Wulkany, gwiazdy i kamieniołomy

Czy wiecie, że w Polsce istnieje Kraina Wygasłych Wulkanów? Robert i Kasia, o których projekcie VanLife pisaliśmy wielokrotnie, wybrali się ich szlakiem. Zobaczcie relację z tej wyprawy.
.get_the_title().

Po latach pracy w branży modowej i prowadzeniu własnych biznesów Robert i Kasia Ceranowicz poczuli, że potrzebują oddechu i spokoju. Razem z dwójką dzieci zaczęli jeździć po Polsce i prowadzić autorski projekt fotograficzno-podróżniczy ‘W drodze’. Od zawsze lubili odkrywać nowe miejsca, nawet te niezbyt odległe. W końcu takich niepoznanych zakątków jest wciąż jeszcze w Polsce bardzo dużo. Wystarczy spakować się do samochodu i wyjechać na kilka dni. Zapakowali się więc w MINI Countryman i ruszyli w drogę w ramach wspólnego projektu VanLife. Zabrali ze sobą montowany namiot dachowy – dzięki czemu mogą spać wszędzie; bez ograniczeń odkrywać dzikie zakątki Polski. Robert dokumentuje wszystko zdjęciami natury. Naszym zdaniem to najlepsze konto instagramowe tego typu w Polsce – zapis życia, pasji i podróży.

Tym razem wybrali się na Dolny Śląsk, ich kolejne ulubione miejsce na mapie Polski. Poprzednio pokazywali nam Puszczę Augustowską i Puszczę Romincką, porównywaną klimatem do tajgi.

Lato w tym roku nas nie rozpieszczało, było raczej chłodno i deszczowo, a może to my wybieraliśmy złe kierunki. Idąc tropem pogody, wybraliśmy południowy-zachód, gdzie zawsze jest cieplej i bardziej słonecznie. Wiecie, jak to jest – kiedy na Suwalszczyźnie jest wiecznie zimno, a w Warszawie leje, w lewym dolnym rogu mapy mamy 23 stopnie i słońce. Dolny Śląsk! To nie pierwszy raz, kiedy tam jedziemy, ale to kraina, która zawsze zaskakuje nas liczbą atrakcji na kilometr kwadratowy.

1. Kraina Wygasłych Wulkanów (Pogórze Kaczawskie)

Pierwsze dwie noce spędzamy w Parku Krajobrazowym Chełmy, szwendamy się po lesie i odwiedzamy krajobrazy rodem z ‘Gry o Tron’, gdzie niepozorne wzgórza poprzecinane są głębokimi wąwozami. Ruszamy oglądać wulkany, a raczej ich pozostałości, które tworzą bajkową wręcz scenografię. Tak, tak w Polsce są wulkany, tyle, że już dawno wygasłe. Jedziemy więc przez Krainę Wygasłych Wulkanów (rozciąga się od Jawora po Wleń), pogoda dopisuje, a my robimy przystanek na zboczu wulkanu. Wyciągamy kawę, ciastka z lokalnej cukierni i maliny kupione prosto z pola. Jest idealnie. Krętymi drogami przemieszczamy się na podnóże Karkonoszy. Na nocleg znajdujemy absolutnie mistrzowską miejscówkę, pniemy się najpierw asfaltową drogą, która przechodzi w szutrową, którą jedziemy aż do jej końca. Tam na wielkiej łące, z widokiem na gasnący powoli dzień, za kępą drzew ustawiamy swój MINI dom na kółkach. Noc jest już typowo sierpniowa, przenikliwie zimna, za to bezchmurna, a widok rozgwieżdżonego nieba powala.

2. Kamieniołomy, czyli strzał w dziesiątkę

Dolny Śląsk oprócz bajecznych widoków i pięknej architektury obfituje w kamieniołomy. Trochę nam zajmuje ustalenie, gdzie najlepiej się udać, ale na koniec czeka nas nagroda. Lądujemy na polskiej Jamajce. Spędzamy tu 2 dni, wylegujemy się w hamakach, kąpiemy w krystalicznej górskiej wodzie i cały czas nie możemy uwierzyć, że jesteśmy tylko 400 km od domu. Jednocześnie robimy rozeznanie wśród napotkanych ludzi, gdzie ruszać dalej. Ale ponieważ kamieniołomy całkowicie nas zachwyciły, na kolejną noc przenosimy się zaledwie kilkanaście kilometrów dalej, tym razem trafiając na bardziej księżycowy krajobraz. Kamieniołom jest ogromny, ale trochę mało przytulny; czujemy się jak we wnętrzu Ziemi. Kiedy już mamy stamtąd uciekać w poszukiwaniu miejsca na nocleg, dostrzegamy zarośniętą drogę uciekająca w górę wyrobiska. To okazuje się strzałem w dziesiątkę, trafiamy do zapomnianej i na pewno dawno nie eksploatowanej części kamieniołomu. Śpimy we wnętrzu wyrobiska, ale otacza nas las.

3. Góry Stołowe, czyli klasyk

Na koniec zostawiamy sobie klasyk, czyli Góry Stołowe – miejsce znane i popularne, ale za każdym razem zaskakujące. Mając już pewne doświadczenie w tym terenie, trzymamy się z boku, omijamy najbardziej znane szlaki, poruszamy się poza ‘godzinami szczytu’ ruchu turystycznego. Efekt, jaki chcemy uzyskać, czyli przeżywanie tej wyprawy możliwie najbardziej intymnie, zostaje osiągnięty. Ja tylko nadal nie mogę uwierzyć, skąd tam tyle kamieni.

TRAVEL