Rozczarowujący szczyt COP25 w Madrycie. Oto 5 wniosków po tegorocznych obradach

Jeśli ktoś liczył na porozumienie, które pchnie globalną troskę o klimat na nowe tory, musi niestety obejść się smakiem.
.get_the_title().

Wydaje się, że dopiero co pisaliśmy o absurdach COP24, odbywającego się w 2018 roku w Katowicach, a od tego czasu zdążyło już minąć dwanaście miesięcy. Niestety, wnioski po kolejnym globalnym szczycie klimatycznym, który miał tym razem miejsce w Madrycie, nie są optymistyczne.

1. Świat mówiący w kwestiach klimatu jednym głosem to mit i trzeba się z tym pogodzić

Abstrakcją byłoby wierzyć, że kraje Unii Europejskiej, Chiny, Stany Zjednoczone, Brazylia czy Australia będą w stanie w aktualnej sytuacji geopolitycznej stworzyć spójną narrację dotyczącą walki ze zmianami klimatu. W idealnym świecie pewnie by tak było, ale, wiadomo, poważni panowie w garniturach i twarde rządy.

Problem w tym, że nie dość że tak się nie dzieje, to łatwo o wrażenie, że zamiast budowania kolejnych płaszczyzn porozumienia, w wielu sektorach hegemoni konsekwentnie grają sobie na nosie i coraz bardziej się oddalają, stawiając na „interes narodowy”.

A to, w dobie klimatycznych tarapatów, w które wpadliśmy, jest już nie tyle nieodpowiedzialne i dziecinne, co po prostu bezdennie głupie.

2. Po czynach ich poznacie

fot. pri.org

Rozdźwięk, wręcz obłuda, a także brak wspólnotowego myślenia widoczne w Madrycie najlepsze odzwierciedlenie znajdują w zupełnie niespójnej polityce, jaka równolegle odbywa się u największych światowych graczy.

Warto przypomnieć, że USA już za rok wyjdą na dobre z Porozumienia Paryskiego (cały proces formalnie rozpoczął się w listopadzie). Na tym tle neutralność klimatyczna, której osiągnięcie kraje UE zadeklarowały ostatnio do 2050 roku (poza Polską), znaczy bardzo mało, bo przecież, umówmy się, czym jest mała Europa na tle świata?

Chiny? Proszę bardzo. Obok dopływających momentami informacji o zmianie kursu na bardziej proekologiczny, co budziło pewne nadzieje, w Państwie Środka najprawdopodobniej powstaną nowe elektrownie węglowe. Jak donosi Rzeczpospolita – mają one odpowiadać… całej dotychczasowej mocy wytwórczej UE. O brazylijskich “popisach” Jaira Bolsonaro czy hekatombie fauny i flory w Australii pisaliśmy już tyle, że nie będziemy was więcej przygnębiać. A to tylko pierwsze z brzegu przykłady.

3. Mechanizmy rynkowe jako narzędzie ochrony klimatu? Na pewno nie teraz

Jednym z kluczowych zagadnień związanych z obradami toczącymi się w stolicy Hiszpanii była możliwość wprowadzenia zapisu o tym, by mechanizmy rynkowe wykorzystywać w regulowaniu stopnia zanieczyszczania środowiska. Doprowadziłoby to najprawdopodobniej do swoistego pata i konieczności przewartościowania nieodpowiedzialnych działań dzięki umiejętnej grze popytem i podażą.

Pod kontrolą byłaby także tak destrukcyjna dla środowiska nadmierna emisja dwutlenku węgla.

Zagrażający egoistycznej polityce projekt – niespodzianka – wciąż nie przeszedł.

4. Ograniczenie wzrostu temperatur o 1,5 stopnia nadal w martwym punkcie

fot. thinglink.com

Choć jest to jeden z fundamentalnych zapisów Porozumienia Paryskiego, teoria wciąż stoi niestety w sprzeczności z praktyką. – Ponownie żaden progres nie został poczyniony w zakresie wspólnego stanowiska państw co do realizacji zapisu o dopuszczeniu do maksymalnego wzrostu temperatury o 1,5 stopnia. Tymczasem bardzo rygorystyczne reguły są w tym zakresie absolutnie niezbędne – powiedział holenderski europarlamentarzysta Bas Eickhout. A przecież raport IPCC straszył, że zamiast do końca stulecia ten „próg” może pęknąć już w… 2040 roku.

5. „O klimat trzeba dbać, ale…”

fot. dw.com

Ponaddwutygodniowy event, na co zwracało uwagę wielu obserwatorów, zbyt często przypominał niestety wzajemne przepychanki pełne ukrytych w dokumentach dwuznaczności. Oczywiście oficjalnie wszyscy uczestnicy podpisują się pod tezą, że o klimat koniecznie trzeba dbać, budując proekologiczny wizerunek wśród obywateli.

Jednoczesna zawzięta ochrona własnych, opartych m.in. na paliwach kopalnych gospodarek zdaje się niestety być jasnym sygnałem, że idealistyczna „kolektywna świadomość” wciąż nie ma żadnych szans z wyrachowanym myśleniem z perspektywy „państw narodowych”.

A dopóki choć jeden z hegemonów będzie trwał w takim podejściu, można być niemal pewnym, że żaden z pozostałych nie odpuści, by nie zostać za nim w tyle. Smutne.

Wiążecie jakieś nadzieje z przyszłorocznym szczytem w Glasgow?

Tekst: WM

FUTOPIA