Morskie ssaki zatraciły gen, który pozwalał ich organizmom skutecznie walczyć z chemikaliami?

Nowe badania sugerują, że delfiny, lwy morskie czy manaty są szczególnie bezbronne wobec pestycydów.
.get_the_title().

Wiele zwierząt, które dziś kojarzymy jako morskie, wyewoluowało do tej postaci z form życia, które pierwotnie rozwijały się na lądzie. Taki kazus dotyczy chociażby wielorybów czy delfinów – ich potomkami około 50 milionów lat temu były ssaki przypominające… psy. W podobnych widełkach czasowych wcześni kuzyni słoni przekształcili się w manaty i diugonie, zaś 20 milionów lat temu przypominające niedźwiedzie ssaki dały nura w ocean, poszerzając zasoby jego fauny fokami, lwami morskimi i morsami.

Każdy z tych gatunków przystosował się do nowych warunków na swój własny sposób. U jednych (manaty) pojawiła się więc ochota na trawę morską, inne (foki) nauczyły się łączyć powiązane z nurkowaniem polowanie z przebywaniem na lądzie, zaś jeszcze inne (delfiny, wieloryby) wykształciły umiejętność echolokacji.

Najnowsze badania, z wynikami których możecie zapoznać się tutaj, wykazały jednak, że przy jednoczesnym nabywaniu kolejnych cech w oparciu o działanie mechanizmów ewolucyjnych, coś ważnego najprawdopodobniej zostało też utracone.

Jeden z autorów pracy, dr Nathan L. Clark, wraz z pozostałymi naukowcami opracował metodę wynajdywania genów, które u zwierząt przechodzących na morski tryb życia stopniowo zanikły. Obok ubytku tych odpowiadających głównie za węch, co przewidywano, szczególny niepokój wzbudził brak jednego genu o tajemniczej nazwie PON1. Odpowiada on bowiem za ochronę organizmu przed niektórymi toksycznymi chemikaliami, w tym między innymi fosforanami organicznymi. Czemu to takie ważne?

Fosforany są zarówno składnikiem licznych pestycydów, które niestety często lądują w wodzie, szczególnie przy wybrzeżach, jak i środków paralityczno-drgawkowych. Bardzo niekorzystny wpływ mają także na człowieka, mogąc niszczyć komórki, blokować żyły czy powodować uszkodzenie mózgu u dzieci. Dzięki PON1 wytwarzany jest zaś specjalny enzym – paraoksonaza – który potrafi je rozłożyć. Tymczasem gen ostał się jedynie u morsów i niektórych fok.

Na tle swoich lądowych krewnych manaty czy delfiny są bezbronne, choć tak naprawdę wszystkim zwierzętom coraz trudniej w pełni dostosować się do najnowszych chemicznych środków nieustannie „ulepszanych” przez człowieka.

Poważny problem mieszkańców wód potwierdził eksperyment. Potraktowane pestycydami wyodrębnione osocze krwi zwierząt lądowych zwalczyło „wroga”, podczas gdy to lwów morskich czy manatów już nie.

A przecież np. na Florydzie wspomniane manaty mają regularny kontakt z niebezpiecznymi substancjami w kanałach w pobliżu farm, zaś delfiny butelkonose dużo czasu spędzają choćby w narażonych na zanieczyszczenie zatokach, stopniowo nasiąkając toksynami. Naukowcy wciąż dopuszczają jednak możliwość, że morskie ssaki wykształciły jakąś skuteczną alternatywę dla PON1. I pozostaje trzymać mocno kciuki, że ta intuicja okaże się prawdziwa.

Tekst: WM
Źródło: New York Times

SURPRISE