Na Facebooku śledzi ją 150 tys. osób. Rozmawiamy z “Nieperfekcyjną mamą”

Łatwo jest wychować wylęknione dziecko, ale o wiele trudniej wychować to odważne – mówi Ania Dydzik, założycielka bloga "Nieperfekcyjna mama", która na co dzień przekonuje ponad 150 tysięcy obserwujących ją rodziców, by odpuścili zarówno sobie, jak i swoim dzieciom.
.get_the_title().

Ania Dydzik jest mamą trzech dziewczynek, w tym bliźniaczek, i ma nietypowe podejście do macierzyństwa. W końcu jest “Nieperfekcyjną mamą” – jej wpisy czyta miesięcznie ponad 150 tys. osób (głównie rodziców), tyle też ma fanów na Facebooku. Jakiś czas temu wydała książkę, dzięki której tysiące kobiet w Polsce odetchnęły z ulgą – to antyporadnik dla wszystkich mam żyjących w poczuciu, że za mało robią dla dobra dzieci i rodziny. W rozmowie z nami Ania opowiada, jak to jest być matką, która nie wstydzi się swoich niedoskonałości.

F5: Przyznajesz się przed sobą i światem, że jesteś „Nieperfekcyjną mamą” – ba, nawet napisałaś o tym książkę! Powiedz, co to dla ciebie oznacza i dlaczego tyle matek czuje ulgę, czytając twoje wpisy?

Ania Dydzik (Nieperfekcyjna Mama):Bycie perfekcyjną mamą wiąże się z nieodłącznym poczuciem kontrolowania się, sprostania oczekiwaniom osób trzecich, podporządkowania się “normom”, jakie przekazują nam media, poradniki i reklamy. Kończy się na tym, że mamy ogromne poczucie winy, gdy kupujemy marchewkę w supermarkecie albo gdy krzykniemy na dziecko. Nie dajmy się zwariować. Nie ma ludzi idealnych. Doskonale rozumiem to, że chcemy być perfekcyjne dla swoich dzieci i że gdy tylko zachodzimy w ciążę obiecujemy sobie, że nie będziemy popełniać błędów, ale życie bardzo szybko weryfikuje te postanowienia. Właśnie dlatego powstał mój blog.

Sama byłam mamą, która ze wszystkich sił starała się udowodnić innym, że jest świetna we wszystkim, co robi.

Prawda jest taka, że wiele rzeczy ukrywałam, żeby tylko nikt źle mnie nie ocenił. Chciałam odczarować obraz “nieperfekcyjnej mamy” i udowodnić, że my też możemy być fajne. Myślę, że mi się to udało.

Książka Ani, Nieperfekcyjna mama stała się hitem w przestrzeni parentingowej podobnie jak jej blog.

Jak dzieci zmieniły twoje życie?

Macierzyństwo zmieniło moje życie o 180 stopni. Przede wszystkim zmienił się mój stosunek do świata. Zauważyłam jak wiele nieistotnych rzeczy psuło mi humor. Jak na przykład przejmowałam się opinią innych osób. Moje dzieci nauczyły mnie luzu i odpuszczania sobie. Dzięki starszej córce powstał blog, który z kolei stał się moją wielką miłością. Bez dzieci nie byłoby “nieperfekcyjnej mamy” i moich małych sukcesów.

Jakie są największe wyzwania w byciu rodzicem? Co cię najbardziej zaskoczyło w byciu matką?

Stworzyłam kiedyś taki mem na Facebooku: “Macierzyństwo – umiejętność spokojnego wypowiadania słów, w momencie, gdy trafia cię szlag jasny”. I to jest największe wyzwanie.

Co jest dla ciebie najważniejsze w rodzicielstwie?

Często powtarzam swoim córkom, choć są jeszcze małe, że mogą być w życiu kim tylko zechcą. Wcale nie muszą wychodzić za mąż i rodzić dzieci. Mogą, ale nie muszą. Nie chcę, by kiedykolwiek czuły jakąś presję ze strony otoczenia. Już teraz pozwalam podejmować im samodzielne decyzje. Oczywiście, adekwatnie do wieku, nie są to jakieś duże rzeczy, ale chcę w ten sposób pokazać że: “tylko ty decydujesz o swoim życiu”. Marzę, żeby wychować świadome swoich możliwości kobiety, które nie pozwolą na to, żeby ktoś zdeptał ich poczucie własnej wartości. I żeby wiedziały, że zawsze mogą na mnie liczyć.

Starasz się dawać swoim dziewczynkom sporo wolności, piszesz, że nie chcesz z nimi odrabiać lekcji, że chcesz, aby były samodzielne. Jak ustrzec się przed pułapką nadmiernej kontroli?

To wcale nie jest trudne. Moja mama zawsze miała do mnie pełne zaufanie, dzięki czemu nie zdarzyło mi się zrobić nic głupiego. Wychowała mnie na uczciwą i odpowiedzialną osobę. Myślę, że nadmierna kontrola odniosłaby odwrotny skutek. Im więcej zabrania się dzieciom, tym więcej one pragną. A zakazany owoc zawsze smakuje najlepiej. Oczywiście, wszystko w ramach rozsądku. To tak jak z lekcjami starszej córki. Uczy się sama, odrabia zadania sama, ale przed sprawdzianem ją przepytuję. To samo można odnieść do życia. Uczyć samodzielności, a potem sprawdzać, czy na pewno zda egzamin.

Ania Dydzik, autorka bloga i książki Nieperfekcyjna mama

Dzieciakowi trzeba pozwolić się ubrudzić, dotknąć, nieraz sparzyć. A my dzisiejsi rodzice mamy niestety tendencję do nadmiernej kontroli. Walczysz czasem ze sobą, żeby nie powiedzieć: “nie rób, nie wchodź tam, nie biegnij, bo się wywrócisz”? 

Oczywiście, że też tak miewam. Nawet często. Dlatego uczę się to kontrolować. Naprawdę, macierzyństwo uczy wielu rzeczy. To może głupie, ale kiedyś spacer był tylko spacerem, chodzeniem za rączkę. Wczoraj dziewczynki postanowiły, że zakładają… kolekcję kamyków. Wróciłyśmy do domu z napchanymi kieszeniami różnych kamieni. Kurtki, które dopiero wyprałam szare od kurzu i możesz sobie wyobrazić jak wyglądały te nieszczęsne kieszenie pełne błota. Ale za to ile miały radości! I tak sobie myślę, że to nie dzieciom trzeba przesuwać tę granicę normalnego dzieciństwa, a właśnie rodzicom.

To my musimy na nowo nauczyć się skakać po kałużach i czasem wspiąć się na tę wysoką, niebezpieczną górę, jaką jest zjeżdżalnia na placu zabaw.

Dzieciaki potrafią napędzić stracha, a upadki i wzloty są nieuniknione. Czego sie bałaś, a na co pozwoliłaś dziecku?

Może cię zaskoczę, ale ja boję się naprawdę wielu rzeczy. Kiedy urodziła się starsza córka i zaczynała chodzić, to najchętniej obłożyłabym ją folią bąbelkową. Widok dziecka wspinającego się na tę wspomnianą już zjeżdżalnię przyprawiał mnie o zawał serca. I każdego dnia łapię się na tym, że zaciskam zęby, żeby nie krzyknąć: “uważaj!”. Myślę, że to całkiem normalne, bo przecież staramy się chronić własne dzieci przed bólem, smutkiem i porażkami. Najważniejsze to umieć znaleźć tę granicę, po przekroczeniu której nasze dziecko przestanie cieszyć zwykła zabawa.

Łatwo jest wychować wylęknione dziecko, o wiele trudniej wychować to odważne.

Niechybnym kosztem takiego podejścia jest większe prawdopodobieństwo wypadków. Mieliście taką sytuację, że mogło się coś stać? 

Niestety, nie na wszystko mamy wpływ. Możemy być świetnymi rodzicami, ale dziecko bardzo szybko wyfruwa z gniazda. Chociaż bardzo się cieszyłam, że moje dzieci w końcu idą do przedszkola, to miałam problem ze świadomością, że przez tyle godzin nie będzie mnie obok, że coś może im się stać. A potem zdałam sobie sprawę z tego, że wypadki zdarzają się nawet wtedy, gdy jesteśmy dwa metry dalej i niestety nie mamy na to wpływu. Dokładnie takie zdarzenie miało miejsce w naszym domu. Córka potknęła się o własne nogi i uderzyła głową w stół. Rozcięła sobie czoło. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że nie uchronię jej przed takimi sytuacjami.

Nie ma jednego idealnego modelu wychowania dzieci, ale nawet przy najlepszych chęciach wypadki się zdarzają, bo dzieci zawsze będą dziećmi. Odkrywają świat, uczą się na błędach i zaskakują kreatywnością. Nawet gdybyśmy chcieli, nie jesteśmy w stanie cały czas ich kontrolować. Dlatego o tym, co ważne, w Nationale-Nederlanden mówimy wprost: różne pomysły chodzą po dzieciach. Na szczęście, nawet na nieprzewidziane zdarzenia można się przygotować. Nie uchronimy Twojego dziecka przed wypadkiem, ale jeśli się wydarzy, dzięki ubezpieczeniu, wesprzemy Cię w jego powrocie do zdrowia. Zobacz, jak to działa.

SURPRISE