“Surowa” woda – najgłupszy trend żywieniowy na 2018 rok?

Twórcy surowej wody twierdzą, że ta "zwykła" pozbawiona jest cennych właściwości odżywczych, a nawet trująca.
.get_the_title().

2018 rok pod względem trendów jedzeniowych będzie na pewno ciekawy, ale może zaskoczyć nas także dość… niedorzecznymi pomysłami. We wrześniu ubiegłego roku pisaliśmy o wodzie bez glutenu, która zyskała sobie uznanie coraz to liczniejszego grona osób zarówno o zdiagnozowanej, jak i wyimaginowanej celiakii. Teraz do mainstreamu przebija się kolejna, podobna nowość – “surowa” woda. Co się kryje pod tym pojęciem?

Surowa woda sprzedawana jest na zachodnim wybrzeżu USA za równowartość niemal 160 złotych za 11 litrów – to, według jej producentów, niefiltrowana, niesterylizowana, nienaruszona ludzką lub mechaniczna interwencją woda źródlana. Czym różni się od zwykłej spożywanej przez nas wody? W odróżnieniu od tej butelkowanej zawiera pewne niejasno zdefiniowane probiotyki, całe mnóstwo cennych minerałów i, “w przeciwieństwie do kranówki” (jak zapewniają twórcy), nie truje.

Jak dotąd nie pojawiły się żadne dowody na to, że woda z kranu jest gorsza od tej butelkowanej. Surowa woda idealnie wpisuje się jednak w ogólnoświatowy trend zwracania się ku produktom żywieniowym organicznym, ekologicznym i pozbawionych chemikaliów. Czy produkt się przyjmie? Wśród tych, który nie mają na co wydawać 160 złotych, być może…

Źródło: IFL Science!

FOODIE