Kaczyński: “Polscy sneakerheadzi powinni mieć więcej pokory”

Od większości sneakerheadów odróżnia go to, że nie kupuje modnych modeli w sklepach, ale poluje na używane egzemplarze, przeglądając ogłoszenia. Kamil Kaczyński jest właścicielem kilkuset par, z czego część pochodzi od światowej sławy koszykarzy.
.get_the_title().

Ma ponad 300 par w swoim rozmiarze. Nie szuka jednak sneakersów w modnych sklepach, ale wyszukuje egzemplarze, które mają związek wyłącznie ze światem koszykówki i NBA. Dlatego tak ważne są dla niego “magiczne” lata 90-te, kiedy Michael Jordan był u szczytu swojej kariery. Kamil ma szczęście, że jest posiadaczem butów, w których Jordan wystąpił podczas meczu. Ale to nie wszystko – z każdą parą wiąże się inna historia, dlatego są dla niego tak cenne.

F5: Czy możesz siebie nazwać sneakerheadem, czy wolisz określenie “kolekcjoner”?

Kamil Kaczyński: Nie ma to dla mnie znaczenia – ja od zawsze po prostu lubię buty. Aczkolwiek określenie “sneakerhead” nie najlepiej ostatnio mi się kojarzy. A z drugiej strony “kolekcjoner”, to jakby mówić o jakimś starszym panu. Wolę “mężczyzna, który lubi buty”.

Fascynuje mnie bardziej samo ich zdobywanie, niż zwykła wizyta w sklepie i kupowanie najnowszego modelu sneakersów.

I know, we all like beauty of new shoes but when ball was life for me i didn’t have a lot of shoes but I didn’t care about a scratch on my shoes either (maybe on a first appearance only 🙂 a few pairs saved from late 90s and early 00s. Can you name them all ? #ogallday #ogsupportgroup …………………………………………………… #soletoday #wdywt #sneakerfreakermag #sneakerfreaker #crepecity #complexkicks #igsneakercommunity #klekttakeover #kicksonfire #london #jkdn #butologia #streetwearnomads #theillestkicks #solecollector #cmdnn #kicks4eva #4daloveofsole #buttermovement #wearejordan #goldengrails #nonstopsoles #luckycharmgang #nonstopsoles #mudvillesole #eqkicks #ballislife #basketballneverstops #basketball

Post udostępniony przez kamilcio79 (@kamilcio79)

W ilu butach chodzisz i jaka część kolekcji to eksponaty tylko do podziwiania?

Liczby nigdy nie były i nie będą dla mnie wyznacznikiem niczego. Na co dzień chodzę tylko w kilku parach, a ogólnie uzbierałem już ponad 300. Natomiast tych do oglądania jest kilkanaście, ale ta liczba stale rośnie. Jeszcze do niedawna w ogóle nie interesowało mnie pokazywanie światu mojej kolekcji, bo robiłem to wyłącznie dla siebie. Musiałem się jednak trochę odsłonić, gdy organizowałem z pomocą kilku dobrych ludzi event w Warszawie pod nazwą Sneakers Life. Wtedy musiałem udowodnić, że nie jestem w temacie od wczoraj.

Obecnie mieszkasz w Londynie. Masz kontakt zarówno z tamtejszym środowiskiem sneakerheadów, jak i polskim. Czy widzisz różnicę między tymi dwoma grupami?

W UK zdecydowanie scena jest bardziej rozwinięta, ludzie są bardziej otwarci, a dostęp do ciekawszych eventów czy kolekcji jest dużo łatwiejszy. Mam duża frajdę z faktu, że poznałem takich ludzi jak Kish Kash, Gerard Starkey, Robert Brooksy, Magdi czy Franklin aka King of Trainers. Można powiedzieć, że w Polsce scena sneakersów dopiero raczkuje, ale szybko się rozwija. Widać na niej kilka ciekawych osób, aczkolwiek uważam, że niektórym przydałoby się trochę pokory.

Dlaczego powinni być pokorniejsi?

Myślę, że do zbudowania ciekawej kolekcji potrzeba czasu, doświadczenia, wiedzy.

Nie jest sztuką kupić kilkanaście par, które są aktualnie „modne” – kolekcja powinna mieć jakiś sens, porządek.

Buty sportowe, tzw. sneakersy, to teraz duży rynek, co oczywiście starają się wykorzystać koncerny, serwując ludziom co tydzień nowe, limitowane, jedyne, niepowtarzalne modele butów… których po krótkim czasie nikt nie pamięta.

Jak to się stało, że podjąłeś się organizacji Sneakers Life?

Byliśmy wraz z moją żona na wielu imprezach “butowych” w latach poprzednich i tak, podczas z jednej z tych imprez, z ust Julii padło hasło “zróbmy swój event”. Chcieliśmy zrobić coś fajnego dla tej kultury w Polsce, aczkolwiek nie wszyscy to rozumieli na początku naszego projektu. Wówczas po raz pierwszy w kraju była możliwość zobaczenia butów, w których Michael Jordan wystąpił podczas meczu (ich wartość była szacowana na ponad 100 tys. dolarów), mieliśmy gości z UK, były stoiska sklepów, prywatnych sprzedawców, koncerty zagrali Tede i Małpa.

Jaki był pierwszy model butów, który udało ci się zdobyć?

Pierwsze “firmowe” buty, które miałem to były Nike Air Max – chodziłem w nich tylko w niedziele albo na specjalne wyjścia. Czyściłem je wtedy tak często, że kurz nawet nie miał czasu na nich osiąść.

Czy masz ulubione buty? I w ogóle na ile wyceniana jest cała twoja kolekcja?

Mój ulubiony model to Air Jordan 12, natomiast „ulubiony but” się zmienia, ostatnio na przykład Richard “Rip” Hamilton, mistrz NBA z Detroit Pistons, był w Londynie i podpisał dla mnie parę butów. Zbieranie to dla mnie zabawa, która sprawia mi naprawdę dużą frajdę.

Jeśli chodzi o wartość całej kolekcji, to z racji tego, że inwestujemy z żoną w nieruchomości, można ją przeliczyć na kilka mieszkań.

Czy są takie buty, o których marzysz, ale które wciąż są dla ciebie nieosiągalne?

Wiadomo, że zawsze jakieś bym znalazł! Są buty warte (a raczej takie, za które ktoś płaci) tyle, co mieszkanie. Dla mnie wielkim marzeniem było posiadanie meczowych butów (czyli takich, w których zagrał lub były dla niego uszyte) mojego idola, Michalea Jordana. Marzenie to udało mi się spełnić, a na obecnie nie marzę o żadnym konkretnym modelu.

Konto Kamila na Instagramie do zobaczenia tutaj.

 

SURPRISE