Start-up Italic sprzedaje torebki Prady i Celine za 145 dolarów

Zapomnijcie o trendzie na wielkie logo, mocno forsowanym ostatnio przez Fendi, Versace i Gucci. Według start-upu Italic dzisiaj liczy się jakość i design sam w sobie, a rozpoznawalne metki stają się passé.
.get_the_title().

Italic ma zamiar ostro zagrać na nosie największych wyjadaczy branży mody. Start-up, który na swojej stronie uderza wielkimi napisami „Produkujemy w tej samej fabryce co Prada i Celine”, „Dotarliśmy do składników, które używane są w kosmetykach La mer i La Prairie”, w zaledwie kilka dni zdążył spędzić sen z powiek właścicieli czołowych koncernów branży mody i urody.

O co w tym wszystkim chodzi? Według Italic o zasady fair play i autentyczność. O jakość samą w sobie i o walkę z wielkimi metkami, które kosztują kilkukrotnie więcej niż sam produkt. Na tym opiera się filozofia start-upu, który przez ostatnie lata poświęcał dużo czasu na dotarcie do głównych fabryk produkujących luksusowe dobra najbardziej rozpoznawalnych marek. Nie jest zapewne dla nikogo zaskoczeniem, że fabryki te produkują torebki, buty i kosmetyki za wielokrotnie niższą cenę.

“Torebka Celine” sprzedawana za 3,3 tys. dolarów, na stronie Italic kosztować więc będzie jedynie 145 dolarów.

Różnica? Brak logo i autorski projekt torebki opracowany przez team projektantów Italic. Efekt? Lista osób oczekujących na „go live” start-upu szacowana na ponad 100 tysięcy potencjalnych klientów.

Torebka 135$, okulary 75$, kaszmirowy szalik 200$

Warunkiem uzyskania możliwości zakupu wysokiej jakości produktów pozbawionych jakiegokolwiek logo jest stanie się członkiem start-upu, który już wkrótce ma wystartować z mocnym przytupem. Dostęp do niskich cen za materiały i półprodukty używane przez najbardziej luksusowe brandy uzyskuje się za 10 dolarów miesięcznie. Założyciel Italic każe płacić sobie niewielką cenę za lata pracy, poszukiwań, zbierania zespołu i uruchamiania wszelkich możliwych kontaktów, aby dostać się do najbardziej prestiżowych fabryk we Włoszech. Tam też siedzibę ma firma Italic i stamtąd ma zamiar dokonać wielkiej rewolucji w mentalności klientów dóbr luksusowych.

Ta rewolucja nie zaczyna i nie kończy się tylko na Italic. Na całym świecie coraz popularniejsze stają się produkty, których wyznacznikiem staje się brak logo. Paradoksalnie, najbardziej rozpoznawalną z nich jest marka Brandless, którą zidentyfikować można jedynie po charakterystycznym, minimalistycznym designie. Brandless oferuje kosmetyki, detergenty, jedzenie oraz produkty papiernicze w cenach, które są niskie nawet po przeliczeniu dolarów na złotówki. Śladem Brandless ochoczo podążają kolejne marki z różnych dziedzin, które obiecują nie podnosić swoich cen, kiedy ich brak loga i autorski design stanie się bardziej rozpoznawalny.

Tylko czy ta rewolucja mentalności może się udać na większą skalę? Czy osoby, które kupują torebkę Celine wartą ponad trzy tysiące dolarów, rzeczywiście kupują ja dla materiału, miękkiej podszewki i sprawnie działającego zamka błyskawicznego? Przecież nie od dziś wiadomo, że metka i logo sprzedają całą filozofię, historię, tożsamość danej marki i że dla wielu luksus to nie jakość, tylko właśnie starannie wyczyszczona półka z obrandowanymi torebkami, paskami i butami, które stoją na niej wyeksponowane jak w najlepszym muzeum.

Szumnie mówi się, że takie firmy jak Italic są zagrożeniem dla największych koncernów. W rzeczywistości uderzają w zupełnie inną grupę odbiorców. W osoby, które chciałyby poczuć zapach torebki Prady, ale po prostu ich na nią nie stać lub w osoby, które rzeczywiście cenią sobie włoskie skóry i ponadczasowy design, a metki i loga nie mają dla nich żadnego znaczenia.

Jeśli ktoś szuka dobrych produktów, Italic będzie dla niego kuszące, ale jeśli ktoś marzy, aby postawić sobie na półce krem La Mer, to odłoży pieniądze i kupi sobie słoiczek z wielkim logo La Mer.

Stwierdzenie, że Italic stanowi wielkie zagrożenie dla koncernów mody i urody mija się z prawdą, bo te sztukę kreowania popytu na absurdalnie drogie produkty opanowały do totalnej perfekcji i będą z niej czerpać jeszcze przez długie lata. Jedynym realnym zagrożeniem jest kwestia PR-u, który poprzez takie inicjatywy jak Italic zostaje brutalnie obnażony. Tylko czy wyznawcy Gucci, Prady i La Mer rzeczywiście się nim przejmują?

Tekst: Malwa Wawrzynek
Zdjęcia: Italic materiały prasowe

Banner Image Banner Image
AdvertisementAdvertisement
AdvertisementAdvertisement
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: