5 polskich filmów, które namieszają ci w głowie

Te rodzime produkcje nie pozwalają o sobie zapomnieć.
.get_the_title().

1. Diabeł – Andrzej Żuławski, 1972

THE DEVIL (Andrzej Zulawski, 1972) from Spectacle Theater on Vimeo.

Andrzeja Żuławskiego śmiało można nazwać polskim Davidem Lynchem, tyle że wiele ze swoich dzieł stworzył jeszcze przed falą sukcesów Amerykanina. Do takich właśnie filmów należy ‘Diabeł’. Z jednej strony mamy tutaj zabójstwa, spiski, orgie, szaleństwo, cierpienie, sekrety, zdrady i tytułowe siły nadprzyrodzone. Z drugiej – wspaniałe aktorstwo (Wojciech Pszoniak!), zdjęcia (chłód zaśnieżonych lasów odczuwalny na własnej skórze), mroczny klimat i wyszukaną metaforykę, w której łatwo się pogubić. Nic dziwnego, że obraz na dzień dobry doczekał się… bana na szesnaście lat i zaczął być wyświetlany dopiero w 1988 roku. Czym, oprócz szalenie śmiałych jak na nasze ówczesne kino scen, podpadł władzom twórca? Oczywiście niewygodnymi pod względem politycznym fabularnymi mrugnięciami oka do widza, które działały na cenzorów jak płachta na byka. Przy okazji ‘Diabła’ grzechem byłoby też (ależ to brzmi w tym kontekście) nie napomknąć o innej, równie intensywnej produkcji reżysera, czyli niewiele późniejszym ‘Opętaniu’. Pamiętacie odchodzącą od zmysłów Isabelle Adjani?

2. Angelus – Lech Majewski, 2000

Lech Majewski dokonał,wydawałoby się, niemożliwego, czyniąc ze śląskich krajobrazów przekonującą pod względem wizualnym przestrzeń dla spójnego, fantastycznego świata przesiąkniętego proroctwami, magią i… gwarą. Często określa się ten silnie zakotwiczony w malarstwie film jako polskie ‘Sto lat samotności’ i rzeczywiście jest to bardzo obrazowy trop. Poczucie humoru balansuje tu momentami na granicy przyzwoitości, a zupełnie wykrzywiona rzeczywistość i niepodrabialny sposób narracji od samego początku historii pozwalają w pełni zanurzyć się w przedziwnym uniwersum. Czy uda się uratować Ziemię przed promieniem z Saturna, który ‘ma w nią dupnąć’? Warto przekonać się samemu, bo to przecież sprawa życia i śmierci!

3. ‘Pętla’ – Wojciech Jerzy Has, 1957

Wiele filmów przedstawiało ludzkie dramaty związane z alkoholizmem, ale naprawdę mało który zrobił to w sposób tak bezpośredni i turpistyczny jak oparta na opowiadaniu Marka Hłaski ‘Pętla’. Tutaj po prostu wszystko jest depresyjne, a napięcie i przygnębienie rośnie wraz z każdą kolejną sekundą, którą główny bohater spędza bez kieliszka w dłoni. Has osiągnął tak przytłaczający efekt między innymi poprzez konsekwentne eksponowanie niezwykle ponurego, szarego otoczenia. Odrapane, rozlatujące się kamienice, brud, kałuże, zaniedbane osiedla, płaczące deszczem niebo oraz unoszący się w powietrzu nastrój ogólnej beznadziei są bardzo symboliczne i stanowią idealne odzwierciedlenie tego jak postrzega świat odgrywany przez Gustawa Holoubka Kuba. Gdy docieramy do zakończenia pozostaje tylko świadomość, że ciężkie dla psychiki sceny będziemy mieć gdzieś z tyłu głowy już zawsze. W dorobku Hasa znajduje się też wiele innych produkcji idealnie pasujących do analogicznego zestawienia, tak jak lokujące się w ścisłym topie światowego surrealizmu filmy ‘Rękopis znaleziony w Saragossie’ czy ‘Sanatorium pod klepsydrą”. Już sama scenografia zwala w nich z nóg. Warto!

4. Wszystko może się przytrafić – Marcel Łoziński, 1995

Sześcioletni chłopiec przysiadający się do starszych ludzi w parku i uroczo, acz bezceremonialnie, zagajający ich o najbardziej intymne szczegóły z życia oraz poglądy na sprawy ostateczne? Z mało którego filmu bije tak niezwykły autentyzm i naturalność jak z tej produkcji. Raptem czterdziestominutowy seans wzbogaci nas duchowo i przypomni nam o niezwykłości tego, że w ogóle jesteśmy znacznie lepiej niż tak popularne dzisiaj konsultacje z coachami. Nad produkcją unosi się dodatkowo ten wyjątkowy duch lat dziewięćdziesiątych, o którym tak pięknie opowiada nam ostatnio Olga Drenda. ‘Wszystko może się przytrafić’ przełącza w głowie jakiś pstryczek i szkoda tylko, że zdecydowanej większości wyjątkowych bohaterów tego filmu pewnie już z nami nie ma.

5. Sarnie żniwo, czyli pokusa statuetkowego szlaku – Bartosz Walaszek, 2006

Zrobić film inteligentnie żenujący i do tego przezabawny to prawdziwa sztuka, a “Sarnie żniwo…”, jak sugeruje już sam tytuł, sprawdza się w tym kontekście znakomicie. Czekają tu na nas między innymi kultowe dialogi, postacie, które po seansie na dobre zadomowią się w naszych wspomnieniach czy walki, których nie powstydziliby się najwięksi mistrzowie gatunku. A jako wisienka na torcie – najwybitniejsza scena pościgu samochodowego w historii polskiego kina przy akompaniamencie… pociesznego fińskiego disco. Fani rodzimych dźwięków również nie powinni być rozczarowani – ostatecznie, jak rekomenduje lokalną kapelę jeden z bohaterów: ‘Bardzo dobry zespół, grają jakby nic innego w życiu nie robili’.

Tekst: Wojciech Michalski

TU I TERAZ