Brazylia umiera, a jej prezydent tańczy na zwłokach

Sytuacja w Brazylii unaocznia to, jak niebezpieczna może być skrajna prawica u władzy. Bolsonaro odpowiedzialny jest za zniszczenie kraju i zatruwanie planety.

Brazylia rozpada się naszych oczach. Kraj toczą nierówności społeczne, bieda, przestępczość, a prezydent Jair Bolsonaro neguje powagę pandemii koronawirusa. Teraz kongres oskarża go, choć nieformalnie, o ludobójstwo. Z jednej strony to problem lokalny i idealny przykład niebezpieczeństw niedojrzałej demokracji, która wyniosła na szczyt popularnego, lecz kompletnie niekompetentnego i niebezpiecznego człowieka. Z drugiej jednak strony to, co dzieje się w Brazylii dotyczy nas wszystkich. Masowa wycinka Amazonii, ‘zielonych płuc’ Ziemi, pogorszy efekty globalnego ocieplenia i dotknie cały świat.

Społeczność międzynarodowa nie ma niestety żadnych środków, aby radzić sobie z tak niebezpiecznymi ludźmi u władzy.

Możemy liczyć jedynie na to, że obywatele tego kraju ruszą po rozum do głowy i w przyszłorocznych wyborach na niego nie zagłosują. Przyjrzyjmy się największym problemom, z jakimi obecnie radzić musi sobie największa gospodarka Ameryki Południowej.

Nie traktuje poważnie pandemii, przez co ludzie padają jak muchy. Chcą oskarżyć go o ludobójstwo.

Bolsonaro koronasceptyk

Brazylijski panel kongresowy ma zalecić, aby prezydent Jair Bolsonaro został oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości oraz ludobójstwo, twierdząc, że celowo pozwolił koronawirusowi szaleć po kraju i zabić setki tysięcy osób. Uzyskanie tzw. odporności stadnej było nieudane i ostatecznie niemożliwe do zrealizowania – Bolsonaro chciał w ten sposób nie spowalniać gospodarki swojego kraju. Raport panelu kongresowego zaleca również oskarżenie o przestępstwa 69 innych osób, w tym trzech synów Bolsonaro oraz licznych obecnych i byłych urzędników państwowych.

Raport wyraża gniew obywateli w głęboko spolaryzowanej Brazylii. Gniew w stosunku do prezydenta, który odmówił poważnego potraktowania pandemii. W raporcie możemy przeczytać, że Bolsonaro jest obwiniany o śmierć ponad 300 tys. obywateli swojego kraju, czyli za połowę ofiar śmiertelnych koronawirusa. Zawiera się w nim też wezwanie władz brazylijskich do uwięzienia prezydenta.

Od początku pandemii Bolsonaro robił wszystko, aby zwiększać śmiertelność na koronawirusa. Gdy kraje na całym świecie zamykały się i jego obywatele zaczęli wypełniać szpitale, zachęcał do masowych zgromadzeń i zniechęcał do noszenia masek. Deklarował się jako sceptyk szczepionkowy i atakował każdego, kto ośmielił się go krytykować. Popierał za to niesprawdzone leki takie, jak hydroksychlorochina, nawet po tym, gdy udowodnione zostało, że jest nieskuteczna. Jego administracja powodowała wielomiesięczne opóźnienie w dystrybucji szczepionek w Brazylii, ignorując ponad 100 e-maili od Pfizera. Zamiast tego jego rząd zdecydował się przepłacić za niezatwierdzoną szczepionkę z Indii – umowa została później anulowana z powodu podejrzeń o korupcję.

Bolsonaro nazwał wirusa ‘małą grypą’, żartował, że szczepionki zamienią ludzi w aligatory, a kiedy uczestniczył w spotkaniu ONZ w ostatnich miesiącach, nowojorskie wytyczne dla restauracji zmusiły go i brazylijskiego ministra zdrowia do jedzenia pizzy na chodniku – bo wciąż nie został zaszczepiony. Ponad 600 tys. osób w Brazylii zmarło z powodu COVID-19, to drugi najgorszy wynik na świecie po Stanach Zjednoczonych.

W kwestii ludobójstwa, o które oskarżany jest prezydent chodzi m.in. o ofiary wśród rdzennej populacji kraju. Wśród tych grup tubylczych wirus dziesiątkował populacje przez miesiące po tym, jak w tamtejszych szpitalach zabrakło tlenu. Według monitoringu Instituto Socioambiental (ISA), brazylijskiej organizacji pozarządowej, która działa na rzecz praw rdzennej ludności i środowiska naturalnego, odnotowano 54 622 potwierdzone przypadki COVID-19 wśród ludności rdzennej w Brazylii, a zmarło 1087 rdzennych mieszkańców. Articulation of Indigenous Peoples of Brazil (APIB), największa organizacja dotycząca ludności rdzennej w kraju, poinformowała, że w grudniu ubiegłego roku wskaźnik śmiertelności wśród ludności rdzennej był o 16 proc. wyższy niż wśród nierdzennych Brazylijczyków. W swoim raporcie ‘COVID-19 i ludność rdzenna’ APIB stwierdził, że ‘Straciliśmy naszych starszych, którzy zachowywali i dzielili się wspomnieniami naszych przodków, strażników naszej wiedzy, naszych piosenek, naszych modlitw i naszej duchowości’. Być może spora część rdzennej kultury została bezpowrotnie utracona.

W przeddzień opublikowania raportu komisja usunęła oskarżenia o ludobójstwo, powiedział Renan Calheiros, senator, który był głównym autorem raportu. Uznaje on, że jest niepewne, czy raport doprowadzi do jakichkolwiek faktycznych zarzutów kryminalnych, biorąc pod uwagę realia polityczne kraju. – Wielu z tych zgonów można było zapobiec – powiedział Calheiros. – Jestem osobiście przekonany, że jest on odpowiedzialny za eskalację rzezi.

Zdjęcie: Jair Bolsonaro/Facebook

Upadek amazońskiego lasu deszczowego jest nieunikniony, jeśli Jair Bolsonaro pozostanie prezydentem Brazylii, ostrzegają naukowcy i działacze na rzecz ochrony środowiska.

Bolsonaro amputuje ‘zielone płuca’

Pomimo dowodów na to, że pożary, susze i oczyszczanie ziemi kierują Amazonię w stronę punktu, z którego nie ma odwrotu, brazylijski rząd jest bardziej zainteresowany ugłaskaniem przemysłowców i skorzystaniem z globalnych rynków. A te nagradzają destrukcyjne zachowania.

Rząd przeniósł odpowiedzialność za monitoring pożarów lasów z Narodowego Instytutu Badań Kosmicznych, naukowej organizacji, która realizowała to zadanie od dziesięcioleci do Państwowego Instytutu Meteorologii, który znajduje się pod wpływem ministerstwa rolnictwa i sektora rolnego. W ciągu ostatnich kilku miesięcy Kongres osłabił również standardy oceny wpływu na środowisko, a komisja zatwierdziła projekt ustawy, który został opisany jako największy atak na prawa tubylców od czasu wprowadzenia brazylijskiej konstytucji w 1988 roku. Wszystkie te środki przyczyniają się do niszczenia lasu i są sprzeczne z doradztwem naukowym.

Odkąd Bolsonaro przejął władzę w 2019 roku, wylesianie i pożary w Amazonii osiągnęły najwyższy poziom od ponad dekady. Wycinka i wypalanie lasu doprowadziły do przedłużających się susz i wyższych temperatur, co z kolei osłabiło odporność ekosystemu i doprowadziło do większych pożarów. Może to nasilić dalsze suszę, ponieważ ‘oddychanie’ lasów deszczowych zwykle działa jak pompa napędzająca wilgotne systemy pogodowe na dużym obszarze Brazylii, Ameryki Południowej i Atlantyku. Kiedy las słabnie, ta pompa jest mniej skuteczna. Istnieją więc globalne reperkusje, ponieważ oczyszczanie terenu sprawia, że Amazonia przestaje mieć pozytywny wpływ na globalny klimat. Badanie opublikowane w ‘Nature’ ujawnia, że spalanie lasów wytwarza obecnie około trzy razy więcej CO2 niż pozostała roślinność jest w stanie wchłonąć. Przyspiesza to globalne ocieplenie.

Częściowo odpowiedzialne są globalne siły rynkowe. Wylesianie nasila się, gdy ceny soi, wołowiny i złota są wysokie. Żaden rząd nie zdołał całkowicie powstrzymać wycinki lasów w ciągu ostatnich czterech dekad, ale tak źle, jak za Bolsonaro nie było od dawna.

Wylesianie Amazonii zmniejszyło się o 80 proc. w latach 2004-2012 pod administracją Partii Robotniczej Luiza Inácio Lula da Silvy. Bolsonaro stopniowo demontował lub dyskredytował mechanizmy, które to osiągnęły – chodzi o monitoring satelitarny, personel w terenie i ustawodawstwo mające na celu karanie przestępców i wyznaczanie obszarów rdzennej ludności i obszarów chronionych. – Najważniejszą rzeczą, jaką zrobił ten rząd, jest osłabienie zdolności państwa do zwalczania nielegalnego wylesiania – powiedział Marcio Astrini, sekretarz wykonawczy Brazylijskiego Obserwatorium Klimatu.

Wycinka puszczy amazońskiej to problem globalny. Prezydent USA Joe Biden i prezydent Francji Emmanuel Macron ostrzegają przed niebezpieczeństwami związanymi z wymieraniem lasów deszczowych. Supermarkety i organizacje finansowe w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Niemczech, Francji i Australii zagroziły bojkotem brazylijskich produktów, o ile nie będzie można zagwarantować, że łańcuchy dostaw nie doprowadzą do wylesienia.

Pozytywnym wynikiem polityki Bolsonaro jest to, że odkąd objął władzę, amazoński las deszczowy znalazł się w centrum debaty politycznej. Kilku kandydatów w przyszłorocznych wyborach prezydenckich ma teraz w swoich programach zobowiązanie, że wylesienie Amazonii będzie za ich rządów zerowe.

Zdjęcie: Reuters

Image

Erika Berenguer

Ekspert ds. zmiany użytkowania gruntów w Amazonii na uniwersytetach w Lancaster i Oksfordzie

Rząd brazylijski robi dokładnie odwrotność tego, co należy zrobić. Aktywnie stymuluje wylesianie poprzez swoją politykę. Do niedawna odbywało się to za pomocą dekretów i zmian w polityce ministerialnej, które ograniczały budżety na walkę z wylesianiem. Teraz ci ludzie podjęli ważniejsze role w Kongresie, więc widzimy, że uchwalane są jeszcze bardziej niebezpieczne ustawy.

Jeszcze na początku zeszłej dekady przepaść ekonomiczna wydawała się prawie możliwa do przezwyciężenia. Pandemia pogorszyła sytuację.

Nierówności pogrążają kraj

Obecnie różnica między najbiedniejszymi a najbogatszymi obywatelami Brazylii jest olbrzymia i staje się wielką linią podziału, która zagraża potencjałowi wzrostu kraju. Jeśli nie zostaną podjęte długoterminowe reformy strukturalne i edukacyjne, będzie tylko coraz gorzej. Nierówności ekonomiczne poważnie wpływają na długoterminowy wzrost i stabilność gospodarczą – istnieje związek między zdolnością populacji do konsumpcji a wzrostem gospodarczym.

Sytuację pogorszyła pandemia. Podczas gdy zarobki najbiedniejszych czterdziestu procent społeczeństwa zmniejszyły się o jedną trzecią w 2020 r., 10 proc. najlepiej zarabiających straciło zaledwie 3 proc. swoich dochodów. Bezrobocie jest na rekordowo wysokim poziomie 14,7 proc., a prawie 20 milionów Brazylijczyków nie może znaleźć pracy lub zrezygnowało z jej szukania. – Większość miejsc pracy o niskich dochodach dotyczy usług o wysokim poziomie kontaktów, w których jeszcze nie nastąpiło ożywienie – powiedział Otaviano Canuto, były dyrektor wykonawczy Banku Światowego i MFW. – I istnieje ryzyko, że zmiany w trendach, takie jak spędzanie wolnego czasu w domu, zamiast np. w restauracjach, mogą trwać znacznie dłużej niż pandemia.

Duża część optymizmu na brazylijskich rynkach kapitałowych i prognozach makroekonomicznych jest napędzana przez sektory rolnictwa i górnictwa. Według CEPEA, instytutu badawczego, sektor agrobiznesu wzrósł o 24 proc. w 2020 r. i obecnie stanowi nieco ponad jedną czwartą PKB Brazylii. Brazylijski eksport upraw i mięsa wyniósł w zeszłym roku 100 mld dolarów, podczas gdy eksport górniczy wzrósł o 31 proc. Eksperci ostrzegają jednak, że przemysł rolny nie ma wielkiego wpływu na całą gospodarkę. Produkcja towarów nie jest pracochłonna, a sektor produkcyjny charakteryzujący się większą liczbą miejsc pracy kurczy się od 2009 roku. Tymczasem inflacja rośnie, obniżając stosunek długu do PKB.

Awaryjna pomoc finansowa w wysokości około 100 dolarów, zatwierdzona przez administrację prezydenta Jaira Bolsonaro, pomogła wielu ubogim osobom poradzić sobie z kryzysem koronawirusa. Nadzieja na lepsze jutro wyparowała jednak, gdy pomimo wciąż szalejącej pandemii wypłaty zostały wstrzymane pod koniec 2020 roku. – Widzieliśmy, że poziom ubóstwa spadł o połowę w zeszłym roku, do 4,5 proc., ale potroił się po zatrzymaniu transferów – powiedział Marcelo Nery, dyrektor Centrum Polityki Społecznej przy Fundação Getúlio Vargas. Do marca 2021 r. 16 proc. Brazylijczyków było na granicy ubóstwa lub poniżej niej.

Różnice ekonomiczne prawdopodobnie zostaną pogłębione przez zamykanie szkół w związku z pandemią i cięcia budżetowe na edukację, które dotknęły przede wszystkim biedne dzieci. Odsetek młodych Brazylijczyków niepracujących ani nieuczących się wzrósł z 20 proc. na początku dekady do 29 proc. podczas pandemii. Eksperci twierdzą, że to pokolenie pandemiczne, pozbawione korzyści płynących z edukacji, straci na produktywności, co wpłynie na całą gospodarkę.

Bolsa Família, program przekazów pieniężnych dla rodzin żyjących w skrajnym ubóstwie, pomógł utrzymać dzieci w szkołach, ale bez możliwości zatrudnienia dla rodziców, rodziny mają trudności z opuszczeniem programu. Sektor publiczny musi zaoferować wysokiej jakości edukację i opiekę zdrowotną, aby wyciągać ludzi z pokoleniowego ubóstwa.

Aby zwalczyć te olbrzymie nierówności, Brazylia potrzebuje kompleksowej długoterminowej polityki, zwłaszcza w zakresie edukacji i integracji cyfrowej. Jednak w obliczu trwającego kryzysu politycznego i instytucjonalnego oraz niedługo przed kampanią prezydencką wspólne działanie wydaje się mało prawdopodobne. Udział Brazylii w światowej gospodarce spadł z 4,3 proc. w 1980 r. do zaledwie 2,4 proc. obecnie. Jeśli kraj nadal będzie sabotować przyszłość swoich obywateli, ta tendencja spadkowa z pewnością się utrzyma.

Zdjęcie: Victor Moriyama

Brazylijczycy walczą o przetrwanie
Aktualne prognozy Banku Światowego pokazują, że w tym roku w Brazylii nawet do 3,6 miliona ludzi ponownie popadnie w ubóstwo. Dlatego pilnie należy zająć się niektórymi strukturalnymi przyczynami nierówności w Brazylii, takimi jak niesprawiedliwy system podatkowy czy niewystarczające inwestycje w politykę społeczną.

Szacuje się, że od początku pandemii głodowało około 19 milionów Brazylijczyków. Tysiące osób protestowało w centrum Rio de Janeiro przeciwko Bolsonaro, który odpowiedzialny jest za pogorszenie skutków pandemii, a przez co też za załamanie się całego społeczeństwa, katastrofę humanitarną i wręcz ludobójstwo, m.in. rdzennej ludności kraju.

– W tej chwili sprawy są naprawdę trudne. Niektórzy ludzie jedzą kości. Inni w ogóle nie mają nic do jedzenia – mówił José Manuel Ferreira Barbosa, 63-letni dekorator z ubogich północnych przedmieść Rio. Senator Humberto Costa stwierdził: – Bezrobocie rośnie. Nierówność rośnie. Bieda rośnie. Głód powrócił. To właśnie ten rząd zrobił z naszym krajem.

Reporterzy donoszą, że wielu z najbiedniejszych Brazylijczyków je padlinę, aby przeżyć. Wstrząsające zdjęcia obiegły świat.

– Ekstremalna nierówność rodzi konflikty, przemoc i niestabilność. Kryzys nierówności dotyka wszystkich Brazylijczyków, bez względu na klasę społeczną czy rasę. To nas łączy – mówi Katia Maia, dyrektor wykonawcza Oxfam Brazil.

Agresywna przestępczość i uzbrojone po zęby gangi to największy problem kraju.

Zabiją cię na ulicy

W ostatnim czasie wzrosła też w kraju przemoc, głównie z użyciem broni. Chociaż prezydent Brazylii Jair Bolsonaro prowadził swoją kampanię w 2018 r., obiecując zdecydowane działania w zakresie bezpieczeństwa publicznego, a później chwalił się, że przestępcy ‘umrą na ulicach jak karaluchy’, nie znalazł nowych sposobów na zajęcie się przemocą miejską ani jej społecznymi i ekonomicznymi czynnikami. Polityka prezydenta przyniosła ze sobą niezwykle mało propozycji rozwiązania prawdopodobnie najpilniejszego kryzysu w tym kraju.

Według nowo opublikowanego raportu rocznego Brazylijskiego Forum Bezpieczeństwa Publicznego (FBSP), niezależnego lokalnego think tanku, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2020 r. w kraju doszło do 25 712 zabójstw. Jest to wzrost o 7,1 proc. w porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku. To znaczy, że w Brazylii dokonano średnio jednego morderstwa na 10 minut.

Polityka państwowa w odpowiedzi na tę przemoc często opierała się na represjach poprzez naloty policji na kontrolowane przez gangi obszary miejskie. Taktyka ta była stosowana w brazylijskich miastach od dziesięcioleci bez właściwie żadnego powodzenia. Kontrowersyjna propozycja Bolsonaro dotyczyła zwolnienia z odpowiedzialności zarówno wojskowych, jak i policjantów, jeśli zabiją podejrzanych podczas wykonywania obowiązków. Słusznie spotkała się ze znacznym sprzeciwem ekspertów prawnych.

