“Wspomnienia z dzieciństwa pozwalają mi luźniej podejść do wychowania moich córek”

To oczywiste, że nie jesteś w stanie ustrzec dziecka przed wszystkim zagrożeniami. Upadki się zdarzają i zdarzać będą - to normalna kolej rzeczy - opowiada nam Malwina Obrzut, założycielka bloga Nanuszka.
.get_the_title().

Malwina Obrzut od 4 lat prowadzi bloga pod nazwą Nanuszka, a jej Instagramowe konto ogląda już prawie 50 tys. osób. Na tych kanałach wiele zdradza na temat swojego podejścia do macierzyństwa, ale postanowiliśmy ją zapytać o rzeczy, które często przysłaniają radość z bycia rodzicem – strach o własne dziecko i obawy przed jego porażką.

F5: Jesteś mamą dwóch dziewczynek, fotografką i blogerką. W dodatku aktualnie nadzorujesz prace przy budowie swojego nowego domu i, jakby tego było mało, ruszyłaś właśnie z własną firmą! Nudziłaś się, że wzięłaś sobie tyle na głowę?

Nanuszka: Idealnie to ujęłaś! Z natury jestem osobą bardzo energiczną i kreatywną. Dużo mówię i uwielbiam nawiązywać nowe znajomości. Nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu, bo zawsze dużo się w naszym domu działo. Dzieci, praca (mój mąż jest fotografem, ja od 4 lat prowadzę swojego bloga), a jeszcze jesteśmy w trakcie wykańczania domu, o czym zresztą marzyliśmy od dawna. To będzie nas azyl, nasze miejsce dla nas dla dzieci. Jednak, mimo wielu codziennych obowiązków, ruszyłam ze swoją marką odzieżową dla dzieci Ohmess, która prowadzę ze swoją wspólniczką. Pomysł na nią rodził się w mojej głowie już dawno temu, ale dopiero teraz odważyłam się zrobić krok i stworzyć coś własnego. To świetne doświadczenie, bardzo budujące. Ten rok jest pełen nowych wyzwań. Mam nadzieję, że podołam im wszystkim.

Opowiedz jak sobie radzi mama dwójki dzieci w takiej sytuacji? Planowanie na bieżąco, czyli chaos kontrolowany, czy też pełna organizacja z plannerem w ręku?

Planner? Nawet nie mam czasu go prowadzić! Nigdy nie należałam do osób, które wszystko robią od linijki, a nasze córki też nie mają stałego rytmu dnia. Starsza Nadia chodzi do przedszkola, więc w ciągu dnia jestem sama z Gają. Mam wtedy więcej czasu na domowe obowiązki, spacer czy odpisanie na maile, kiedy mała ma akurat drzemkę. Oczywiście są momenty, kiedy jesteśmy wszyscy razem – wtedy Nadia ma wagary, a Michał akurat obrabia zaległe sesje. Oboje mamy wolne zawody i to nam ułatwia codzienne życie, bo wymieniamy się z Michałem obowiązkami i opieką nad dziećmi. Sporo rzeczy planujemy jednak w większości przypadków jest to zdecydowanie chaos kontrolowany, w którym każdy z nas świetnie się odnajduje.

Powiedz jak zmieniły twoje życie dzieci? 

Od kiedy zostałam mamą w moim życiu zaszły ogromne zmiany. Świadomość, że jestem odpowiedzialna za drugiego człowieka sprawiła, że stałam się dużo bardziej dojrzała i świadoma. Z wielu rzeczy musiałam zrezygnować, ale niczego nie żałuję. Uwielbiam być mamą i nie wyobrażam sobie nie mieć dzieci. Córki sprawiły, że dopiero teraz wiem, jak ważna jest dla mnie rodzina.

Nie zastanawiam się ”co by było gdyby” – jestem mamą dwójki cudownych dziewczynek, mam wspaniałego faceta, więc krótko mówiąc wygrałam życie!

Jakie są największe wyzwania w byciu rodzicem? Co cię najbardziej zaskoczyło w byciu matką?

Nie ma dnia żeby takich wyzwań nie było. Bycie mamą to jak jazda na rollercoasterze – mieszanka uczuć i emocji, którą jest w stanie zrozumieć tylko druga matka. Nie wiem, czy najbardziej zaskakujące, ale chyba najbardziej przytłaczająca (szczególnie w pierwszych tygodniach bycia mamą) była świadomość ogromnej odpowiedzialności, jaka na nas ciążyła i ciąży nadal. Na początku to było stresujące – nie masz żadnego doświadczenia, ale wiesz, że w kryzysowej sytuacji nie wyjdziesz i nie zamkniesz za sobą drzwi. Musisz dać z siebie 200%.

Na jakich dorosłych chciałabyś wychować swoje dzieci? 

Chciałabym, żeby dziewczynki wyrosły na silne i odważne kobiety. Żeby wierzyły w siebie i się nie poddawały. Wspierały się i pielęgnowały więź, którą w nich rozbudzamy.

Chciałabym także, żeby w życiu niczego nie żałowały i były pewne siebie – ale nie zarozumiałe. By każda z nich szła swoją własną drogą, ale żeby nadal były dla siebie takimi siostrami, jakimi są dzisiaj.

Starasz się dawać swoim dziewczynkom sporo wolności? Jak ustrzec się przed pułapką nadmiernej kontroli?

To ciężki temat. Jako rodzic staram się dać swoim dzieciom tyle wolności, ile potrzebują, ale jednocześnie boje się o nie każdego dnia. Staram się ich nie ograniczać i dać im przestrzeń na rozwój. Zwłaszcza, że różnią się od siebie i mają inne potrzeby. Nadia jest uparta, ale przy tym bardzo wrażliwa, a Gaja otwarta, wesoła. Można powiedzieć, ze Gaja ma duszą małej artystki, przez co rozbraja nas na każdym kroku i w rezultacie na wiele rzeczy się zgadzamy.

Oboje jednak staramy się być konsekwentni. Trochę to trwało nim udało nam się wypracować plan działania jednak teraz mam poczucie, że panujemy nad wieloma sprawami i dużo łatwiej przychodzi nam ich wychowanie.

Nie wiem, co będzie w przyszłości, kiedy obie będą nastolatkami, tzn. czy uda mi się oprzeć chęci kontrolowania ich. Jednak wiem, że kiedy w rodzinie jest zaufanie to dużo łatwiej przejść przez problemy.

Dzisiejsi rodzice mają tendencję do nadmiernej kontroli, jednak coraz więcej mówi się o tym, aby zwrócić dzieciakom trochę wolności.Ruchy typu childhood unplugged przypominają, że maluchy muszą mieć kontakt z naturą i swobodę w poznawaniu świata – należy pozwalać im ubrudzić się, a nieraz nawet sparzyć. Walczysz czasem ze sobą, żeby nie powiedzieć “nie rób”, “nie wchodź tam”, “nie biegnij, bo się wywrócisz”? Nie wydaje ci się, że nasz okres dorastania, a naszych dzieci kompletnie do siebie nie przystają?

To prawda! Ja wychowywałam się w typowym blokowisku, gdzie po szkole dzieciaki wisiały na trzepakach, właziły na drzewo, czy bawiły się na dworze do późna. Nikt nie panikował, nie latał za tobą i nie zapinał w szelki (o zgrozo!). Na szczęście moje córki wychowują się dość przyjaznej dla nich okolicy – od prawie roku mieszkamy w Aninie, gdzie mam wrażenie, że czas płynie wolniej. Dużo zieleni, parki place zabaw sprawiają, że coraz częściej widujesz dzieciaki grające w gumę, biegające przed domem, czy jeżdżące na rowerach.

Wspomnienia z dzieciństwa pozwalają mi trochę luźniej podejść do wychowania moich córek.

Dodatkowo po narodzinach mojego drugiego dziecka, nabrałam więcej dystansu i pewności siebie – zdecydowanie pozwalam im na więcej bez obaw, że coś się stanie. Oczywiście bacznie obserwuję i jestem w pogotowiu, ale nie stoję nad nimi gorączkowo i nie pomagam Gai za każdym razem, kiedy chce wejść na zjeżdżalnię. Myślę jednak, że takie podejście przychodzi dopiero z czasem.

Dzieciaki potrafią napędzić stracha, a upadki i wzloty są nieuniknione.

To oczywiste, że nie jesteś w stanie ustrzec dziecka przed wszystkim zagrożeniami. Upadki się zdarzają i zdarzać będą – to normalna kolej rzeczy. Idealnym przykładem będzie temat, który od kilku dni jest u nas na tapecie, czyli nauka jazdy na rowerze. Michał odpiął boczne koła w rowerku Nadii i pokazywał jej, jak utrzymać równowagę bez nich.

Mimo kasku i ochraniaczy zaliczyła kilka wywrotek, dlatego był płacz i rzucanie rowerem. Kiedy odpuściliśmy na kilka dni, sama przyszła i powiedziała, że jest gotowa na kolejne próby.

Dajmy dzieciom możliwość sparzenia się – to najlepsza nauka. Bez tego nie będziemy w stanie wypuścić ich później w dorosły świat.

Niechybnym kosztem takiego podejścia i chęci dania wolności dzieciakom jest większe prawdopodobieństwo wypadków. Mieliście taką sytuację, że się przestraszyłaś, że coś mogło się stać dzieciakom? 

Było kilka upadków, przy których najadłam się strachu, jednak wszystkie zawsze dobrze się kończyły. Nie uchronisz dzieci przed wszystkim – tak naprawdę nawet będąc z nimi w domu może zdarzyć się coś, czego nie przewidzisz. I choć ciężko czasem zachować zdrowy rozsądek to nadmierna panika w niczym też nie pomoże. Nie ma złotego środka, rodzicielstwo to prawdziwa lekcja życia. Nie ma lekko!

Nie ma jednego idealnego modelu wychowania dzieci, ale nawet przy najlepszych chęciach wypadki się zdarzają, bo dzieci zawsze będą dziećmi. Odkrywają świat, uczą się na błędach i zaskakują kreatywnością. Nawet gdybyśmy chcieli, nie jesteśmy w stanie cały czas ich kontrolować. Dlatego o tym, co ważne, w Nationale-Nederlanden mówimy wprost: różne pomysły chodzą po dzieciach. Na szczęście, nawet na nieprzewidziane zdarzenia można się przygotować. Nie uchronimy Twojego dziecka przed wypadkiem, ale jeśli się wydarzy, dzięki ubezpieczeniu, wesprzemy Cię w jego powrocie do zdrowia. Zobacz, jak to działa.

SURPRISE