Skip-care: pielęgnacyjny minimalizm

Do niedawna furorę robiła metoda 10-stopniowej pielęgnacji twarzy. Teraz popularność zyskuje trend, który spodoba się tym, dla których to było o jakieś 8-9 kroków za dużo.
.get_the_title().

Siedzimy w domach, praktycznie nie nosimy make-upu, niektórzy mają trochę więcej wolnego czasu i chęci, żeby coś zmienić w swoim życiu na lepsze. Można na przykład spróbować właściwie zatroszczyć się o swoją skórą i rozprawić z jej ewentualnymi problemami. Może to dobry moment, żeby w końcu zacząć używać tych wszystkich zalegających w szafkach maseczek, peelingów, mgiełek, emulsji i preparatów z witaminą C? Zwłaszcza że w głowach mamy obraz idealnej cery Koreanek, które przecież rekomendują wielostopniową pielęgnację cery.

Okazuje się jednak, że w świecie urody nastąpiła pewna zmiana i koreańscy millenialsi stawiają na skip-care, gdzie mniej znaczy więcej.

Ten nowy trend jest odpowiedzią na coraz częściej pojawiające się głosy dermatologów i ekspertów urodowych, którzy zaczęli zwracać uwagę na fakt, że często stosujemy zdecydowanie za dużo produktów do pielęgnacji. Oczywiście robimy to w dobrej wierze – teoretycznie każdy z nich posiada jakieś unikatowe właściwości i ma rozwiązywać inny problem. Ponadto mamy oddzielne produkty do stosowania pod oczy, na strefę T, całą twarz, szyję; inne na rano, na wieczór, na sezon wiosenno-letni lub jesienno-zimowy. I nie jest tak, że nagle okazało się, że to wszystko jest marketingową ściemą, bo działanie wielu czynników aktywnych i substancji zawartych w naszych kosmetykach często potwierdzone jest wieloletnimi badaniami laboratoryjnymi.

Używanie zbyt dużej ilości produktów sprawia jednak, że pielęgnacja staje się mniej efektywna. Nie jesteśmy w stanie realnie określić, które z nich tak naprawdę nam służą, a które nie, a które może nawet szkodzą.

Problem nie dotyczy jedynie wprowadzania do swojej pielęgnacji nadprogramowych, fikuśnych kosmetyków, o których istnieniu nawet byśmy nie wiedzieli, gdyby nie pokazał ich kosmetyczny influencer, lub nie pojawiłyby się w rubryczce urodowej jakiejś gazety. Nawet te bardzo podstawowe produkty, jak np. krem nawilżający, należy dobierać i stosować z rozwagą. – To dość popularne, ale błędne przekonanie, że im więcej kremu nawilżającego używasz, tym lepiej – tłumaczy Glamour Magazine ekspertka Alice Jenkins – Tymczasem nasza skóra jest w stanie wchłonąć średnio jakieś 60 proc. tego, co na nią zaaplikujemy. Nadmiar produktu pozostanie na jej powierzchni, zatykając pory, nie pozwalając swobodnie oddychać, wpływając negatywnie na działanie jej naturalnej bariery ochronnej.

Zwolennicy skip-care wyznają zasadę, że należy nie tylko ograniczyć ilość stosowanych produktów, ale też starać się zużywać te przez nas wybrane do końca, żebyśmy mieli okazję w pełni się przekonać, jakie jest ich działanie.

Ponadto ważne jest, żeby zwrócić uwagę na skład – tu też powinien obowiązywać minimalizm.

Marki prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych substancji i składników, które mają całkowicie odmienić naszą cerę i rozwiązać jej wszelkie problemy. Tymczasem dermatolodzy zwracają uwagę, że zbyt bogaty skład produktów do pielęgnacji, zwłaszcza gdy stosujemy ich kilka, może prowadzić do reakcji alergicznych skóry. I nie sposób później określić, co faktycznie nam zaszkodziło.

Skip-care zamiennie nazywa się czasem skin fasting. Taki post kosmetyczny zafundowany naszej skórze ma sprawić, że wzmocni się jej naturalna bariera ochronna, którą zbyt obfite odżywianie mogło naruszyć, czy po prostu nieco rozleniwić. Należy zadbać o to, co jest dla niej najodpowiedniejsze. Kluczowym krokiem w pielęgnacji jest zawsze właściwe oczyszczenie. To, co nakładamy na twarz później, zależy już od potrzeb naszej skóry. Może to być peeling, serum, preparat na przebarwienia, mgiełka nawilżająca.

Ważne, żeby zainwestować w możliwie małą ilość produktów – za to dobrej jakości i odpowiednio dobranych do naszej cery – i używać ich regularnie i konsekwentnie.

Wielu dermatologów opowiada się za tym, że w zupełności wystarczy 3-stopniowa pielęgnacja: oczyszczanie – tonowanie – nawilżanie. Można więc warto zacząć od tego? Taki pielęgnacyjny detoks dla skóry ma jeszcze taką zaletę, że oszczędzamy pieniądze wydawane na pielęgnację. Kupujemy mniej, ale i w naszych szafkach robi się porządek i nie ma obaw, że za klika miesięcy znajdziemy tam otwarte, użyte ledwo kilka razy, a już przeterminowane kosmetyki.

Jeśli więc podczas kwarantanny nie uczycie się nowych języków, nie pieczecie chleba ani nie ćwiczycie bicka, to możecie zaskoczyć swoich znajomych piękną, promienistą cerą i to dzięki – bardzo dosłownie – minimalnemu wysiłkowi.

Zdjęcie główne: film “Faworyta”
Tekst: KD

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook