Gdyńscy husarze na rowerach, czyli o tym, jak Wolt ratuje głodnych ludzi z pustą lodówką

Chyba na palcach jednej ręki możemy zliczyć tych, którzy za jedzeniem na mieście nie tęsknią. Dla całej reszty z odsieczą przychodzi Wolt, dzięki któremu mamy dostęp do większości restauracji w swoim mieście, a od kulinarnej uczty dzieli nas kilka stuknięć w ekran.
.get_the_title().

W obecnych czasach, gdy lockdown wciąż nie pozwolił gastronomii wrócić do normalności, naprawdę warto wspierać swoich lokalnych ulubieńców. Oprócz wspomnianego wsparcia, fundujemy sobie oderwanie od posiłków jadanych na co dzień.

Przez ostatnie kilka dni dzięki aplikacji Wolt mieliśmy okazję na smakowy warsztat wziąć trzy gdyńskie restauracje. Jak wypadły? Sprawdźcie sami! Jednak zanim przejdziemy do recenzji, mamy dla Was jeszcze mały prezent.

Dla czytelników F5, którzy jeszcze nie mają aplikacji, Wolt przygotował kod promocyjny! Kliknijcie w poniższy banner i rejestrując się z kodem F5WOLT zgarnijcie 30 zł (3 x 10zł na 3 pierwsze zamówienia w dostawie). Kod ważny do końca lutego.

1.HAOS

Azjatyckie, rozgrzewające dania w sam raz po amatorskim, weekendowym saneczkarstwie.

zdjęcie: gosia bujak

Ku naszemu zadziwieniu i zaskoczeniu, jedzenie, mimo znacznych minusowych temperatur i długiej trasy, przyjechało ciepłe i w sugerowanym czasie 35 minut. Chapeau bas Panie Wolt!

Po odchyleniu papierowej, firmowej torby* już widzieliśmy, jaka uczta nas czeka! Warto dodać, że zamówienie było porządnie dostarczone, a jedzenie trzymało formę. Jako startery wybraliśmy kimchi, czyli klasyk z nutą odpowiedniej ostrości oraz spring rollsy, które też były bez zastrzeżeń, a dodany do nich sos chilli jak zawsze przyjemnie dopełnił smak.

zdjęcie: gosia bujak

Danie główne, czyli Yellow curry, bazuje na mleku kokosowym, które jest mocno wyczuwalne i wyrównuje ostrość potrawy. Dzięki temu danie, mimo pikantności, nadaje się dla nieprzykładnych amatorów ostrego takich jak my. Do wyboru mamy także dodatki w postaci tofu, krewetek, kurczaka lub wołowiny i oczywiście ryżu. Co ważne, swój wybór (u nas padło na krewetki) z łatwością zaznaczamy w aplikacji. Co prawda, było ich kilka, ale całkiem sporych – fajnie! Do tego szparagi, pomidorki, ananas i liście limonki, niestety w trochę mniejszej ilości. Ogólne wrażenie to przyjemne wakacje na talerzu (ach ten słoneczny kolor!).

zdjęcie: gosia bujak

Na deser czekały banany w tempurze z polewą z czekolady i posypką z wiórków kokosowych. Nie wiemy czemu, ale przywołały nam wspomnienia letnich gofrów. Może to po prostu tęsknota za nadmorskim latem, a może smak sosu… W każdym razie warto było zakończyć ucztę tym smakiem!

Haos – jak zawsze – nie zawiódł. Miło się skusić na odrobinę ciepła w mroźne dni. Szczególnie, gdy jeszcze ktoś nam dostarczy je w mig pod same drzwi!

Na torbie znajduje się mapa z pozostałym 3/4 wybornego gdyńskiego składu, czyli Śródmieście (Burgery), Serio (Włochy) oraz LuisMexicana (Meksyk). Wszystkie miejsca znane, lubiane, a na dodatek naprawdę smacznie urządzone – sprawdźcie koniecznie w odpowiednim czasie!

2. Śródmieście

Slow food na tłusto – to chyba najlepsze określenie na to miejsce.

zdjęcie: gosia bujak

Zacznijmy od tego, że nasze zamówienie przybyło sprawnie, choć dodatkowy przystanek na trasie Wolta nieznacznie wydłużył czas oczekiwania, a wiadomo – głodny człowiek to niecierpliwy człowiek. Znowu firmowa torba, a w środku opakowania z tektury (to się chwali!) pełne samego dobra.

zdjęcie: gosia bujak

Startery w postaci krążków cebulowych i krewetek w cieście to pyszna i jakże tłuściutka pozycja wprost idealna na przykład do piwa. Natomiast burger był majestatyczny w rozmiarach, a tak olbrzymia porcja fryt jest już chyba znakiem rozpoznawczym Śródmieścia. Na szczególną uwagę zasługują zdecydowanie sosy dodane do dań. Serowy ma bardzo oryginalny smak, kojarzący się z azjatycką kuchnią. Natomiast składu drugiego, dodanego do krewetek, nie udało nam się odgadnąć, niemniej również polecamy!

zdjęcie: gosia bujak

Ale jeszcze wróćmy do króla burgera. Burger klasyczny to – jak sama nazwa mówi – klasyczna buła z kawałem dobrego mięsa.

Dodatkowo boczek, sałata, pikle oraz pomidor, a obok do wyboru sałatka lub wspomniane frytki. Ale kto bierze zieleninę w ostatecznej fazie głodu? Burger nie potrzebuje żadnej zmiany – jest idealny taki, jaki jest. Tu po prostu wszystko składa się w pyszną całość, a zamówienie przez aplikację Wolta daje Wam gwarancję smacznej rozpustnej uczty w zaledwie kilka chwil!

Śródmieście, jako jedne z pierwszych, oferowało w Gdyni burgery w dobrym stylu i nadal utrzymuje się w czołówce, jeśli chodzi o ich smak. Zdecydowanie warto to miejsce odwiedzić, a latem uraczyć się kraftem i odrobiną relaksu na leżaku.

3. Falla

Falla, to knajpka która w Gdyni zagościła na dobre i mamy nadzieję, że już nigdy nie nastąpi jej odpływ. Tak samo jak apetycznie dania prezentują się na talerzach w lokalu, tak samo dobrze potrafią kusić w aplikacji Wolt. Zachęcająco wyglądające menu nie pozwoliło długo na siebie czekać. Telefon w dłoń i zamawiamy!

zdjęcie: gosia bujak

Na wstępie należy zaznaczyć, że trzy dania zjedliśmy w trzy osoby i nikt nie wyszedł głodny, a to obok smaku największy plus tego miejsca.

Jedzenie po raz kolejny przyjechało zaskakująco szybko, w sugerowanym czasie 30 minut i było zaskakująco ciepłe. Postawiliśmy na dwa klasyki i jedną wariację, a były to: Falla Wrap, Fallafel Talerz oraz Sir Ser Burger (dostępny również w opcji vegan). Wszystko porządnie zapakowane, dzięki czemu nie miało prawa ulec katastrofie podczas transportu.

zdjęcie: gosia bujak

Falla Wrap to owinięte w przepyszną pitkę falafele, świeże warzywa, domowej roboty pikle i sos orzechowy. Jedząc tego idealnego rollo, żałujemy, że nie jest on dostępny po nocnych wojażach, chociaż porównując te danie do kebaba ocieramy się o granice profanacji jego doskonałości.

Natomiast Fallafel Talerz to wszystko to, co w kuchni bliskowschodniej najlepsze.

Na waszych talerzach zagoszczą sezonowe warzywa (zimowa brukselka zasmakuje niejednemu niejadkowi), pikle, tabbouleh, buraczki, ziemniaki, a wszystko to muśnięte idealnym hummusem i sosem orzechowym. Nie zabraknie również polskiego akcentu w postaci modrej kapusty. Najwyższym z komplementów dla tego dania jest to, że nikt go nie komentuje, bo wszyscy są zbyt zajęci jedzeniem.

zdjęcie: gosia bujak

No i, last but not least, Sir Ser Burger. Pyszna buła z colesławem, warzywami i głównym bohaterem tej historii – serem. I to nie byle jakim! Potężny kawał sera usmażony w przepysznej, niedominującej panierce (co jest rzadkością w tego typu daniach) to zdecydowanie coś, czego bardzo potrzebujemy, gdy za oknem szaro.

Szanowni Państwo, do Falli można pisać długie listy miłosne, ale to po prostu trzeba zjeść. Polecamy wszystkim, którzy znudzeni są już dowozową rundą obowiązkową. Jak mawiał klasyk: 12/10!

Tekst i zdjęcia: Gosia Bujak

FOODIE