Trójmiasto to nie tylko smażona rybka przy plaży. Pokazujemy, co i gdzie warto tam zjeść

Trójmiejska scena gastronomiczna jest bardzo zróżnicowana i rozwija się w zawrotnym tempie. Nie jest to jeszcze Warszawa, ale fani dobrego jedzenia w ładnych wnętrzach na pewno będą zadowoleni.
.get_the_title().

Co tu dużo mówić – morze kojarzy się wielu z działającymi w sezonie budami, które na papierowych tackach podają wątpliwej jakości smażoną rybę. Oczywiście, takie miejsca można znaleźć w każdej nadmorskiej miejscowości, także w Trójmieście, gdzie jest też sporo całkiem niezłych restauracji serwujących ryby i owoce morza. Nie wszyscy są jest jednak ich fanami, dlatego razem z mytaxi wybrałam się na objazd po trójmiejskich miejscówkach w poszukiwaniu trochę bardziej zróżnicowanej kuchni.

Śniadanie na Dolnym, desery na Głównym

Gastronomiczną podróż zaczynam na Dolnym Mieście. Jest rano więc niezbędne jest śniadanie. Udaję się więc na ulicę Jaskółczą do jednego z najświeższych punktów na kulinarnej mapie. Nie/mięsny to stacjonarna wersja znanego trójmiejskiego foodtrucka Muka Bar, który od 2013 roku na najważniejszych imprezach (m.in. Open’er, Zlot Foodstrucków, Ulica Elektryków) serwował hummusy i falafele.

W Nie/mięsnym można spróbować aromatycznych szakszuk (wersja wege, wegan i mięsna), ale to wybór hummusów przyprawia o zawrót głowy.

Jest pikantny z serem feta lub mieloną wołowiną, sezonowy i oczywiście klasyczny z oryginalnymi dodatkami: baraniną i miętą, pulpecikami marokańskimi, grillowanymi warzywami lub falafelem. Szybko skojarzyło mi się to z wizytą w warszawskim Beirucie, ale w moim odczuciu Nie/Mięsny smakuje jednak lepiej.

Nie/mięsny, fot. Facebook

Po każdym dobrym śniadaniu potrzebna jest równie dobra kawa. Zamawiam mytaxi i ruszam na Główne Miasto. Udaję się na ulicę Piwną i wchodzę do Retro. Zachęcają swoich gości dość oklepanym hasłem „kawiarnia z duszą”, ale akurat w tym wypadku to motto oddaje ducha miejsca. Retro to kawiarnia w starym stylu z miękkimi fotelami i kanapami, dużymi, ciężkimi, brązowymi meblami. Na parapecie stoi maszyna do pisania, gdzieś leżą gazety i książki, a na ścianach wiszą stare zdjęcia. W Retro zamówić można zarówno kawy parzone alternatywnie, klasyki z ekspresu i wymyślne kawy deserowe na skondensowanym mleku lub z syropami smakowymi. Ja stawiam na klasyczne espresso, które postawi na nogi a mój wzrok na dłużej przyciąga witrynka wypełniona pysznymi ciastami. Prawdziwym hitem jest sernik z białą czekoladą polany ciepłymi malinami, obłędne ciasto czekoladowe z kaszą gryczaną podane z sosem jagodowym czy klasyczną szarlotkę. W kawiarni dostępne są również desery wegańskie, bezglutenowe i bez cukru – wystarczy zapytać o nie obsługę.

Retro, fot. Facebook

Sezonowość i weganizm

Zostaję w okolicy i idę do Hali Targowej. To zabytkowy budynek z końca XIX wieku, powstały na terenach dawnej osady handlowej i zbudowanego w XIII wieku zakonu dominikańskiego. Archeolodzy w ramach badań odkryli stare fundamenty kościoła, klasztoru dominikańskiego i przykościelnego cmentarza, które to zabytki wyeksponowane zostały w dolnej części hali. Ja jednak nie po zabytki, a po owoce i warzywa przyszłam.

To właśnie w Hali Targowej można kupić sezonowe owoce, świeże warzywa i przetwory oraz poplotkować z handlarzami.

Zdążyłam już zgłodnieć, więc kieruję się w stronę Motławy. Tam w kamienicy na ul. Świętojańskiej znajduje się Klatka B, która serwuje potrawy w 100 proc. wykonane z polskich i regionalnych produktów. Lokal położony jest malowniczo: znajduje się nad brzegiem rzeki, w najbardziej turystycznym punkcie, jednak jak na taką lokalizację, jest tutaj spokojnie i wręcz kameralnie. Siadam na pierwszym piętrze, przy oknie z widokiem na Motławę i studiuję menu. Jest krótkie, sezonowe i proste. Są w nim pozycje wegetariańskie, wegańskie (zapiekanka z warzyw sezonowych), mięsne (żeberka w gorczycy z kapustą) i rybne (śledź pieczony w wiosenną sałatką), a także bogaty wybór zakąsek.

Wszystko, co można zamówić w Klatce B pochodzi od lokalnych dostawców i robione jest na miejscu: sami kiszą, marynują, suszą, przygotowują dżemy i konfitury.

Klatka B, fot. Facebook

Po lunchu przyda się coś na przełamanie smaku. Wsiadam w mytaxi i udaję się do Wrzeszcza. Wysiadam na Wajdeloty i zastanawiam się chwilę: wegańskie ciasto w Fukafe czy jednak coś „lżejszego”? Idę na lody do Kwaśniaka. To gdański oddział legendarnej już lodziarni z Gdyni, którą w połowie ubiegłego wieku założył Franciszek Kwaśniak. Lody, które można tutaj zamówić, powstają na bazie dopracowywanej przez założyciela receptury, nie mają konserwantów i ulepszaczy. Poza klasykami, jak wanilia czy czekolada, zamówić można bardzo oryginalne smaki np. prosseco z truskawką, sorbet mango, kawa z fistaszkami czy róża.

Lody Tradycyjne Kwaśniak

Z Wajdeloty mytaxi przenoszę się na Przymorze. To tutaj, przy legendarnym najdłuższym w Polsce budynku mieszkalnym – falowcu – znajduje się drugi oddział pierwszego wegańskiego bistro w mieście – Avocado. Pierwsi goście przychodzą o 12, ostatni wychodzą o 21, a w weekendy trzeba czasem poczekać na stolik. Siadam przy długim wspólnym stole i patrzę na „tablicę” przy barze, na której codziennie wypisanych jest kilka propozycji z dań dnia.

Stałe menu Avocado ogranicza się do kilku najbardziej klasycznych dań, w tym jednego z najlepszych curry w Trójmieście.

Curry orzechowe z Avo jest kremowe, słodko-ostre, z chrupiącymi warzywami, orzechami, granatem i szpinakiem. Jeśli ktoś jest w lokalu na Przymorzu po raz pierwszy – to pozycja obowiązkowa.

Avocado vegan food & coffee Przymorze, fot. Facebook
Avocado vegan food & coffee Przymorze, fot. Facebook

Początek dnia w Sopocie

Po tak obfitym i sycącym dniu nie mam już miejsca na więcej. Od wizyty w sopockim Całym Gawle zaczynam kolejny dzień jedzeniowej wycieczki. Restauracja jest miejscem stosunkowo młodym i znajduje się w pasażu gastronomicznym przy sopockim dworcu kolejowym.

To jedno z tych miejsc, które otwarte jest od rana do wieczora, i od samego początku dnia jest pełne ludzi. Jest modne, designerskie, bardzo fotogeniczne, ale też smaczne.

Kuchnia w Gawle słynie z tego, że wykorzystuje lokalne produkty z Kaszub – miody, sery, jajka, masła czy własnej roboty dżemy i konfitury. Odzwierciedleniem tego jest m.in. śniadanie polskie z jajkami od szczęśliwych, kaszubskich kur czy Kanapka Gawła z kurczakiem zagrodowym i serem kaszubskim. Coś dla siebie znajdą tutaj miłośnicy jaglanek, bajgli, weganie, wegetarianie i mięsożercy. Dania w kantynie nie należą co prawda do najtańszych, ale jest to luksus, na który każdy chociaż raz powinien sobie pozwolić.

Cały Gaweł w Sopocie, fot. materiały własne

Sopot o poranku jest bardzo spokojny, wyjątkowo wręcz, a ogródkach restauracji na Monte Cassino usłyszeć można głosy turystów z całego świata. Po śniadaniu powoli idę na kawę do Lasu, o którym już kilkukrotnie pisaliśmy. Nie trwa tam remont i śmiało można przekroczyć próg kawiarni. W pierwszej uwagę przyciąga stary, drewniany kredens, który pełni rolę lady, oraz witrynka z domowymi deserami bez cukru, laktozy, glutenu i produktów odzwierzęcych, które przygotowuje baristka i fanka zdrowego stylu życia Ewelina. Siadam wygodnie w drugiej sali, zaraz obok figury Matki Boskiej (Las jedyna kawiarnia w Trójmieście, jeśli nie w Polsce, która taką posiada) i czekam na mojego dripa. W Lesie używają ziaren z bydgoskiej palarni Audun Coffee a wykwalifikowani bariści pomagają je odpowiednio dobrać. Do każdej kawy, zamiast ciasteczka złożonego z cukru, tłuszczu i mąki pszennej, baryści dodają słodkiego daktyla.

Gdynia stoi Włochami i Azją

Po chwili spędzonej w Sopocie wsiadam w mytaxi i ruszam do Gdyni. Jest chwilę po południu więc ruszam na Halę Targową. Ta gdyńska jest prawdziwą perłą architektury modernistycznej, a jej charakterystyczne łuki stały się jednym z symboli miasta. Wewnatrz jest ponad 220 pawilonów handlowych, a w specjalnej Hali Rybnej można kupić najświeższe owoce morza. Po krótkiej wizycie i zakupie truskawek ruszam za róg na Starowiejską, w okolicach w której nie brakuje wyśmienitych lokali. Kilka z nich znajduje się w okolicy ulicy. Jest tam Czerwony Piec i serwujący piwa rzemieślnicze Ale Browar, jest pizzeria Serio czy Bistro Śródmieście. Ja się udaję do orientalnego Haosu. Lokal ma niewiele ponad rok i jest jednym z najpopularniejszych miejsc w Gdyni. Swoją renomę zawdzięcza przede wszystkim bardzo dobrej kuchni azjatyckiej, ale nie można mu odmówić również fotogeniczności. We wnętrzu zaprojektowanym przez Macieja Ryniewicza i Rafała Kaletowskiego dominuje czerwień, żółć i jasne drewno, z wysokiego sufitu zwisają rośliny a oświetlenie dopełniają kolorowe neony.

Design wnętrza Haosu nawiązuje do azjatyckich knajp serwujących streetfood. Jeśli chodzi zaś o menu to karta jest bogata, pełna smacznych propozycji, co nie ułatwia podjęcia decyzji.

Jeśli ktoś jest tutaj po raz pierwszy powinien spróbować aromatycznnej zupy ramen lub słodko-kwaśnego tom kha, jednego z trzech rodzajów curry (czerwone, zielone, z sosem orzechowym), popularnego w Korei bibimbapa lub klasyka kuchni tajskiej – pad thai.

Haos w Gdyni, fot. Facebook
Haos w Gdyni, fot. Facebook

Po obiedzie czas na kawę i deser na przełamanie smaku. A po to wybieram się do Tłoku. To kolejne obowiązkowe miejsce wizyty przy okazji odwiedzin w Gdyni. To miejsce znać mogą mieszkańcy Poznania, bowiem pierwszy Tłok był na Jeżycach. Po kilku latach działalności kawiarnia swoją działalność przeniosła nad morze do znacznie większego lokalu. Zaglądają tutaj zarówno lokalni mieszkańcy, turyści odwiedzający Gdynię, studenci pobliskiej Gdyńskiej Szkoły Filmowej czy goście Festiwalu Filmów Fabularnych “Docs Against Gravity” czy Weekendu Architektury.

Park i Muszla Koncertowa na Placu Grunwaldzkim w Gdyni

W Tłoku pozycją obowiązkową jest sernik. Warto zajrzeć do witrynki i zapytać się jakie propozycje przygotowano na dziś. Wyśmienite są serniki z owocami, z domowym masłem orzechowym i kajmakiem czy pastą tahini i chałwą. Poza tym można dostać tutaj ciasta wegańskie lub przygotowane bez cukru. No i kawa: klasyki lub alternatywy podane w stylowych filiżankach, a to wszystko w retro oprawie i przy dźwiękach dobrej muzyki alternatywnej.

Tłok, fot. Facebook
Tłok, fot.: Facebook

Kolację też zjem w okolicy. Blisko Tłoku, na Świętojańskiej, znajduje się wyśmienita restauracja włoska specjalizyjącą się w makaronach wyrabianych na miejscu – Pasta Miasta – ale makaron na wieczór jest zdecydowanie za cięzki. Dobrą opcją, szczególnie dla miłośników kuchni azjatyckiej, jest Neon. Niektórzy bywalcy Gdyni mogą go znać – przez kilka lat w tym miejscu działał rzemieślniczy koncept Główna Osobowa. Właściciele zdecydowali się na zmianę i postawili na azjatycki streetfood z polskim twistem. I tak w kimchi można znaleźć suszonego śledzia, w sosie sezamowym wyczuć można nutkę jabłka ligol, a sos słodko-kwaśny oparty jest na soku z rokitnika.

Będąc w Neonie warto spróbować bułeczek bao przygotowywanych na miejscu, spróbować chipsów krewetkowych i dań z woka.

Przy okazji można uścisnąć przy otwartej kuchni i porozmawiać z Janem Kilańskim, szefem kuchni i finalistą siódmej edycji Top Chef Polska, o tym jak przygotowuje swoje dania. Po kolacji pora na orzeźwiającego drinka. A tych w Neonie też nie brakuje. Jest kilka orientalnych propozycji, m.in. z kolendrą, kafirem, bazylią czy chrzanem wasabi. Ci, którzy boją się eksperymentów mogą postawić na klasyki lub poprosić barmana o przygotowanie czegoś specjalnego.

Tekst: MM

mytaxi to pierwsza aplikacja łącząca pasażerów z kierowcami taksówek. Usługa działa w 70 miastach na świecie, w tym także w Polsce – w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, na Śląsku i w Poznaniu.

FOODIE