Musical.ly zmienia się w Tik Tok 

Kiedy rodzice zakładają konta na Gmailu, Facebooku czy rezerwują internetowe domeny swoim (często dopiero narodzonym) pociechom, łudzą się, że w przyszłości oddadzą im w ten sposób przysługę. Czy aby na pewno? Czy faktycznie są oni w stanie przewidzieć przyszłe trendy social mediów i preferencje swoich dzieci? Ostatnie dni udowadniają, że w obecnym świecie próby przewidywania jakichkolwiek trendów są niczym wróżenie z fusów – nigdy tak naprawdę nie wiesz, co i kiedy się zmieni i zdarzy.
.get_the_title().

Młodsze pokolenia niekoniecznie gustują w tym, co wielu wydaje się być nieuniknione i niezastąpione w sieci. Raczej poszukują swojego własnego stylu, kanału komunikacji. Czegoś, co będzie nowe, inne w otaczającej nas rzeczywistości – wirtualnej czy analogowej. Kilka lat temu uczniowie podstawówek i gimnazjów jako pierwsi zaczęli korzystać ze Snapchata. Aplikacja okrzyknięta została wówczas przez duże grono osób mianem wyrażającej “głos młodego pokolenia” i wedle wielu miała być cichym następcą Facebooka, jednak ostatecznie nie udało jej się przyćmić social-mediowego potentata.

Wyjątkowo popularnym w ostatnim czasie nowym kanałem komunikacji wśród kilkunasto- i dwudziestolatków stała się chińska aplikacja Musical.ly.

Choć przez ostatnie dwa lata zrobiło się o niej dość głośno, nie każdy wie, o co w niej chodzi i kim jest Muser. A nawet jeśli dzięki dzieciom, młodszej siostrze czy wrodzonej ciekawości, komuś te określenia obce nie są, to czy na pewno nie korzystając z aplikacji można wyrobić sobie o niej zdanie?

Pierwsze spotkanie z Musical.ly

Żeby coś opisać, warto przetestować to na własnej skórze. “Musical.ly – Global Video Community” – krótkie, zwięzłe i treściwe zdanie na stronie aplikacji otwiera drzwi do innego świata. Klikam, pobieram, rejestruję się. Cała reszta z pozoru wydaje się bajecznie prosta. Wymyślasz nick, tworzysz profil – standardy. Interfejs konta przypomina lekko to, co znamy z Instagrama – z tą różnicą, że zamiast zdjęć wstawiasz pliki wideo. Następnie przechodzisz do konkretu.

Nagrywasz w sekwencjach lub w całości dowolny filmik, którego długość wynosi od 15 sekund do minuty. Można na nim śpiewać, udawać że się śpiewa (lip-sync), tańczyć, pokazać jakiś tutorial DIY, stać na głowie, obgryzać paznokcie u stóp (jeśli tylko ktoś potrafi) czy robić inne rzeczy mieszczące się w granicach ludzkiej przyzwoitości.

Do wyboru są różne podkłady muzyczne i filtry nakładane na obraz. Kamera, akcja… start! Potem krótki montaż, dopieszczanie szczegółów… Jednak ostatecznie nic jeszcze nie publikuję, za to bacznie obserwuję pojawiające się w głównym strumieniu treści, przeglądam popularne hashtagi i, co charakterystyczne dla Musical.ly, ogłaszane z ramienia aplikacji challenge.

Tu każdy może być twórcą, choreografem, muzykiem, aktorem, scenarzystą, człowiekiem od efektów specjalnych, magikiem, kucharzem, montażystą czy kimkolwiek tylko chce. Musical.ly jest trochę jak Idol, Master Chief, Mam Talent i wszystkie inne talent show wrzucone do jednego worka – wstrząśnięte, zamieszane i wtłoczone w formę krótkiego nagrania. Dzięki temu inni mogą zobaczyć, co robisz, jak się prezentujesz przed kamerą, jakie masz pomysły. Przegląd filmików to potwierdza. Wszystkie sugestie serwowane przez aplikację przedstawiają roześmianych, wygłupiających się, najczęściej bardzo młodych ludzi. Wchodzę na wyświetlane profile. Liczby obserwatorów poszczególnych Muserów skaczą – 100, 44 tys., 16,3 tys., 3 mln, 1,4 mln… Szok! Można mieć aż tylu “fanów”, będąc zwykłym nastolatkiem, nagrywającym 15-sekundowe filmiki?! Przecież Ewa Chodakowska na Instagramie dobija do 1,4 mln, Maffashion przekracza 1,1 mln, Anna Lewandowska szczyci się 1,9 mln followersów, a Jessica Mercedes nie przekroczyła jeszcze 1 mln. Czy ktoś z Polski ma tam ponad 3 mln obserwatorów? Bo ponad tylu użytkowników Musical.ly obserwuje najpopularniejszą rodzimą Muserkę – skrywającą się pod pseudonimem „Kompleksiara Xx”, szesnastoletnią Kingę Sawczuk.

