, że Jeremy Scott jest odtwórczy. Można krzywić się na ilość kampu i tandety, jaką serwuje nam swoich kolekcjach. Nie można jednak zaprzeczyć, że tegoroczne show w Mediolanie to moment, na który w modzie czekamy z wypiekami na twarzy.
.get_the_title().

Romans mody ze sztuką nie jest niczym nowym. Ta historia rozpoczęła się sto lat temu, a jej prekursorką była Elsa Schiaparelli. Potem oczywiście pojawiła się mondrianowska sukienka Yves Saint Laurent i od tego czasu sztuka stale powraca na modowe wybiegi. Raz u Prady, innym razem u Victora&Rolfa.

Chociaż Moschino od lat stoi na pograniczu plastikowej tandety, Jeremy Scott potrafi zrobić z niej nie tyle DNA marki, ile co najmniej intrygujące projekty, które rozbijają bank pod względem medialnej klikalności.

Scott jest mistrzem w przeistaczaniu każdej inspiracji w kolekcję, która kipi od kampu. Ale ten kamp zawsze przynosi świeży powiew i sprawia, że znużeni pokazami redaktorzy z ekscytacji podskakują na krzesłach ustawionych wzdłuż wybiegu.

To, co Jeremy Scott pokazał na tegorocznym Milan Fashion Week, to dosłowne przeistoczenie sztuki Picassa w ubrania, które każda fashionistka chciałaby mieć w szafie.

Moda połączyła się ze sztuką w tak dosłowny sposób, że trudno nie przyklasnąć temu popisowi.

Jest abstrakcja, jest kubistyczna dekonstrukcja, jest kolor i są elementy, które od razu można połączyć z obrazami hiszpańskiego malarza. Arlekin, maska inspirowana Guernicą czy dziewczyna z gitarą — to tylko niektóre elementy, które z obrazów Picassa wkroczyły prosto na wybieg Moschino. Zdjęcia z pokazu i z backstage’u są dowodem na to, że prêt-à-porter potrafi zachwycać równie mocno, co haute couture.

Tekst: Malwa Wawrzynek
Zdjęcia: Vogue.com

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: