5 najważniejszych premier festiwalu Sundance, na które warto czekać

Prześwietlamy kilka najciekawszych propozycji z zakończonego właśnie święta fanów kina niezależnego.
.get_the_title().

Za nami 34. edycja Sundance Festival, czyli prawdziwego święta wszystkich sympatyków kina niezależnego. W obfitej puli nagrodzonych filmów znalazło się wiele tytułów z potencjałem na to, by już niedługo podbić serca widzów na całym świecie. Jeśli fabularne zawiłości „Wynalazku” Shane’a Carrutha stawiacie sobie ponad rozbuchanie „Gwiezdnych wojen”, a zagwozdki ludzkiej psychiki ponad podpartą milionowymi budżetami akcję i wybuchy, poniższe propozycje powinny okazać się warte waszej uwagi!

1. „Kelebekler”, reż. Tolga Karaçelik

Nagroda za najlepszy film fabularny ze świata według jury. Na „Butterflies”, bo ten enigmatyczny tytuł to po prostu “motyle”, składa się wszystko to, co w Sundance lubimy najbardziej. Mamy Turcję, a więc jednak swego rodzaju kinową egzotykę, skąd często docierają do nas świetne produkcje (jak choćby „Zimowy sen”), przytłaczającą emocjonalnie historię o próbującej się zjednoczyć rodzinie, a wszystko to podszyte czarnym humorem, który tylko uwydatnia problemy bohaterów.

W końcu nieczęsto pierwszoplanową postacią w mocujących się z bólami egzystencji filmach jest… astronauta-imigrant, prawda?

2. „Of Fathers and Sons”, reż. Talal Derki

Tegoroczna edycja festiwalu obrodziła w obrazy – w większości dokumenty – poruszające istotne problemy społeczne, takie jak niewolnictwo dzieci („Kailash”), molestowanie seksualne („The Tale” z Laurą Dern) czy nawet deficyt wartościowych i życzliwych ludzi w mediach („Won’t You Be My Neighbor”). Jednym z najmocniejszych punktów z pewnością okazało się „Of Fathers and Sons”, wyróżnione jako najlepszy film dokumentalny ze świata. Film pokazuje złożoność konfliktu wewnętrznego w Syrii oraz tego, w jaki sposób radykałowie sieją tam terror, zmuszając często spokojniejszą i wykształconą część społeczeństwa do wyjazdu.

3. „The Miseducation of Cameron Post”, reż. Desiree Akhavan

Zwycięzca w konkursie na najlepszy film amerykański, czyli chyba najbardziej medialnej – o ile w kinie niezależnym można o takiej mówić – kategorii. Wydaje się, że produkcja ta ma szansę okazać się swoistym dopełnieniem historii z „Moonlight”, a może nawet ułoży się z nią w specyficzny dyptyk.

Film traktuje o problemach dziewczyny, która okazuje się być lesbijką, co diametralnie odmienia sposób, w jaki jest odbierana przez rodzinę i dotychczasowych znajomych.

Akhavan, zamiast uproszczeń i banałów, koncentruje się tu na licznych psychologicznych subtelnościach, próbach budowania przez bohaterkę świadomości własnego ja oraz na napotykanym przez nią zewsząd niezrozumieniu i wykluczeniu w związku z jej odmiennością. W głównej roli występuje bardzo chwalona Chloe Grace Moretz, zaś w obsadzie znajdziemy między innymi Sashę Lane, która zabłysnęła świetną rolą w „American Honey”.

4. „Burden”, reż. Andrew Heckler

Inspirowany prawdziwymi wydarzeniami film o tytułowym Mike’u Burdenie, który jako sierota został przygarnięty i wychowany przez Ku Klux Klan, gdzie stopniowo zaczął zyskiwać coraz ważniejszą pozycję. W chwili gdy się zakochał, postanowił jednak odejść z rasistowskiej organizacji, za co ta poprzysięgła mu krwawą zemstę. Jak potoczą się dalsze losy bohatera?

Tytuł wygrał główną nagrodę publiczności.

5. „Summer of 84”, reż. Anouk Whissell, François Simard, Yoann-Karl Whissell

Na sam koniec coś nieco lżejszego. Odruchowo uruchamia się w was nostalgiczny nastrój na samą wzmiankę o kinie i muzyce lat 80.? Wehikułem czasu do wspomnień z dzieciństwa jest dla was „The Goonies” czy będące dla niego swoistym hołdem „Stranger Things”? Jeśli tak, „Summer of 84” powinno idealnie wpisać się w wasz gust.

Tak naprawdę już pierwsze sekundy teasera mówią wprost, czego możemy się spodziewać – dzieciaki na rowerach, szalone, napędzane wyobraźnią przygody i mroczna tajemnica do rozwikłania.

Tekst: Wojciech Michalski

TU I TERAZ