Nowa Zelandia łapie swoje górskie świeże powietrze w butelki i sprzedaje chętnym za 99 dolarów

„Pure Fresh New Zeland Air” to skompresowane powietrze pochodzące z Wyspy Północnej. W komplecie z prowizorycznym inhalatorem do wdychania prosto z aerozolowej butelki kosztuje prawie 100 dolarów.
.get_the_title().

Nastały smutne czasy, kiedy w radio możemy usłyszeć komunikat, żeby w miarę możliwości nie wychodzić na zewnątrz. Związane jest to oczywiście z natężeniem smogu w powietrzu. To problem, z którym ostatnimi laty borykają się mieszkańcy dużych miast. Niektórzy rezygnują ze spaceru, a inni decydują się na zakup maseczki anty-smogowej. Dla pozostałych ocaleniem może się okazać Nowa Zelandia i jej produkt – świeże powietrze.

Firma Kiwiana – producent tego aerozolu – zapewnia, że sprzedawane powietrze zostało zebrane w nowozelandzkich górach, powyżej linii śniegu, setki kilometrów od cywilizacji czy jakiejkolwiek działalności człowieka.

Twierdzi też, że to najświeższe powietrze, jakim kiedykolwiek będzie nam dane oddychać. W to ostatnie jesteśmy w stanie uwierzyć, choć umówmy się – obecnie poprzeczka nie jest zawieszona jakoś szczególnie wysoko.

Źródło: Kiwiana.co

Produkt kosztuje 99 dolarów i ma wystarczyć na 130-140 “głębokich wdechów”. Niemało, choć taniej niż wyprawa do Nowej Zelandii. Póki jednak powietrze, które nas otacza jest, mimo wszystko, zdatne do oddychania, zostaniemy przy tej opcji.

Zaoszczędzone pieniądze odłożymy na czasy dystopijnej przyszłości, kiedy być może faktycznie powietrze będzie towarem deficytowym.

Kiwiana nie jest prekursorem w temacie handlu powietrzem. Brytyjska firma Aethear już od pewnego czasu pakuje biosferę do słoika i sprzedaje po 80 funtów za sztukę. Powietrze z Somerset, Dorset i Walii znajduje klientów na rynku chińskim. Trochę tak podejrzewaliśmy, że jeśli gdzieś się znajdzie na to popyt, to właśnie tam.

via GIPHY

Martwimy się tylko, czy oddychanie się taką świeżynką nie będzie szokiem dla – jakby nie było – nieprzyzwyczajonego do takich czystych klimatów organizmu. Jesteśmy jednak w stanie podjąć to ryzyko, więc jeśli Kiwiana zechce podesłać nam produkt, albo nawet próbkę – tak na jedno sztachnięcie się – to obiecujemy zrobić relację z testów.

Tekst: Kinga Dembińska

SURPRISE