W Rio de Janeiro główną propozycją gubernatora Wilsona Witzela (który w kwietniu 2021 roku opuścił ten urząd) dotyczącą zwalczania potężnych organizacji przestępczych w mieście, było rozmieszczenie policyjnych snajperów na patrolujących miasto helikopterach. Odpowiedź ogniem na ogień doprowadziła do wzrostu liczby zabójstw dokonywanych przez funkcjonariuszy policji, osiągając w zeszłym roku zdumiewające 6357 osób. Chociaż liczba umyślnych zabójstw spadła w ostatnich latach, władze na obszarach slumsów są w dużej mierze bezsilne wobec organizacji przestępczych i tzw. milicji, czyli grup straży obywatelskiej utworzonych przez byłych funkcjonariuszy organów ścigania, którzy także wdają się w nielegalnie działania na terenie slumsów. Niedawne badanie wykazało, że 4,4 miliona Brazylijczyków jest dotkniętych skutkami starć o terytorium, podczas gdy szacuje się, że 7 milionów ludzi w aglomeracji Rio żyje na obszarach, na których występują grupy zbrojne.

Oczywiście ten kryzys nie rozpoczął się wraz z prezydenturą Bolsonaro. Polityka bezpieczeństwa w Brazylii była od dawna niekonsekwentna i brakowało jej koordynacji ze strony rządu federalnego. Wojownicza retoryka prawicowych polityków jest częściowo próbą wykorzystania strachu i beznadziei, jaki odczuwa wielu Brazylijczyków w związku z przestępczością w ich miastach. Jest to również strategia zadowolenia ponad 5,6 miliona funkcjonariuszy policji i wojska w Brazylii, którzy wraz z rodzinami stanowią 9 proc. populacji.

Brazylijczycy potrzebują czegoś więcej niż tylko taktyki zaostrzania walki, aby przeciwdziałać organizacjom przestępczym. Prosperują one głównie dlatego, że brakuje dobrego zarządzania i rozwoju społeczno-gospodarczego na rozległych obszarach miejskich. Zamiast przemyśleć swoje podejście do naprawy fundamentów porządku publicznego, Brazylia idzie w otwartą wojnę. Powtarza po raz kolejny tę samą formułę, mając nadzieję na inny wynik.

Zdjęcie: Tyler Hicks

Co teraz?
Bolsonaro wielokrotnie opisywał śledztwo kongresu, które porównuje jego działania podczas pandemii do ludobójstwa, jako motywowane politycznie i mające na celu sabotowanie go. Zaprzeczył też, jakoby miał popełnić jakieś przestępstwo. Biuro prokuratora generalnego Augusto Arasa oświadczyło, że raport zostanie dokładnie przeanalizowany po jego otrzymaniu.

Są jednak obawy, że Aras może ochronić prezydenta przed oskarżeniem. Jeśli tak się stanie, komisja pójdzie do Sądu Najwyższego, a także do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.

Co prawda, kongres zrezygnował z oskarżeń o ludobójstwo, lecz w raporcie zawartych jest więcej przewinień – m.in. fałszowanie dokumentów oraz podżeganie do przemocy. Osądzenie prezydenta w sądzie wymaga zgody prokuratora generalnego, a do impeachmentu potrzebna jest zgoda niższej izby kongresu, który jest również blisko prezydenta. Do takiej sytuacji może więc w ogóle nie dojść. Dlatego kongres i opozycja liczą na obniżenie notowań Bolsonaro przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Według firmy sondażowej Datafolha, poparcie prezydenta spadło w tym roku z 33 proc. do 22 proc. Straciwszy poparcie klasy średniej, Bolsonaro miał nadzieję, że wzmocni swoją bazę biedniejszymi Brazylijczykami, którzy skorzystali z pomocy finansowej podczas pandemii. Ale wielu Brazylijczyków jest bezrobotnych, bank centralny podnosi stopy procentowe, a rosnące ceny, które w ciągu ostatniego roku wzrosły o ponad 10 proc., wpływają na płace. Racjonowanie energii, które rząd może wkrótce wprowadzić w wyniku globalnego kryzysu energetycznego, jeszcze bardziej osłabiłoby jego popularność. W tym momencie Bolsonaro zmierza do porażki. Dla większości Brazylijczyków to świetna wieść.

Zdjęcie główne: AFP
Tekst: Miron Kądziela

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook