Czy Polsce grozi apokalipsa zombie?

Do sieci trafił film nagrany w Świnoujściu, na którym mężczyzna rzuca się na jadące samochody. Media krzyczą, że do Polski dotarł narkotyk zombie, który w Stanach zebrał już "krwawe żniwa", rozprzestrzeniając się z Florydy na kolejne stany. Skąd ta panika? Przecież my, Polacy flakkę znamy, bierzemy i produkujemy od dawna.
.get_the_title().

O flakce zrobiło się głośno w Stanach po tym, jak w 2016 roku pewien nastolatek z Florydy mieszczący się w opisie “miły chłopiec, sportowiec” zaszlachtował nożem parę przypadkowych ludzi, a następnie próbował odgryźć twarz jednej ze swoich ofiar. Później internet zalała fala filmów nakręcanych przez przypadkowych świadków ataków i zaczęto mówić o rozprzestrzeniającej się epidemii ludzi-zombie, ofiar nowego designer drugu – flakki. Ostatnio i nasze media rozgorączkowały się w związku człowiekiem, który w Świnoujściu rzucał się na nadjeżdżające samochody, a po obezwładnieniu zmarł.

Jednak nie jest prawdą, że ze Stanów do naszego kraju dotarł nowy narkotyk. Polacy bowiem z flakką znają się bardzo dobrze, od wielu lat.

Demonizowany w mediach narkotyk zombie to nic innego jak α-PVP, czyli α-Pirolidynopentiofenon, substancja psychoaktywna jakich wiele, u nas potocznie zwana alfą. W pozamedycznym obrocie jest co najmniej od początku tego wieku. Budową chemiczną jest bardzo zbliżona do MDPV. Kiedy ten popularny w Polsce dopalacz stał się nielegalny, zmodyfikowano nieco jego strukturę chemiczną i powstała alfa, która przez następne kilka lat była ulubienicą “zrytogłowych”. Poetycko nazywano ją “boskim dotykiem szatana”. W prozie jest zwyczajnym dragiem dla ubogich, ze względu na oszałamiający stosunek wydajności i efektu do ceny. Zdobyła sobie grono zagorzałych entuzjastów, którzy do dziś z rozrzewnieniem wspominają czasy legalności i rodzimej produkcji sprzed 2015 roku.

W idealnych warunkach alfa ma silnie stymulujące właściwości w dawkach dziesięciokrotnie mniejszych niż na przykład kokaina. Wywołuje stany emocjonalne podobne do MDMA – silna empatia (love) w kontakcie z drugą osobą.

Euforia, błogość i sedacja z jednej strony, a czujność, wzmożona aktywność, fokus, i brak potrzeby snu z drugiej – to wynik zalania układu nerwowego dopaminą i noradrenaliną.

Jak to zwykle bywa przy tanich zamiennikach, przyjemność trwa krótko, a kończy się długim i bolesnym zejściem. Chęć dorzucenia jest nieprzemożna, a tolerowana dawka tak mała, że trudno jest nie przesadzić – rezultat znamy z youtube’a. Efekty wielokrotnego zażywania lub przedawkowania, nazywane przez poetów efektem zombie, są natomiast bardzo podobne do kokainowego delirium.

Według ratowników medycznych i policji delirycy poruszają się nadzwyczaj szybko, często bez okrycia wierzchniego. Odznaczają się nieprzeciętną siłą, są agresywni, krzyczą i trudno ich obezwładnić. Kiedy się to udaje, bardzo często następuje szybka śmierć. Stan ekstatycznego delirium po flakce nie jest zatem niczym nowym ani charakterystycznym tylko dla α-PVP i nie ma nic wspólnego z transformacją w zombie. Efektami nadużycia stymulantów takich jak flakka jest ekstremalne podniesienie się temperatury ciała, co tłumaczy nagość. Nadmiar neurotransmiterów i tak zwanych hormonów stresu lub walki to między innymi nieopanowana agresja, urojenia paranoidalne, przykurcze mięśni i wytrzeszcz oczu oraz osławiona nadludzka siła – czyli wszystkie atrybuty człowieka-zombie.

Z wyczerpującego raportu na temat α-PVP opublikowanego przez Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) wynika, że do 2015 roku wytwórnie α-PVP oraz innych “kryształów” były tylko w dwóch krajach – w Chinach i w Polsce.

W latach 2013-2014 zamknięto produkcje w Chorzowie i Krakowie. Wiązano je z lokalnymi grupami “piłkarskich chuliganów”, ale syntezę nadzorowali przeszkoleni chemicy, a owoce pracy zasilały nie tylko rynek krajowy. Dziś, kiedy alfa jest nielegalna, jej amatorzy muszą zadowolić się ściąganymi z Czech czy od innych sąsiadów “odczynnikami do badań laboratoryjnych” albo innymi “materiałami kolekcjonerskimi”. Nie ulega jednak wątpliwości, że flakka była, jest i będzie konsumowana w naszym kraju i to nie w śladowych ilościach. Nie należy oczywiście bagatelizować zagrożenia, ale wielbiciele mocnych wrażeń wydają się mieć temat do tego stopnia pod kontrolą, że chyba nie grozi nam apokalipsa zombie.

Tekst: Aleksandra van den Born

SURPRISE