Znajduję też kilka profili osób zdecydowanie po lub w okolicach trzydziestki. Przykład? KameleMONA i Jaszme. Wydaje się zatem, że jeśli jesteś starszy, jedyne czego potrzebujesz to odwaga i otwarta na nowości głowa, a na nowe społecznościówki nigdy nie będzie za późno. Nie znajduję jednak w tym tłumie polskich muserów żadnych kont należących do celebrytów znanych z plotkarskich portali. Brakuje też aktorów, muzyków, twórców w wieku powyżej 25 lat. Jednak nie wpływa to w żaden sposób na popularność Musical.ly. Platforma dalej się rozrasta, a sama aplikacja widnieje w ścisłej czołówce pobrań w App Storze. Pod koniec 2017 roku ilość użytkowników Musical.ly wynosiła ponad 200 mln, z czego miesięcznie aktywnych było 60 mln, a każdego dnia w aplikacji pojawiało się aż 13 mln nowych nagrań!  

Od zera do musera

Tak wielka społeczność sama z siebie zaczęła generować własnych celebrytów. Co prawda polskich muserów częściej spotkasz na specjalnych eventach serwowanych w ramach promocji przez centra handlowe niż na scenie (wyjątek stanowi Sylwia Lipka), ale – jak pokazują historie najbardziej popularnych użytkowników serwisu zza oceanu (Baby Ariel) – aplikacja może umożliwić również inne ścieżki kariery, niż bycie jedynie nastoletnim influencerem. Tak, influencerem, ponieważ muserzy, podobnie jak to było z użytkownikami Snapchata, wzbudzają coraz większe zainteresowanie reklamodawców.

Inna sprawa, że dzięki opcji live i możliwości wykupienia specjalnej waluty, którą jedni użytkownicy mogą wyrazić uznanie dla innych, a która zostaje przeliczona ostatecznie na prawdziwe pieniądze, użytkownicy mogą zarabiać również na samej platformie.

Przeglądanie randomowych rzeczy opublikowanych w Musical.ly w pierwszym podejściu do aplikacji zajęło mi ponad trzy godziny (?!), których upływu zdecydowanie nie odczułam. Publikowane treści okazały się, podobnie jak zdjęcia na Instagramie, lekkie, krótkie, często śmieszne i przyjemne. Jednocześnie przy najciekawszych wrzutach daje się odczuć, że ich autorzy musieli wykazać się sporą kreatywnością, determinacją i sprytem. Ten pierwszy dzień z Musical.ly kończę wrzucając nagrany naprędce, na jednym ujęciu filmik…

Tak, tak… kolejny skok w… Tik Tok

Tak jak z trendami i aplikacjami bywa – nigdy nie znasz dnia ani godziny, kiedy w cyberświecie wydarzy się coś nowego, ciekawego, innego. Drugie wejście do teoretycznie tej samej rzeki okazało się zaskakujące. Nie tylko tym, że byle jaki filmik, który testowo wrzuciłam na byle jak wykreowane konto w Musical.ly od razu zyskał ponad 100 odsłon. Tego dnia zajęłam się LIVE’ami. Większość z oglądanych przeze mnie streamów utrzymana była w dziwnej atmosferze strachu, jakiegoś smutku, żalu czy wreszcie nie ukrywanej złości skierowanej w kierunku obecnych właścicieli aplikacji. Na rozwiązanie tajemnicy wyjaśniającej powód ponurego nastroju podglądanych muserów wcale nie trzeba było długo czekać.

Aplikacja 2. sierpnia oficjalnie zakończyła działalność pod dobrze znaną wszystkim nazwą Musical.ly i została wchłoniętą przez mniej popularną wśród amerykańskich i europejskich użytkowników platformę Tik Tok.

Użytkownicy więc zaczęli się martwić o swoje profile i zgromadzone nagrania. Co prawda informacja o tym, że Musical.ly zostało sprzedane obiegła świat już w listopadzie 2017 roku, jednak chyba mało który Muser przypuszczał, że scalenie dwóch należących do nowego właściciela (chińskiego potentata, firmy Bytedance) platform społecznościowych nastąpi tak szybko i w taki sposób, że młodsza siostra pożre starszą.

Stwórz to od nowa, Mark

Internet wrze, Youtube szaleje od nowych vlogów poświęconych fuzji aplikacji. Jednych zmiana cieszy, inni podchodzą do niej bardzo sceptycznie. Jaki będzie miało to wpływ na dalsze funkcjonowanie Musica… tfu… Tik Tok-u? I jaki wpływ będzie miało na jego użytkowników? Trudno powiedzieć.

Natomiast jedno jest pewne – firma Bytedance osiągnęła tym sposobem upragniony cel mocnego i jawnego zaznaczenia swojej obecności na amerykańskim i europejskim rynku social mediów.

Spora uwaga w tej sytuacji zaczyna skupiać się wokół najważniejszego social mediowego gracza na światowym rynku – Marka Zuckerberga. Tym bardziej, że przed kilkoma dniami media obiegła informacja o kodzie znalezionym w mobilnej aplikacji Facebooka przez inżynier Jane Manchun Wong. Ma on budować nową funkcję specjalnego “Talent Show”, dzięki któremu za pośrednictwem Facebooka będzie można zaprezentować światu swoje umiejętności muzyczne. Wong w rozmowie z mediami określiła te zmiany czymś “pomiędzy Musical.ly, a światem przedstawionym w odcinku ‘Fifteen Million Merits’ pochodzącym z pierwszego sezonu ‘Black Mirror’”. Mark Zuckerberg jednak nie odniósł się w żaden sposób do tego odkrycia.

Czyżby niebezpieczeństwo?

Po kilku dniach spędzonych z aplikacją trudno nie odnieść się do jeszcze jednej kwestii, a raczej pewnego alarmu podnoszonego przez niektórych ludzi. W internecie, zwłaszcza na portalach i blogach parentingowych (starających się za wszelką cenę być na bieżąco), nie brakuje negatywnych opinii na temat Musical.ly/Tik Tok. Najczęściej pochodzą one z zeznań „doświadczonych w tej materii rodziców”, którzy aplikacją bawili się przez kilka godzin, testując ją na lewo i prawo, i dość często skutecznie szukając w niej niedozwolonych treści, przed… wręczeniem jej do zabawy swoim często kilkuletnim pociechom. Podejście mające na celu sprawdzenie takiej nowości jest jak najbardziej poprawne i zrozumiałe, jednak czy należy od razu demonizować aplikację? Warto tu powiedzieć sobie wprost – niebezpieczni mogą być ludzie, nie aplikacja sama w sobie.

Czy faktycznie Musical.ly/Tik Tok stanowi jakiś wyjątek od reguły i w sposób szczególny naraża dzieci na negatywne treści, bardziej niż inne kanały social-mediów?

Podobnie jak wszystkie portale i aplikacje społecznościowe czy choćby wyszukiwarki internetowe – również i Musical.ly/Tik Tok posiada swoją mroczną stronę. Jednak też trzeba sprawiedliwie przyznać, że twórcy i cały sztab osób pracujących przy aplikacji na bieżąco próbują uporać się z niepożądanymi treściami i użytkownikami mogącymi w jakikolwiek sposób zagrażać korzystającym z aplikacji nieletnim.

Nie bez przyczyny aplikacja oficjalnie przeznaczona jest dla osób powyżej 13 roku życia! Instalując Tik Tok na telefonie i korzystając z aplikacji po raz pierwszy, faktycznie może przemknąć przez głowę, że ta platforma to idealne miejsce dla pedofila. Może, ale nie musi. Internet i tak jest pełen seksu, przemocy i krwi niezależnie od istnienia Tik Tok’a – i nie zmieni tego żadna super kontrola rodzicielska. Jeśli najmłodszym daje się nieograniczony dostęp do cyberświata, to trzeba wcześniej dzieciaki na to przygotować i w miarę możliwości przestrzec przed płynącymi z zewnątrz zagrożeniami.

Współcześnie aplikacje wybierane przez dzieci, nastolatki i młodych dorosłych stają się dla nich czymś w rodzaju towarzyskich gier i zabaw. Czymś, czym dla starszych pokoleń były spotkania na podwórkach, zbieranie i wymiana kolorowych karteczek z superbohaterami czy odbijanie zośki. Ta zmiana ma prawo nie podobać się starszym pokoleniom, możemy jej na swój sposób nie akceptować, jednak nie powinniśmy jej lekceważyć.

Tekst: Joanna Puławska

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook