Czy grzyby to nowa ropa naftowa?

Przyszłość należy do grzybów! Od jedzenia przez buty po leki na depresję.

Grzyby starsze niż większość roślin i jest ich więcej niż ssaków – zarówno pod względem liczby gatunków, jak i… masy. Są wszędzie. Pomagają w procesie rozkładu materii organicznej, tworząc próchnicę, użyźniają glebę, wchodzą w mykoryzę z drzewami. A do tego odgrywają ogromną rolę w naszych życiach: to dzięki nim mamy penicylinę, wykorzystuje się je w produkcji antybiotyków, zawdzięczamy im także chleb czy piwo. Choć w dawnych religiach, kulturach i legendach miały zarezerwowane poczesne miejsce, wydawać by się mogło, że w ostatnich latach raczej o nich nie pamiętaliśmy. No, chyba że przyszło do zamawiania pizzy albo jesienią wybieraliśmy się na wycieczkę do lasu. To jednak powoli się zmienia, także dzięki takim produkcjom jak dokument ‘Frantastic Fungi’, który prezentuje niesamowity świat grzybów.

Powoli zaczynamy zauważać i doceniać to, że grzybów jest w naszym życiu pełno. A będzie jeszcze więcej, bo potencjał grzybów wykorzystują też różne firmy i innowatorzy. Zebraliśmy dla was kilka dowodów na to, że grzyby mają teraz swoje pięć minut. Nie da się ich już dłużej ignorować!

Światowy rynek grzybów wyceniano w 2020 roku na 16,7 mld dolarów. W 2025 ma to być już 20,4 mld dolarów.

Wyhoduj je w domu

W czasie pandemii i związanego z nią lockdownu wielu z nas przekonało się, że samodzielnie da się zrobić naprawdę dużo. Zaczęliśmy na potęgę piec chleby i ciasta, robić kiszonki czy kombuczę (i tak, w tym też grzyby odgrywają niebagatelną rolę). Zamieniliśmy nasze pokoje w minidżungle i założyliśmy ogrody na balkonach. A kiedy przekonaliśmy się o tym, że to wszystko nie jest aż tak trudne, poszliśmy krok dalej. Pandemia sprawiła, że sprzedaż zestawów do domowej uprawy grzybów wystrzeliła w górę. – Myśleliśmy, że to będzie fajna rozrywka dla ludzi na czas dwutygodniowej kwarantanny. Teraz zestawy sprzedajemy we wszystkich stanach – mówi Adam DeMartino, współwłaściciel Smallhold Mushrooms z Brooklynu. Cena zestawu firmy, który pozwala na wyhodowanie około 2,5 kg grzybów, wynosi od 25 do 45 dolarów – samodzielna produkcja jest więc tańsza niż kupowanie ich w sklepie. W ofercie są oczywiście różne gatunki. Z kolei firma Near Naturals przed pandemią sprzedawała około 500 kg grzybów tygodniowo – obecnie sprzedaje dwa razy tyle zestawów do samodzielnej hodowli. Trend nie ogranicza się jednak wyłącznie do Stanów Zjednoczonych. Zestawy do uprawy grzybów pojawiają się także na polskich serwisach aukcyjnych, a nawet w hipermarketach.

Jakie grzyby można uprawiać w domu? Przede wszystkim boczniaki (różne odmiany), pieczarki i shitake.

W zestawie znajduje się grzybnia, z której wykiełkują zarodniki – do nas należy dopilnowanie, by miały odpowiednie warunki do wzrostu. Ważne, aby grzyby nie stały w słońcu ani w miejscu, w którym jest gorąco. Po drugie istotna jest odpowiednia ilość wody – grzybnię najpierw trzeba w niej zanurzyć na dobę, a potem zraszać. Grzyby kiełkują w zamkniętym opakowaniu, ale należy pamiętać o tym, aby je wietrzyć – raz na jakiś czas dostarczać im dopływ świeżego powietrza. I to tyle – po około dwóch tygodniach możemy już zajadać samodzielnie wyhodowane grzyby. Prawda, że nie brzmi to szczególnie skomplikowanie? Nic więc dziwnego, że domowa uprawa grzybów cieszy się rosnącą popularnością.

Szczęściarze, którzy mają ogród, mają oczywiście więcej możliwości i mogą poeksperymentować także z innymi gatunkami – na przykład z reishi, nazywanym grzybem nieśmiertelności.

To gatunek niezwykle popularny w tradycyjnej medycynie chińskiej. Przypisuje mu się wspomaganie układu krążenia i pracy serca, wspieranie organizmu w przypadku kaszlu czy duszności i zdolności regeneracyjnych. Ile kosztuje zestaw, dzięki któremu wyhodujemy grzyby? To zależy, ale da się go kupić nawet za 25 zł.

Ekologiczny materiał Mylo powstaje z grzybni.

A może grzybowe adidasy?

Jednak grzyby nadają się nie tylko do jedzenia. Ich wszechstronne zastosowania zaczęły być doceniane przez branżę odzieżową. Wciąż trwa wyścig o stworzenie jak najbardziej innowacyjnych i ekologicznych materiałów – takich, których produkcja nie wymaga ogromnej ilości chemikaliów i wody, które powstają nie narażając zwierząt na cierpienie i do tego nadają się do recyklingu. Istotne miejsce w tym wyścigu zajmują właśnie grzyby. Wegańska skóra, którą można z nich wyprodukować, jest wizualnie podobna do oryginału, miła w dotyku (nie przypomina nieekologicznej skóry syntetycznej) i kompostowalna. A do tego wzrost grzybów jest neutralny pod względem emisji dwutlenku węgla. Substytut można wytwarzać z włóknistych korzeni lub grzybni, która wzrasta przez ok. 2 tygodnie. Następnie materiał podlega wielu procesom, takim jak garbowanie, barwienie, zmiękczanie, wytłaczanie czy drukowanie. Materiał ten nosi nazwę Mylo, a za jego produkcję odpowiada start-up Bolt Threats. Do grona zwolenników tego ekologicznego rozwiązania dołączyły światowe marki, tj. Stella McCartney czy Bottega Veneta oraz firmy z grupy Kering, do której należą Gucci, Balenciaga czy Yves Saint Laurent. Ostatnio nieźle zamieszał adidas, który w ubiegłym tygodniu zaprezentował wykonany z tego materiału model Stan Smith Mylo. Zewnętrzna cholewka butów, trzy paski, nakładka na piętę i logo marki w przypadku tego modelu są wykonane właśnie z Mylo. Z kolei podeszwa powstała z naturalnego kauczuku. – Wprowadzenie Mylo jako nowego materiału jest dużym krokiem w naszej strategii zakładającej koniec pracy z plastikiem i produkcją plastikowych odpadów. Musimy nauczyć się współpracować z naturą, a nie przeciwko niej. Włożyć jak najwięcej pracy w znalezienie innowacyjnych rozwiązań, które powstają w sposób odpowiedzialny za pomocą zasobów, które odnawiają się w zrównoważonym tempie – mówi Amy Jones Vaterlaus, global head of future w adidas.

Adidas nie jest jednak jedyną marką, która w ostatnim czasie zaprezentowała produkty z grzybów lub planuje to zrobić w najbliższej przyszłości. Na początku marca Stella McCartney pokazała kostium składający się ze spodni i gorsetu wykonanych z dodatkiem Mylo, a pod koniec roku w sprzedaży pojawi się z kolei torebka Victoria marki Hermès wykonana we wspołpracy z MycoWorks. To dopiero początek, ale można prognozować, że grzybowa rewolucja w świecie mody już majaczy się na horyzoncie.

Zdjęcie: adidas

Badani, którzy przyjmowali psylocybinę, odczuli większą poprawę od tych, którzy brali leki SSRI.

Psylocybina zamiast SSRI?

Grzyby mogą także pomóc w walce z depresją – tym razem mowa o tych, które zawierają psylocybinę. Substancja ta pomaga osobom zmagającym się z depresją, ponieważ ma bardzo zbliżoną budowę do serotoniny, a więc łatwo zajmuje miejsce w jej receptorach. Badania nad psylocybiną nie ustają – naukowcy z NYU Grossman School of Medicine dowiedli właśnie, że już po jednym przyjęciu tej substancji poziom lęku pacjentów może się zmniejszyć nawet na 5 kolejnych lat. Dlaczego akurat tyle? Bo 5 lat po badaniach naukowcy skontaktowali się z badanymi, którzy potwierdzili pozytywne efekty.

Ale uwaga, nie wystarczy wziąć grzybków, by depresja magicznie zniknęła – pozytywne efekty utrzymują się tylko wtedy, gdy w parze z terapią psylocybinową idzie także tradycyjna terapia.

Naukowcy coraz częściej zwracają się w kierunku tych demonizowanych przez lata substancji, co jest elementem tak zwanego renesansu psychodelicznego, o którym pisaliśmy wielokrotnie. Niedługo w Amsterdamie otworzy się klinika, w której będzie działać program leczenia psylocybiną. Tymczasem piętrzą się dowody na to, że jest ona rzeczywiście skuteczna w walce z depresją. I to nie tylko w przypadku depresji lekoopornej. Jest też tak samo skuteczna jak popularne leki z SSRI i nie ma skutków ubocznych, które często odczuwają przyjmujący je pacjenci, czyli uczucia chronicznego zmęczenia i senności, emocjonalnego i intelektualnego otępienia, problemów żołądkowych, spadku libido czy wzrostu wagi. Wynika to z niedawno opublikowanych badań, nad którymi czuwał Robin Carhart-Harris z Imperial College w Londynie. W badaniu wzięło udział 59 osób ze zdiagnozowaną depresją. Ochotnicy zostali podzieleni na dwie grupy: jedna z nich przyjmowała escitalopram oraz dwie słabe dawki psylocybiny (1 mg, czyli prawdopodobnie nieodczuwalną), które przyjęła w odstępie trzech tygodni; druga grupa przyjmowała placebo i dostała dwie silniejsze dawki psylocybiny (25 mg). Osoby z obu grup przez cały czas badania uczestniczyły także w terapii. Naukowcy dowiedzieli się jednak, która grupa jest która dopiero po 6 tygodniach, gdy eksperyment dobiegł końca.

Wówczas okazało się, że osoby z drugiej grupy deklarowały większą poprawę samopoczucia niż ci, którzy przyjmowali lek na depresję.

Naukowcy podejrzewają, że ma to związek z tym, że SSRI działa z opóźnieniem, tymczasem efekty psylocybinowej terapii widoczne są znacznie wcześniej. Badacze podkreślają też, że aby odtrąbić sukces potrzebne są dłuższe i szerzej zakrojone badania.

Image

Robin Carhart-Harris

Imperial College w Londynie

Te wyniki porównujące dwie dawki psylocybiny z ponad czterdziestoma dawkami jednego z najlepiej działających leków przeciwdepresyjnych pomagają patrzeć na psylocybinę w szerszym kontekście, jako na potencjalną metodę leczenia zdrowia psychicznego. Wskaźniki remisji były wyższe w grupie psylocybinowej niż w grupie biorącej escitalopram. Jednym z najważniejszych aspektów tej pracy jest to, że ludzie mogą wyraźnie zobaczyć prawidłowo przeprowadzoną terapię psylocybinową w porównaniu z bardziej znanym leczeniem. Psylocybina wypada bardzo korzystnie w tym porównaniu.

Grzyby od wieków odgrywają ważną rolę w naszym życiu. Dotychczas jednak mogła ona przejść całkowicie niezauważona. W ostatnim czasie wychodzą na pierwszy plan – zaczynamy doceniać to, co dla nas robią i znajdować ich kolejne zastosowania. A potencjał tego królestwa jest gigantyczny. Kto wie, może w przyszłości buty z grzybów nie będą ciekawostką, tylko codziennością?

Zdjęcie główne: Kalineri on Unsplash.com
Tekst: NS

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook