Profile Kanyego Westa na Instagramie i Twitterze zostały zablokowane ze względu na jego antysemickie wpisy

Prowokacja, odklejka, dwubiegunowość, szczere poglądy, a może jeszcze coś innego? Co dzieje się ostatnio z jedną z ikon współczesnej popkultury?
.get_the_title().

O tym, że Kanye West, czy też Ye, ma w zwyczaju medialne ‘jeżdżenie po bandzie’, wiemy wszyscy. W ostatnim czasie jego aktywność – nie tylko sieciowa – jest już jednak nie tyle kontrowersyjna, co po prostu dziwna i budząca niesmak. Najświeższą falę krytyki artysta zapoczątkował, prezentując w trakcie paryskiego pokazu Yeezy godzące w wiadomy ruch koszulki ‘White Lives Matter’. Jednym z wielu oburzonych taką postawą okazał się raper i producent Diddy, który poprosił Westa o rozmowę na ten temat. Efekt? Muzyk doczekał się dedykowanego mu specjalnie wpisu na Instagramie (dziś już oczywiście zdjętego) o treści: ‘To nie jest gra. Zamierzam użyć Cię jako przykładu mającego pokazać Żydom, którzy kazali Ci do mnie zadzwonić, że nikt nie jest w stanie mnie zastraszyć, ani na mnie wpłynąć’.

Już następnego dnia autor ‘My Beautiful Dark Twisted Fantasy’ na blokadę (w obu przypadkach pewnie tymczasową) zapracował sobie na Twitterze. Wszystko za sprawą kuriozalnego posta, w którym wypowiedział wręcz społeczności żydowskiej wojnę, powołując się na trzeci poziom gotowości bojowej sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych, czyli DEFCON 3 (w tym trybie armia jest gotowa do mobilizacji w 15 minut). Pozwolił sobie także na, jakże subtelną, grę słów, podmieniając Defcon na ‘death con’.

W tym samym wpisie Ye stwierdził też, że (sic!) nie można go postrzegać jako antysemity, gdyż ciemnoskórzy ludzie również są właściwie Żydami.

Z całością możecie zapoznać się poniżej.

Jeśli dodać do tego choćby niedawne zarzuty Westa wobec byłego prezydenckiego doradcy Jareda Kushnera, że organizował Porozumienia Abrahamowe dla zbijania kasy, wyłania się pełen obraz jego aktualnej antysemickiej obsesji. Prawnicy już odgrażają się podjęciem działań w sprawie nienawiści rasowej i szczucia.

Czy powyższe wpisy to tylko efekt mroczniejszych momentów w trakcie zmagań artysty z dwubiegunówką, czy też wyrachowana gra z mediami ukierunkowana na prowokację i wzbudzenie zainteresowania?

A może, co dla wielu fanów jego muzyki byłoby pewnie bolesne, takie właśnie są poglądy Ye, zaś bycie kapitalnym twórcą i w jego przypadku pójdzie w parze z jednoczesną ideologiczną degrengoladą i stopniowym burzeniem pomnika, który sobie zbudował?

Tekst: WM
Źródło zdjęcia głównego: Nogmagazine

SURPRISE