Advertisement
Advertisement

Classroom to cloud, czyli nauka w czasach zarazy

Z powodu koronawirusa edukacja przenosi się do świata online. Jak wygląda to w praktyce?
.get_the_title().

Pandemia koronawirusa sprawiła, że porządek społeczny uległ w ostatnim czasie gigantycznym zmianom. Działalność w wielu kluczowych sektorach kompletnie zmieniła swój charakter – dotknęło to, rzecz jasna, także edukacji, a lekcje przeniosły się do świata online. Oczywiście wielu zaskoczonych tym stanem rzeczy nauczycieli spontanicznie szuka autorskich sposobów, by możliwie wydajnie zapoznawać uczniów z dalszym materiałem. Zastanawialiście się jednak, jak takie zorganizowane nauczanie online może wyglądać w praktyce, gdy system jest już przygotowany i sprawnie zorganizowany, a nauczyciele przeszkoleni w odpowiednich programach? Taką sytuację opisała ostatnio na łamach Geekwire dziennikarka Nicole Tanner, której córka uczęszcza do drugiej klasy szkoły podstawowej w Northshore School District w Stanach Zjednoczonych.

Projekt nazwano „Classroom to cloud”, co można tłumaczyć jako „klasa w chmurze”.

W wykorzystywanej puli programów znajdują się Google Classrooms, Google Docs, Zoom, i-Ready, Noodle Tools, NoRedInk, FlipGrid czy Seesaw. Jest to oczywiście bardzo wiele jak na możliwości dzieci i według autorki największy problem stanowiła właśnie duża liczba możliwych do wykorzystania aplikacji, zwłaszcza że często były one dostosowywane do preferencji konkretnych nauczycieli. Udało się jednak temu zaradzić i skonkretyzować zajęcia do zaledwie kilku programów.

W klasie jej córki ograniczono się do Google Classrooms, Zoom oraz i-Ready. Odbywa się to w ten sposób, że najpierw następuje logowanie do pierwszego z nich, gdzie uczeń może się zapoznać z listą zadań i planów na dany dzień, które następnie na różne zaproponowane sposoby będzie realizował.

Jednym z ciekawszych etapów jest rozmowa z nauczycielem przez Zoom, w której… bierze udział cała klasa.

Choć na pozór wydaje się, że w wersji online zapanowanie nad taką gromadką dzieci musi być niemal niemożliwe, wcale tak nie jest. Wszystko dzięki dostępnej dla nauczyciela możliwości wyciszania i aktywowania opcji zabierania głosu przez uczniów przy pomocy prostej nawigacji. Dzięki temu wypowiedzieć może się każdy lub dyskusja może odbywać się w obrębie wąskiej grupki debatującej na jakiś temat. Dochodzi też do tego opcja współdzielenia ekranu, zaś interfejs jest łatwy do opanowania dla uczestników.

Nie wszystkie lekcje odbywają się w czasie rzeczywistym, niektóre są rejestrowane wcześniej, by uczniowie realizowali wytyczne w trakcie odtwarzania materiałów. Często ich aktywności są rejestrowane w Google Docs i trafiają później na spersonalizowane dyski Google Drive.

Bardzo istotnym elementem przy wdrażaniu programu był fakt urządzenia dla nauczycieli całodniowego szkolenia jeszcze przed ogłoszeniem 14-dniowego (póki co) zamknięcia szkoły.

W jego trakcie mieli oni możliwość swobodnego zapoznania się z możliwościami oprogramowania. Wielu z nich puentowało kurs słowami, że nawet nie zdawali sobie sprawy, że takie rzeczy są możliwe.

Kwestią, którą koniecznie należy wziąć pod uwagę zwłaszcza w biedniejszych regionach, jest też oczywiście sam fakt zagwarantowania sprzętu – a tym samym dostępu do możliwości odbywania takich lekcji – każdemu uczniowi. W przypadku Northshore School District nie stanowiło to akurat kłopotu, ale z pewnością daleko nam jeszcze do czasów, gdzie taki uniwersalny dostęp do „lekcji przyszłości” byłby możliwy. No właśnie, sądzicie, że wirus przez przypadek przybliżył nas znacznie do stopniowego urozmaicania dotychczasowego modelu nauczania, czy to tylko krótkotrwałe odstępstwo, po którym wszystko (oby) wróci do normy?

Tekst: WM

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook