Czemu komary gryzą tak chętnie nas, zamiast spijać krew naszych wrogów?

Wróciliście z wakacji cali i zdrowi? Czy nie do końca cali, bo komary wszamały pól waszej nogi? Jeśli tak się stało, powiemy wam, dlaczego zdaniem insektów jesteście tacy pyszni.
.get_the_title().

Spędzacie miłe chwile gdzieś na końcu świata – przy ognisku na Mazurach. Impreza mocno kameralna, a jednak w pewnym momencie pojawiają się nieproszeni goście – komary. Co więcej, chyba utworzyły na szybko wydarzenie na Facebooku dla swoich ziomków, bo z minuty na minutę jest ich więcej i więcej.

Jeśli coś może was wkurzyć bardziej od tego, że na ręku macie już całą konstelację śladów po ugryzieniach, to pewnie fakt, że wasi współtowarzysze siedzą sobie spokojnie.

Nimi komar z kulawą nogą się nie zainteresował!

Film “Mosquito” (1994)

Czemu w ogóle komary, skoro już postanowiły nie podążać za modą i nie przejść na weganizm, uczepiły się ludzi? Jest przecież tyle pełnokrwistych gatunków na świecie, które nie usiłują ich uśmiercić szybkim i skutecznym klepnięciem ręką i nie obrzucają inwektywami przy tej okazji? Okazuje się, że komary przyciąga przede wszystkim dwutlenek węgla.
Wiadomo – ten akurat jest wszechobecny, więc stanowi tylko podstawę zainteresowania nami, także to nie wszystko. Kolejnym afrodyzjakiem dla krwiopijców okazuje się być kwas mlekowy. Jeśli do tego dodać jeszcze w odpowiednich proporcjach amoniak, kwas karboksylowy i parę innych może niewiele mówiących nam nazw, ale jak się okazuje – sprawiających, że według komarów pachniemy jak kotlet schabowy u mamusi – mamy przerąbane.

Miks tych wydzielanych przez nasz organizm substancji sprawia, że jesteśmy słodkim, kuszącym bukietem aromatycznym. I tu – jedni bardziej, drudzy mniej.

Czyli pierwsze skrzypce gra tu nasza indywidualna mikroflora. Niels Verhulst, entomolog z uniwersytetu Wageningen w Holandii, udowodnił, że szczególnie łakomym kąskiem będą dla owadów osoby, na skórze których przeważa określony rodzaj bakterii – Corynebacterium. To przez nie nasz organizm będzie wydzielał wraz z potem więcej substancji przyciągającej komary.

Poster filmu “Mosquito” (1994)

Wychodzi więc na to, że komary nie wybierają nas, ale bakterie i mikroby, który żyją na naszej skórze (w ilości około 1 mln na centymetrze kwadratowym!). A czy my mamy opcję wyboru tego, jakie bakterie właśnie urządzają sobie na nas imprezkę?

Mikroflora skóry w dużym stopniu zależy od tego co jemy, pijemy, czego dotykamy, w jakim środowisku żyjemy. Może się więc okazać, że żeby uniknąć ugryzień przez komarzyce musielibyśmy zmienić swoje życie o 180 stopni.

A i to mogłoby być za mało. Według badań Verhulsta swoją rolę odgrywają tu też geny. To one mają wpływ na to, jak gościnna wydaje się być nasza skóra dla wspomnianych bakterii i mikrobów. Jeśli czują, że bariery ochronne są znikome plus mamy tendencję do pocenia się – bingo! Będą mogły sobie w najlepsze na nas wegetować – poczuć się jak u siebie w domu. A do tego domu, jak już wspomnieliśmy, ciągnie komary.

Źródło: Bogomil Mihaylov/Unplash

Smutny wniosek jest taki, że mimo że badacze wiedzą, że owady lgną do nas przez określone bakterie, to nie jest jeszcze jasne, czemu właśnie taka a nie inna mikroflora jest dla nich najatrakcyjniejsza. Także póki co jedyna złota rada naukowców na to, jak zminimalizować zapędy krwiopijców, to mniej się pocić. Wspominamy tegoroczne temperatury i już wiemy, że nie mieliśmy żadnych szans w tej nierównej walce!

Na koniec przychodzą nam do głowy jednak słowa pocieszenia. Po pierwsze – istnieją ponad 3 tys. gatunków komarów i tylko kilka z nich wybiera na swoje menu człowieka.

Reszta zadowala się innymi źródłami. Nie mamy więc tak przekichane, jakby się mogło wydawać.

Źródło: TheConversation.com
Tekst: Kinga Dembińska

SURPRISE