Maserati MC 20 to nowoczesne oblicze Włoch, oparte na dziedzictwie i dyscyplinie

Federico Chiesa (Juventus F.C.) - 23 lata, 15 bramek i 11 asyst; Nicolò Barella (Inter Mediolan) - 24 lata, 3 bramki i 13 asyst; Maserati MC 20 (Modena) - 630 KM, 2,9s do pierwszej setki i 8,8 do drugiej - to oblicze nowoczesnych Włoch, świadomych dziedzictwa i zdających sobie sprawę z konieczności dyscypliny.

Dla Juventusu i Interu ten sezon był kompletnie inny – pierwszy zajął dopiero 4. miejsce w tabeli, najniżej od 10 lat, drugi pod wodzą kontrowersyjnego ale skutecznego Antonio Conte cieszył się ze scudetto pierwszy raz od 11 lat, kiedy to zawodnicy z Mediolanu podnosili puchar jeszcze z Jose Mourinho za sterami. Jednak to, co łączy obie drużyny to obecność w szeregach dwóch młodych zawodników, odwołujących się do najlepszych włoskich tradycji piłkarskich – wyśmienitych taktycznie, pracowitych, oddanych i zdyscyplinowanych. Federico Chiesa i Nicolò Barella obaj powołani do narodowej reprezentacji na trwające Euro, zyskali w swoich klubach po tym sezonie status NOT FOR SALE za żadne pieniądze. To zawodnicy nowej ery, zaprojektowani od najmłodszych lat, aby z kopania piłki uczynić kunszt najwyższej próby. Obce są im skandale, jakie jeszcze kilka lat temu nawiedzały włoską szatnię. Nie brylują w mediach jak De Rossi, nie kompromitują się jak Balotelli, z social media korzystają mało albo wcale. Mają świadomość talentu, ale zdają sobie sprawę, że ten, niepoparty regularną pracą, zapewni im w dzisiejszym, konkurencyjnym świecie pozycję ledwie ligowego średniaka.

To nie są czasy dla szalonego Diablo, w którym nie mieści się lewa noga, albo efekciarskiego Countacha, którego na torze luźno objedziemy dziś mocniejszym sedanem.

We współczesnej motoryzacji nie ma miejsca na tak prymitywne i nieobliczalne konstrukcje producenta traktorów, które tak samo jak wywołują mocniejsze bicie serca, równie szybko mogą je zatrzymać. Jeśli ktoś dziś zabiera się za robienie supersamochodu, musi mieć na niego pomysł, zasoby i know how. Margines błędu jest niewielki – zarówno od strony sprzedażowo-marketingowej jak i performance’u. To pojazdy, powstające w ramach wysokobudżetowych projektów, dogłębnych analiz rynku i pracy wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Wynikiem jest konstrukcja, której elementy muszą radzić sobie z ekstremalną eksploatacją na torze. Inaczej nie mówimy o supersamochodzie za setki tysięcy euro, ale zwykłym urządzeniu do przemieszczania się. Na przykład węglowo-ceramiczne hamulce podczas intensywnej jazdy mogą rozgrzać się do temperatury 1600 stopni C, podczas gdy zwykłe stalowe jedynie do ok. 600.

I właśnie takie zadanie postawiło przed sobą Maserati, które pod koniec 2020 roku zaprezentowało MC 20, dwuosobowy supersamochód o mocy 630 KM z centralnie umieszczonym silnikiem. Jest doskonałą ilustracją współczesnych Włoch – świadomych dziedzictwa i zdających sobie sprawę z konieczności dyscypliny.

Banner Image

Maserati to połączenie elegancji, wywodzącej się z włoskiej szkoły wzorniczej ze sportowym, wyścigowym rodowodem.

Dziedzictwo i dyscyplina

Historia marki Maserati sięga drugiej dekady XX wieku, kiedy to 5 braci założyło w Bolonii warsztat samochodowy i zaczęli budować w nim samochody wyścigowe. Firma funkcjonowała w rodzinnej strukturze aż do 1932 roku, gdy po zmianie właściciela rozpoczęto produkcję aut drogowych. To wtedy powstały kultowe modele, które dziś są ikonami designu jak Maserati 3500 czy Ghibli. Niestety finansowo sytuacja firmy nie wyglądała już tak dobrze, skomplikowana dodatkowo kryzysem paliwowym z lat 70. zmieniali się kolejni właściciele, żeby na początku lat 90. trafić pod skrzydła Fiata, gdzie połączono ją z Ferrari. Wynikiem tej współpracy było zaprezentowane w 2004 roku Maserati MC 12, oparte na bliźniaczym Ferrari Enzo. Jednak dopiero w 2010 roku Maserati znalazło się w obecnej strukturze organizacyjnej, której zwieńczeniem jest powołany w 2021 roku włosko-amerykańsko-francuski koncern Stellantis, w skład którego wchodzą takie marki jak m.in. Fiat, Alfa Romeo, Chrysler, Dodge, Opel, Citroen i Peugeot. Wydaje się, że w końcu Maserati uzyskało należną jej niezależność i stabilność, bo żywotność i unikatowy charakter miało zawsze. Niezależnie od czasów i właściciela udało się zachować unikatowy i niepodrabialny charakter, na który składają się elegancja, wywodząca się z włoskiej szkoły wzornictwa i sportowy, wyścigowy rodowód.

Banner Image

Każde MC 20 powstaje w hali montażowej w Modenie, która bardziej przypomina włoską manufakturę niż fabrykę samochodów.

Człowiek i maszyna

Wszystkie egzemplarze MC 20 budowane są w fabryce w Modenie, którą miałem okazję zwiedzać w godzinach pracy. Na moich oczach wanna z włókien węglowych, która stanowi szkielet pojazdu, była łączona z dachem, a następnie skanowana 3D, aby zachować precyzję kształtu. Dbałość o dziesiętne części milimetra przekłada się później na sztywność i wytrzymałość konstrukcji. Tak naprawdę cała linia produkcyjna to temat na osobny artykuł o symbiozie procesu tworzenia między człowiekiem i maszyną, czego wynikiem jest użytkowy, dalece customizowany hi-tech. Przenikanie się na kolejnych etapach linii produkcyjnej robotyzacji i pracy ręcznej ludzi wydało mi się doskonałą ilustracją nowoczesności. Bez efekciarstwa, za to w spokoju i skupieniu. Bo w hali montażowej panuje zadziwiająca cisza, która bardziej przywodzi na myśl włoską manufakturę niż fabrykę samochodów. I to chyba właściwsze skojarzenie, bo każdego dnia wyjeżdża stąd tylko 6 samochodów, na które kolejka chętnych ustawiła się na najbliższe 6 miesięcy.

Banner Image

MC 20 udało się osiągnąć ujmującą równowagę między komfortem codziennego gran turismo i weekendowej wyścigówki.

Między 911 a 720

Za kierownicą Maserati MC 20 spędziłem łącznie 4 godziny, z czego 3 przypadły na drogi publiczne w okolicach Modeny, a godzina na tor. To wystarczyło, żeby poznać ten samochód i szczerze go polubić. To może zabrzmieć nieco paradoksalnie, ale najbardziej w tym supecarze za 250 tysięcy euro spodobało mi się to, że nie jest przesadzony. Pod żadnym względem. Nie zrozumcie mnie źle, z zewnątrz wygląda spektakularnie i z łatwością przykuwa uwagę przechodniów, ale robi to z większą gracją od konkurentów. Ma zamkniętą, zwartą sylwetkę, pozbawioną krzykliwych elementów jak wystający tylni spojler. Odnosimy wrażenie, że każdy detal, przetłoczenia, wloty powietrza są tu z jakiegoś powodu. Podobnym kluczem było projektowane wnętrze. Próżno szukać tu guzikowego efekciarstwa i gadżetomanii, która przytłacza użytkownika. W zasięgu ręki mamy tylko najważniejsze funkcje, a te bardziej zaawansowane trafiły do nieźle zaprojektowanego od strony UX centralnego wyświetlacza (konfiguracja telefonu zajęła mi poniżej 30 sekund). Spasowanie i dobór materiałów jest nienaganny, a motylkowe drzwi podkreślają, że mamy tu do czynienia z czymś więcej niż ładnym designem. To elegancka ekstrawagancja w najlepszym wydaniu, która sprawia, że możemy wyjść z tego auta ubrani w opakowanie po serze, a i tak nikt nie odmówi nam klasy.

Podobnie jest z jazdą, bo tak samo jak to auto dodaje nam stylu, dodaje nam też skilla. Mogłoby się wydawać, że do bolidu, który rozpędza się w 2,9 sekundy do pierwszej setki i 8,8 do drugiej, potrzebujemy umiejętności kierowcy z licencją wyścigową. Nic bardziej mylnego. Ten samochód prowadzi się lepiej i bezpieczniej niż niejeden uturbiony SUV z przednim napędem.

Osadzony centralnie przed tylną osią silnik i uzyskany dzięki temu idealny rozkład masy 50:50 sprawiają, że MC 20 prowadzi się pewnie i wyjątkowo precyzyjnie, a konstrukcja oparta na karbonowej wannie wzmacnia jego responsywność w każdym zakręcie. Zamiast ciężkiego V8 zdecydowano się na lżejsze, w zupełności wystarczające doładowane V6 dzięki czemu samochód waży poniżej 1500 kg, w tej klasie wyniki znakomity. Turbo dziury w zasadzie nie ma, a zamiast tego słyszymy z umieszczonego za fotelem kierowcy wlotu powietrza przyjemny syk turbiny.

Do wyboru mamy 4 tryby jazdy – GT, SPORT, CORSO i WET, co doskonale oddaje różnorodny charakter tego auta. W trybie GT samochód prowadzi się jak rasowe gran turismo i przekonuje, że porównywania do luksusowego Bentleya Continentala GT nie są przesadzone. Tryb SPORT wyostrza, ale nie robi z tego pojazdu nieokiełznanej bestii. W Maserati tego nie lubią.

Banner Image

Tekst: Konrad Jerin
Zdjęcia: Maserati

P.S. W meczu otwarcia na Euro 2020 Włosi rozbili Turcję 3:0.

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook