Pół-rybak, pół-hipster – ten rok może należeć do shipsterów

Spokojnie, raczej nie chodzi o styl kolesia z hakiem z „Koszmaru minionego lata”.
.get_the_title().

Zdawać by się mogło, że cały ten szum wokół hipsterstwa, zapoczątkowany dekadę temu, przycichł już na dobre. Hipsterzy skutecznie zsocjalizowali się przecież z resztą społeczeństwa. Zachowania i przedmioty, które można było uznać za ich starter pack – wizyty u barberów, plecak Kankena, kawę z dripa, jazdę na longbordzie czy rowerze retro, a nawet weganizm – uznano za wcale nie takie głupie czy śmieszne. I momentami na ulicy można odnieść wrażenie, że wszyscy jesteśmy hipsterami.

Okazuje się jednak, że prawdziwi hipsterzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Choć ich podglądy i zachowania niekoniecznie się zmieniają, to pod względem urodowo-modowym ewoluują w stronę shipsterstwa,

Kim więc właściwie ma być shipster? Hipsterem w stroju rybaka. Ale takiego, który tak naprawdę wcale nie jedzie na połów i nie musi brodzić w wodzie po kostki czy chronić się przed sztormem. Nie ma więc obaw, że jego ubranie zaraz się zniszczy, więc robiąc rano przegląd garderoby, może zwrócić uwagę na styl i estetykę, a nie jedynie funkcjonalność stroju.

Ale żarty na bok, bo pojawienie się shipsterów świadczy o tym, że workwear ma się całkiem dobrze.

Jakie są więc znaki rozpoznawcze shisptera? Wełniane swetry, w tym również wielkie golfy, poza tym dużo polaru, sztruksu i dżinsu z prawdziwego zdarzenia – wszystko w ciemnych, wyrazistych kolorach.

Na nogach ciężkie buty typu workery, a na głowie – pieczołowicie zrolowana nad uszami czapka typu beanie.

Kiedy zwizualizujecie sobie ten look, na pewno uznacie, że w swoim otoczeniu macie jakiegoś shipstera. I to być może niejednego.

Narodziny tego trendu zauważył i nazwał ostatnio Finlay Renwick, dziennikarz brytyjskiego “Esquire”. Stworzył on definicję shipstera, w której nakreślił też nieco jego postać. „To młoda osoba, w przemyślanej stylówce, w której jednak w każdej chwili teoretycznie mogłaby ruszyć łowić kraby na wybrzeżu Montauk. Może się zdarzyć tak, że bez zapowiedzi zacznie podśpiewywać szanty” – wyjaśnia Renwick. – „Najczęściej spotykany jest na terenie wielkich metropolii leżących daleko od morza. W wolnych chwilach chętnie zajmuje się garncarstwem lub stolarką. Lubi marzyć o życiu na morzu, ale w dość abstrakcyjnych kategoriach. Równie mocno chciałby przebiec maraton czy kupić dom albo się po prostu porządnie wyspać. Zazwyczaj ma brodę, ale już nie taką w typie drwala. Zawsze pamięta o używaniu filtrów przeciwsłonecznych.”

Powodów narodzin shipsterstwa jest co najmniej kilka. Pierwszym jest ewolucja wspomnianego już hipsterstwa, które mocno przyjęło się w społeczeństwie, ale może już nieco się też „opatrzyło” i znudziło – przynajmniej od strony modowej. Po drugie – w dużych miastach bardzo wielu młodych mężczyzn spędza całe dnie za biurkiem, a ich praca często wiąże się z konkretnym, dość sztywnym dresscodem. W takiej sytuacji shipsterski styl wybierany w życiu prywatnym może dać poczucie wolności, manifestować gotowość do wyruszenia w każdej chwili ku jakiejś przygodzie, nawet jeśli miałaby się ona wiązać z ciężką pracą fizyczną. Ponadto jeśli chodzi o aspekt modowy, taki styl jest bardzo funkcjonalny.

Można ubrać się ciepło, praktycznie, wygodnie, ale też w ubrania dobrej jakości, bo na rynku nie brakuje firm, które specjalizują się właśnie w tego typu strojach. Z pozoru niewymuszone stylówki bywają więc stylowym majstersztykiem.

Póki co nie wiadomo, czy wędka i fajka wejdą do zestawu niezbędnych akcesoriów shipstera. Można się za to spodziewać, że w te wakacje na schodkach nad Wisłą może się zrobić jeszcze gęściej.

Źródło zdjęć głównych – Instagram (od lewej): @dawsondenim, @wesrobinsondesign
Tekst: KD

Banner Image Banner Image
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: