Lubicie piec? Ta dziewczyna nauczy was robić najpiękniejsze tarty i torty!

Straciła pracę w korporacji, okazało się, że jest poważnie chora, ale się nie poddała. Postanowiła robić to, co kocha w życiu najbardziej: piec tarty, torty i piękne ciasteczka. Dziś jej Tarta Grzechu Warta odnosi sukcesy.
.get_the_title().

Paulina Wilczek, założycielka pracowni cukierniczej Tarta Grzechu Warta, swoje pierwsze ciasta robiła w malutkiej kuchni w wynajmowanym mieszkaniu. Teraz piecze ich nawet trzydzieści dziennie, a niektóre jej torty to istne dzieła sztuki. W jej przypadku określenie „biznes, który zrodził się z pasji” nie jest przesadą. – Zawsze lubiłam piec. Piekłam więc w domu, a to, czego nie zjadłam ja, rodzina i przyjaciele, zanosiłam do pracy. Tam zresztą powstała nazwa Tarty. Któregoś dnia ktoś rzucił, że ta pieczona przeze mnie jest grzechu warta – wspomina Paulina.

Paulina będzie pierwszą tegoroczną bohaterką cyklu „Wpływowi Goście”. Spotkanie odbędzie się w piątek 17 stycznia w Gdańsku.

Wpadnijcie koniecznie, jeśli chcecie nauczyć się piec najpiękniejsze tarty i torty, jakie możecie sobie wyobrazić.

Zanim Paulina oficjalnie założyła pracownię Tarta Grzechu Warta, w jej życiu wydarzyły się dwie istotne rzeczy: dowiedziała się, że jest bardzo poważnie chora i… straciła pracę w korporacji. – Takie wydarzenia muszą się jakoś na człowieku odbić, zwłaszcza jeśli dochodzi do nich w tym samym czasie – mówi Paulina. Na niej odbiły się tak, że skoro nie znała przyszłości, postanowiła czerpać z życia pełnymi garściami. Szybko jednak doszła do wniosku, że musi mieć jakieś zajęcie.

Zaczęła więc robić to, co lubiła najbardziej – piec.

W październiku 2016 roku założyłam oficjalny profil Tarty na Facebooku, gdzie zamieszczałam zdjęcia swoich prac. Po jakimś czasie zaczęły spływać pierwsze zamówienia od znajomych i rodziny. Swoje wypieki woziłam między innymi na kemping Chałupy 6, z którym współpracuję do dzisiaj – mówi Paulina. Przyznaje, że cały czas pamięta pierwsze zamówienie, które po kilku miesiącach dostała od „obcej” osoby. – To było 1 lutego. Miałam zrobić tartę banoffee pie i tartę ze słonym karmelem – wspomina.

Dziś ma nową, dobrze wyposażoną pracownię, w którą regularnie inwestuje. W sezonie, czyli od kwietnia do września, pracuje po 15-17 godzin dziennie, piekąc nawet 20-30 ciast.

Na wszystko w życiu potrzeba czasu, na rozwój własnego biznesu także. To tak, jak z ciastem – żeby wyszło, też potrzebny jest czas. I jeszcze pokora, bo ona przydaje się zawsze – opowiada Paulina.

F5: Jesteś łasuchem? Dlaczego właściwie ciasta i słodkości? 

Od dziecka byłam łasuchem. Mogłam żyć słodyczami. Rodzice, żeby trochę ukrócić moje nawyki żywieniowe, zdecydowali się wprowadzić słodkie niedziele, podczas których mogłam jeść słodycze. W tygodniu miałam totalny zakaz. Teraz to wygląda nieco inaczej – kiedy tyle pieczesz i czujesz zapach słodkiego, to już w sumie nie ma się ochoty na słodkie. Czasami tak sobie marzę, żeby pójść gdzieś na ciacho i kawę, ale zjadam gryza i już mam dość (śmiech).

Od czego zaczęła się Twoja przygoda z gotowaniem, a właściwie ze słodkościami? Gdzie i jak uczyłaś się przygotowywać słodkości?

Moja mama śmieje się, że piekę od 6 roku życia. Byłam takim łakomczuchem i uparciuchem, że jak nie dostałam czegoś słodkiego, to stwierdzałam „Nie to nie! Sama sobie zrobię!”. Później moje życie toczyło się różnymi drogami – praca za barem w Londynie, później jako manager restauracji. Po powrocie do Polski pracowałam 7 lat jako redaktor serwisów turystycznych dla Wirtualnej Polski. Jednak życie dyktuje własne warunki i ze względu na dość mocną diagnozę i chorobę musiałam i chciałam się przekwalifikować. Jestem cukierniczym samoukiem. Robię wszystko na swój smak. Zaczęło się od założenia fanpage’a Tarty i przygotowywania w małej kuchni różnych ciast dla znajomych i rodziny. Na początku zarzekałam się, że nie będę robić tortów, tylko same tarty. Czemu? Nigdy nie byłam fanką tortów, które można było kupić w cukierniach. Zawsze były przesłodzone i sztuczne. Szybko jednak okazało się, że ludzie pokochali nie tylko tarty, serniki czy bezy, ale właśnie głównie torty, których tak bardzo nie chciałam robić. W życiu nie podejrzewałam, że ta przygoda zakończy się własną pracownią cukierniczą.

Najciekawsze zamówienie, jakie miałaś? Widziałam, że robiłaś tort urodzinowy dla Pudelek.pl!

Tak! (śmiech) Nowa odsłona serwisu Pudelek.pl musiała zostać osłodzona różowym tortem. Ciągle mam ciekawe zamówienia. Po prostu kocham kreatywność moich klientów w wymyślaniu mi zadań! Jednym z najciekawszych zamówień był chyba tort ze szczupakiem dla wędkarza! Każdy tort tego typu jest wyzwaniem, bo nie pracuję na masie cukrowej, nie lepię figurek cukrowych, dlatego muszę wymyślać inne podejścia do realizacji tematu. Pamiętam, że przy realizacji tortu ze szczupakiem miałam naprawdę ogromny fun.

Czy gdzieś w Trójmieście można spróbować tego, co wychodzi pod szyldem Tarta Grzechu Warta?

W sezonie letnim w Chałupach 6 w restauracji Karma. Na chwilę obecną wszystkie ciasta są realizowane tylko na zamówienie. Jednak mam kolejne pomysły w głowie, więc może niebawem będzie taka możliwość.

Jak obecnie wygląda Twoja praca?

Sezon jesienno-zimowy to dla mnie tak naprawdę czas odpoczynku. Po intensywnym sezonie letnim, który w zeszłym roku rozpoczął się 27 kwietnia 4 weselami, wrzucam trochę na luz. Potrzebuję tego zarówno moja głowa, jak i ciało, które przez chorobę po sezonie jest dosłownie wycieńczone. Latem pracuję codziennie od samego rana, czasem do północy. Oczywiście robię przerwę na tzw. drzemkę, bo mój organizm tak ciężkiej pracy fizycznej by nie wytrzymał. Staram się szanować swoje ciało, ale sezon rządzi się własnym prawami i niestety czasami się to nie udaje.

Marzenie na przyszłość?

Moim największym marzeniem jest podróżować jak najwięcej i w najdalsze zakątki świata, bo to, co przeżyję i zobaczę, zostanie ze mną na zawsze. A z takich przyziemnych marzeń czy celów to rozwój firmy – marzy mi się większa pracownia, kawiarnia, zatrudnienie osób do pomocy. Jest też jedno marzenie zawodowe, które chciałabym zrealizować, ale nie będę nic mówić, żeby nie zapeszyć…

Paulina Wilczek będzie bohaterką najbliższego spotkania z cyklu „Wpływowi Goście” w Galerii Bałtyckiej. Podczas wydarzenia poznamy jej historię, dowiemy się, jak swoją pasję przerodziła w biznes i wspólnie nauczymy się przygotowywać kilka prostych ciast, którymi potem będziecie mogli zaskoczyć swoich znajomych. Zapraszamy, tym razem na słodko! Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny.

Harmonogram spotkania „Wpływowi Goście” (piątek, 17 stycznia, godz. 15.00, Galeria Bałtycka, poziom -1)

15:00 – 16:00 O powstaniu i rozwoju pracowni Tarta Grzechu Warta
16:15 – 17:15 Sztuka zdobienia ciast i tortów
17:30 – 18:30 Robimy proste i efektowne ciasta

Banner Image Banner Image
AdvertisementAdvertisement
AdvertisementAdvertisement
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: