Mieszkanie, w którym spędził dzieciństwo Notorious B.I.G., jest do wynajęcia. Jego obecny wygląd zdziwiłby zwłaszcza samego Biggiego

Jeśli macie ochotę na przeprowadzkę na Brooklyn i stać was na mieszkanie za 15 tysięcy złotych miesięcznie, to możecie zaczynać pakować walizki!
.get_the_title().

Informacja o takiej ofercie w pierwszym momencie przywodzi na myśl złote czasy amerykańskiego rapu i R’n’B. Z teledysków, które kiedyś puszczano na MTV wiemy, z czym to się jadło – gangsta vibe łączył się z wielką kasą, blichtrem i splendorem. To wyglądało jak zupełnie inny świat, na pewno nie taki, jak na naszym, krajowym podwórku, gdzie powstawały produkcje typu “Jestem Bogiem” Paktofoniki – muzyczne sztosy, ale z raczej niskobudżetowym klipem.

Amerykańscy raperzy mieli kasę i rozmach, albo przynajmniej kreowali swój image według zasady „fake it until you make it”.

Dlatego na myśl o mieszkaniu Biggiego może nam w pierwszym momencie przyjść do głowy wypełnione szampanem jacuzzi na balkonie, w którym brodzą złotodziobe flamingi. Kiedy jednak zejdziemy ze sfery fantazji na ziemię i przypomnimy sobie, że chodzi o miejsce, w którym dorastał raper, więc zanim na jego koncie zmaterializowała się mała fortunka, ekscytacja pewnie trochę opadnie i mocniej złapiemy się za portfel z naszymi 15 kołami.

Brooklyn parę dekad temu nie należał przecież do najatrakcyjniejszych nowojorskich dzielnic.

Teraz ta część Nowego Jorku zmieniła się diametralnie, a sam Biggie nie poznałby pewnie tych okolic – niegdyś mekki handlarzy narkotyków i pola walki miejscowych gangów. Nie uwierzyłby też w to, jak wygląda obecnie jego mieszkanie. W swojej piosence „Juicy” wspomina je jako czasy spędzone w „jednopokojowym baraku”.

Teraz w ofercie jego wynajmu czytamy o nadzwyczajnie umeblowanym, pięknie oświetlonym trzypokojowym mieszkaniu, z dodatkowym biurem i jadalnią, mieszczącym się w wspaniałej okolicy Clinton Hill.

Całość przeszła gruntowny remont, ale udało się też zachować jej unikatowy klimat dzięki taki przedwojennym smaczkom jak wysokie sufity czy drewniane podłogi.

Lokum wystawił na wynajem jego obecny właściciel, który kupił je w 2013 roku za ok. 3 milionów złotych. Inwestycja ma więc szanse zwrócić się mu z nawiązką, zwłaszcza że agenci nieruchomości samą okolicę oceniają jako prestiżową i modną – przyciągającą hipsterów, millenialsów, ludzi pracujących w finansach i technologiach. –To piękny dom i świetna lokalizacja, wypełniona kafejkami i z dogodnym transportem miejskim. A sam apartament jest niewiarygodny, legendarny! – mówi dla “New York Post” Fabienne Lecole.

via GIPHY

Władze dzielnicy oczywiście bardzo się cieszą, że zmieniła ona swoje oblicze na lepsze, ale też deklarują, że nie chcą, by gentryfikacja posunęła się za daleko i totalnie zmazała ducha przeszłości. Chociażby dlatego wydano zgodę, by miejsce, gdzie mieszkał Biggie – róg St.James Place i Fulton Street – zmieniło na jego cześć nazwę na Christopher Wallence Way.

Ciekawe, co sam Biggie powiedziałby na metamorfozę jego dawnego lokum. Mamy wrażenie, że to dużo, dużo więcej niż miał w dzieciństwie, ale, z drugiej strony, to nic w porównaniu z tym, co miał później. Z tego mógłby powstać jakiś nowy gruby bit!

Źródło zdjęcia głównego: Getty Images/Clarence Davis via NY Daily News
Pozostałe zdjęcia użyte w tekście: Compass.com
Tekst: Kinga Dembińska

SURPRISE