5 powodów, dla których musisz obejrzeć “The End of the F***ing World”

Serial, który w ostatni piątek pojawił się w ofercie Netflixa, szybko zyskał wielką popularność i przychylność krytyków. Wyjaśniamy, na czym polega fenomen tej produkcji.
.get_the_title().

“The End of the F***ing World”, który w ostatni piątek pojawił się w ofercie Netflixa, szybko zyskał wielką popularność i przychylność krytyków. Nie wszyscy wiedzą, że serial wyprodukował brytyjski Channel 4 i tam właśnie można było go wcześniej obejrzeć. Dopiero dystrybucja Netflixa przyniosła mu rozgłos i etykietkę produkcji, którą warto znać. Dlaczego? Wyjaśniamy w pięciu punktach.

1. Kolejny niegrzeczny serial od Channel 4

Channel 4 to kopalnia seriali dla widzów, którzy lubią zderzać się z kontrowersyjnymi tematami podanymi w nieoczywistej formie. To właśnie tam powstał kultowy już “Queer as Folk” oraz “Skins”. Brytyjska stacja eksperymentuje z gatunkami i scenariuszami produkowanych seriali. Współpraca z Netflixem to doskonały pomysł, który zaowocował serialem dla młodych ludzi ceniących czarny humor, zaskakującą fabułę i doceniających obecność utalentowanych młodych aktorów w obsadzie.

“The End of the F***ing World” zaczyna się od wyznania 17-latka, który sądzi, że jest psychopatą. Mamy więc trzęsienie ziemi, a z czasem napięcie rośnie.

2. Wybitna młoda obsada

Alex Lawther, występujący w trzecim sezonie “Black Mirror” w odcinku “Shut Up and Dance”, tym razem wciela się w postać nastolatka outsidera, stroniącego od ludzi i pielęgnującego w sobie przekonanie, że jest psychopatą. Jego plany uśmiercenia człowieka krzyżuje poznanie Alyssy, chociaż przez dłuższy czas to właśnie ta znajomość służy Jamesowi do trenowania technik z zakresu próby dokonania morderstwa.

Partneruje mu Jessica Barden znana z “Penny Black”. Jej rola jest równie ciekawa, co Alexa. Gra dziewczynę mocno zbuntowaną przeciwko matce, ojczymowi i ich nudnemu drobnomieszczańskiemu życiu.

Bohaterowie szukają zmian i wybierają się w podróż ku dorosłości, choć nie są do tego w żaden sposób przygotowani.

3. Adaptacja komiksu Charlesa Forsmana

Osiem 20-minutowych odcinków nasączonych jest zawrotną akcją. Przypomina to kolejne karty komiksu wypełnione licznymi dymkami. Bez doskonałych dialogów serial nie byłby bowiem nawet w połowie tak udany. Bohaterowie rozmawiają w sposób naturalny, niewymuszony, ale równocześnie pełen zabawnych ripost. Nie ograniczają ich również żadne konwencje społeczne, co w rezultacie sprowadza na młodocianych uciekinierów sporo kłopotów.

4. Komedia romantyczna w nowych dekoracjach

Mimo że w serialu dominuje czarny humor, spora dawka niezręczności i bolesnych konfrontacji z tym, co znaczy dorosłość, “The End of the F***ing World” to także komedia romantyczna czy po prostu dosyć zabawna historia romansowa. Postaci niby wprost rozmawiają o seksie, dowodząc swojej odwagi obyczajowej, ale równocześnie czują się zażenowane prowadzonymi przez siebie rozmowami na ten temat.

5. Ścieżka muzyczna

Jedną z wielu muzycznych perełek jest cytat z “Pulp Fiction”. Chodzi o utwór “Lonesome Town”. Na ścieżce dźwiękowej “The End of the F***ing World” znajduje się również wiele innych niespodzianek, jak utwór “Laughing on the Outside” w wykonaniu Bernadette Carroll lub też “We Might Be Dead By Tomorrow” Soko.

Muzyka stanowi ważną część życia postaci i widać to w wyborze repertuaru, który słyszymy na ścieżce dźwiękowej.

To będzie jeden z lepszych roadtripów, w których ostatnio uczestniczyliście. Warto – i to nie tylko, gdy macie 17 lat i bawi was naburmuszony świat dorosłych, którzy nie potrafią już być szczęśliwi.

Tekst: Małgorzata Major

TU I TERAZ