Zastanawiacie się, z jakiej warszawskiej restauracji zamówić dziś jedzenie? Sprawdźcie co znajdziecie w aplikacji Wolt

Gastronomia wciąż potrzebuje naszego wsparcia. Tym razem podpowiadamy Wam jak łatwo i sprawnie zamówić jedzenie z ulubionych restauracji. Wzięliśmy pod lupę trzy warszawskie lokale dostępne w aplikacji Wolt i zostaliśmy mile zaskoczeni. Trzymają poziom również w dostawie na wynos.
.get_the_title().

Nadal trwający lockdown wciąż nie pozwala nam na spotkania w restauracjach, przy stołach pełnych ulubionych smaków. Jednak nie oznacza to, że nie możemy doświadczać kulinarnych uczt w zaciszu domowym. Wystarczy jeden prosty krok – instalacja aplikacji Wolt i cała warszawska gastronomia stoi otworem!

Z bogatej oferty warszawskich restauracji zdecydowaliśmy się na 3, które dla Was sprawdziliśmy. Jednak zanim przejdziemy do recenzji, mamy dla Was mały prezent.

Dla czytelników F5 którzy jeszcze nie mają aplikacji, Wolt przygotował kod promocyjny! Kliknijcie w poniższy banner i rejestrując się z kodem F5WOLT zgarnijcie 30 zł (3 x 10zł na 3 pierwsze zamówienia w dostawie Kod ważny do końca lutego.

1. Bar Pacyfik

Bar Pacyfik to dobrze nam znane miejsce, na którym jeszcze nigdy się nie zawiedliśmy. Naprawdę! Dlatego nie mogliśmy już dłużej czekać i musieliśmy sprawdzić, czy tak samo dobrze radzą sobie w dostawie. Dania zamówiliśmy za pomocą aplikacji Wolt i zaczęliśmy odliczanie do zaplanowanej uczty. Jako że menu Pacyfiku jest niebanalne i pełne tropikalnych smaków, mieliśmy spory problem, aby zdecydować się na kilka opcji, a nie od razu na całe menu.

zdjęcie: marta mankiewicz

Wybór padł na wegetariańską, hawajską quesadillę, zwaną u nich Keską, z grillowanym ananasem, mozzarellą, cheddarem i serem mimolette, do której dodano salsę mango habanero.

Dużej ilości sera nie da się nie lubić, a salsa mango dobrze podbiła smak całości. Do przegryzania zamówiliśmy fryty z batata z parmezanem, aioli awokado, keczapaczą (ich wersją ketchupu) i meksykańskim serem typu cotija, którego byliśmy ciekawi. W wyglądzie i smaku przypomina trochę lepiej nam znaną fetę.

Z reguły obawiamy się frytek zamawianych w dostawie, bo bywa, że przyjeżdżają „sparowane”. Jednak te tutaj naprawdę były znakomite. To już kolejny plus, który odnotował Bar Pacyfik!

zdjęcie: marta mankiewicz

Ale żeby uczta mogła faktycznie być nazwana ucztą, musiało pojawić się jeszcze coś, co będziemy wspominać długo i ze smakiem. I mimo że MAC’N’CHEESE Sandwich nie jest opcją do jedzenia na co dzień (wyobrażacie sobie jedzenie pieczywa z makaronem, trzema serami, ketchupem i majonezem siedem dni w tygodniu?) to raz na jakiś czas każdy może się skusić.

W dodatku na cheat day z MAC’N’CHEESE z Pacyfiku w roli głównej mamy argument nie do przebicia – warto wiedzieć, że dobrze przyrządzony “food porn” potrafi być też smaczny, a nie tylko kusząco wyglądający.

zdjęcie: marta mankiewicz

Ach! Prawie byśmy zapomnieliśmy, że w naszym zamówieniu znalazły się także chrupiące czipsy kukurydziane, które cały czas niewinnie podgryzaliśmy. Duże brawa za pysznie doprawione salsy i za całą dostawę.

Zarówno forma zapakowania, jak i dostarczenia przez Wolt była bez zarzutów. Tak sprawnie i tak smacznie, że aż chcemy więcej!

2. SAM Powiśle

Przy weekendowym mrozie zachciało nam się miski gorącego rosołu i smaków z rodzinnego domu. Padło na SAM Powiśle, wegetariański bulion, naleśniki jak u mamy i dla urozmaicenia ryż po koreańsku, bo ostre smaki przecież też zawsze rozgrzewają.

zdjęcie: marta mankiewicz

Te trzy pozycje zamówiliśmy przez aplikację Wolt i żeby stłumić głód, zaczęliśmy zacierać rączki. Sama dostawa poszła bardzo sprawnie i otrzymaliśmy zamówienie w oszacowanym czasie 35 minut. Mały minus dla restauracji za niedokładne zamknięcie opakowania z zupą, przez co trochę bulionu ubyło, ale za to smakowo był to bardzo aromatyczny rosół, któremu nie możemy nic zarzucić – był genialny!

Drugie danie, czyli ryż z kimchi, orzeszkami ziemnymi i fasolką edamame, okazało się lekke i nie tak ostre, jak się spodziewaliśmy. Jednak przyjechało ciepłe i to należy docenić.

Szybka dostawa i ciepłe dania to nasze kluczowe kryteria, gdy zamawiamy dania na wynos – tutaj wszystko przebiegło bez zastrzeżeń.

zdjęcie: marta mankiewicz

Na koniec został naleśnik, który stał się deserem i smakował prawie tak jak w rodzinnym domu. Z twarożkiem, jagodami oraz delikatnym waniliowym sosem. Zamówilibyśmy go raz jeszcze!

Pro tip: świetną opcją jest możliwość bezpłatnego domówienia pieczywa i masła z SAM-u.

Wystarczy zaznaczyć, że ma się na nie ochotę w aplikacji podczas składania zamówienia. My dobrze wiemy, że to pieczywo smakuje wybornie, więc nie odmówiliśmy sobie tej przyjemności. I jeśli zastanawiacie się, czy zagryźliśmy rosół, ryż i naleśniki pajdą chleba z masłem – to tak, zrobiliśmy to!

3. Ciao a Tutti

Nic tak nie umili niedzielnego, leniwego dnia jak porządna dawka glutenu.

A co jest najlepszym przedstawicielem mącznych dobroci? Odpowiedź jest jedna: PIZZA!

zdjęcie: marta mankiewicz

Z celebracją końca weekendu nie czekaliśmy długo. Sięgnęliśmy po telefon, wybierając w aplikacji Wolt nasze zamówienie z ulubionej włoskiej pizzerii Ciao a Tutti i mieliśmy niecałe 35 minut, aby zacząć się wygodnie rozsiadać na łóżku. Otóż tak, będziemy jeść na leżąco.

Nie zdążyliśmy nawet obejrzeć połowy filmu, a zamówienie już wołało nas zza drzwi.

Ciao a Tutti specjalizuje się w neapolitańskiej pizzy i w swoim menu, oprócz wielu wariacji na temat słynnego placka, ma sałatki i kilka włoskich antipasti w postaci talerza wędlin, serów czy oliwek. Jest jeszcze focaccia, na którą się zdecydowaliśmy, z rozmarynem, solą morską oraz czosnkiem (o pominięcie ostatniego składnika poprosiliśmy lokal w wiadomości wysłanej przez aplikację i nasza prośba bez problemu została spełniona).

zdjęcie: marta mankiewicz

Zdecydowaliśmy się na pizzę Carciofi, z pomidorami San marzano DOP, mozzarellą fior di latte, karczochami i kremem z karczocha. Przyznamy się, że mamy słabość do karczochów i wybieramy je zawsze gdy widzimy je w menu. Pizza nas nie zawiodła – ciasto wyrastające 24 godziny było delikatne i cieniutkie, a boki puszyste i pełne bąbli. Nic dodać, nic ująć!

A dzięki porządnym opakowaniom, które trzymają ciepło, zarówno focaccia, jak i pizza dotarły gorące.

Całość włoskiej uczty dopełnił deser, który zamierzaliśmy zjeść na pół. To był duży błąd, bo stoczyliśmy o niego niemalże walkę, przekrzykując się, która połowa jest większa. Cannoli okazało się rozpustnym niebem, pełnym lekkiego jak chmurka kremu pistacjowego. Idealnie chrupało i było genialne. Jakość tego deseru mówi sama za siebie i potwierdza, że Ciao a Tutti własnoręcznie przygotowuje go od początku do końca.

zdjęcie: marta mankiewicz

Niedzielne wylegiwanie się i podjadanie włoskich klasyków oceniamy bardzo wysoko. Od samej dostawy, po jedzenie – nic nas nie zawiodło. Grazie mille!

Tekst i zdjęcia: Marta Mankiewicz

FOODIE