5 powodów, dla których warto wybrać się do kin na „Player One”

Nowy film Stevena Spielberga ma szansę stać się kolejnym kultowym blockbusterem w dorobku reżysera.
.get_the_title().

Już dziś w polskich kinach ma swoją premierę wyczekiwana przez wielu najnowsza produkcja Stevena Spielberga – „Player One”. Jej fabuła, oparta na książce Ernesta Cline’a o tym samym tytule, skupiona jest na losach mieszkańców wyeksploatowanej i zdewastowanej Ziemi z 2045 roku, na której formą ucieczki stała się dla ludzi wirtualna rzeczywistość o wdzięcznej nazwie OASIS (są tu jacyś sympatycy muzycznej twórczości braci Gallagherów?). Bohaterowie zanurzają się więc bez reszty w alternatywnym i rządzącym się własnymi regułami świecie, który szybko okazuje się mieć ogromny wpływ także na realne wydarzenia.

Czy mogący się pochwalić przepotężną, pełną wzlotów i upadków filmografią Spielberg stanął na wysokości zadania i zaserwował widzom kolejny kultowy w swoim dorobku blockbuster? Oto 5 powodów, dla których warto wybrać się na seans i sprawdzić samemu.

1. Wizja niedalekiej przyszłości

fot. cartoonbrew.com

Lęki związane z doprowadzeniem naszej planety do ruiny – czy to przez nieodpowiedzialne gospodarowanie zasobami, czy przez szereg niespodziewanych kataklizmów – na poziomie intuicyjnym towarzyszą pewnie każdemu z nas. Także gwałtowny (niekontrolowany?) rozwój wirtualnej rzeczywistości staje się coraz bardziej palącym problemem.

Oprócz walorów rozrywkowych, „Player One” ma więc także szansę, by zostać wartościową przestrogą i odbiciem bieżącego zeitgeistu – oczywiście, o ile ten wydźwięk nie zostanie spłycony na rzecz samej rozrywki, ale mamy nadzieję, że, kto jak kto, ale Spielberg wie, co robi.

2. Liczne popkulturowe cytaty

Główna oś fabularna, o czym można wnosić już po samym zwiastunie i zapowiedziach, stanowi tu pretekst do prawdziwej żonglerki cytatami z popkultury. Z jednej strony Goro z Mortal Kombat, wydostający się z brzucha Obcy czy… Minecraft. Z drugiej King Kong, T-Rex z Parku Jurajskiego, ale i soundtrack, na który składają się choćby utwory Van Halen czy Depeche Mode. Można więc oczekiwać dużej dawki frajdy i gry na sentymentach!

3. Efekty specjalne i barwni bohaterowie

Kluczowy argument, dla którego warto obejrzeć tę świetnie radzącą sobie, jeśli chodzi o przychody, produkcję na dużym ekranie. „Player One”, jako swoista mieszanka takich tytułów jak “Dystrykt 9” i “Tron”, przy współczesnych możliwościach technicznych wizualnie absolutnie powinien – a tam „powinien”, musi, bo inaczej żądamy zwrotu za bilety! – zachwycać.

4. Spielberg za sterami sandboxa

fot. pixabay.com

Żywy i barwny wirtualny świat, w którym wydarzyć może się wszystko, to dla takiego twórcy jak Spielberg istny plac zabaw oraz pole do nieograniczonej gimnastyki wyobraźni. Już trailer pokazuje, że będzie kolorowo i efektownie, ze scenami bitew czy zażartych wyścigów na czele.

5. Gratka dla fanów gier komputerowych

fot. technobuffalo.com

Większość dużych produkcji, które w jakiś sposób mrugały do sympatyków gier komputerowych – odpuścimy już biczowanie biednego Uwe Bolla – okazywało się finalnie dużym zawodem i rozczarowaniem. Czy w przypadku „Player One”, które na Metacritic może się na ten moment pochwalić odrobinę niepokojącą oceną 64/100, będzie inaczej?

Tekst: WM

TU I TERAZ