Albo Inaczej 2, czyli rapowe odchudzanie

Alkopoligamia wysłała na dietę 11 tłustych rapowych szlagierów. Efektem odchudzenia jest lekkość i zwiewność, ale też utrata kilkudziesięciu solidnie napakowanych kilogramami emocji wersów. Paradoksalnie, to nadal muzyczna waga ciężka. Premiera płyty "Albo Inaczej 2" już 25 maja.
.get_the_title().

Pierwszy projekt spod szyldu Albo Inaczej miał pokazać klasę raperów jako tekściarzy i udowodnić światu jak wartościowa jest to muzyka. Przy drugiej odsłonie można odnieść wrażenie, że cele nieco się skurczyły, przynajmniej w warstwie lirycznej. Młodzi zdolni wzięli na warsztat 11 (a w zasadzie 12, bo w preorderze znajdziemy jeszcze bonus track “Chwile Ulotne” bazujący na utworze Paktofoniki) konkretnych, mocnych, emocjonalnych numerów, które doczekały się miana hiphopowych klasyków.

Od Grammatika i WWO przez Fisza, Miuosha aż po Wenę czy Te-Trisa.

Pomysłodawcy projektu, czyli drużyna Alkopoligamii, wzięli więc te potężne muzyczne konstrukcje i zburzyli je, zachowując jedynie fundamenty, na których powstało nowe. I można to porównanie potraktować bardzo poważnie, bo słuchając Albo Inaczej 2 nieraz się uśmiechniemy, gdy Mrozu, Piotr Zioła lub inny z 11 zaproszonych muzyków wyśpiewa nasz ulubiony wers z “Gdyby Miało Nie Być Jutra” autorstwa Pezeta lub “Nie Mamy Skrzydeł” Miuosha. Prawdopodobnie pojawi się nawet oczekiwane “łał”. Ale jeśli będziemy chcieli usłyszeć tę samą moc, którą urzekały nas oryginały, możemy się rozczarować. Wszystkie znajdujące się na Albo Inaczej 2 numery to nowe, odrębne byty, których rdzeniem są teksty raperów. I to jest stwierdzenie nacechowane ambiwalentnie.

Bo sequel nigdy nie będzie pierwowzorem, a druga seria to nie pierwsza. W przypadku tego projektu twórcy postanowili zrobić z tego atut. I z grubsza się to udało, bo wszystkie utwory zyskały nowy, autorski charakter.

Co więcej, pięknie słychać w nich unikalne i typowe dla każdego z wykonawców nawiązania stylistyczne. Czuć, że pracowali nad utworami i postarali się włożyć w nie cząstkę siebie. Jest zatem lekko melancholijny, filmowy wręcz utwór “Chodź ze mną” z repertuaru Eldo, który wykonuje Ralph Kamiński. Obok pojawia się rockowe “Gdyby Miało Nie Być Jutra” Pezeta zagrane przez Mroza czy mocno funkujące “Ile mogę” Te-Trisa, do którego Rosalie dorzuciła swój aksamitny, soulowy wokal. Dodajmy bigbandowe, zaśpiewane z pełną mocą przez Monikę Borzym “Złe Nawyki” od 2cztery7, refleksyjnego i rockowego Piotra Ziołę, pewną siebie Natalię Nykiel w jakże pasującym do niej “Mogę Wszystko” WWO i rockowo-balladowe, rewelacyjne wykonanie utworu “Chwila”, którego podjął się Krzysztof Zalewski. Ten wachlarz uzupełnia jeszcze postawiony w opozycji do energicznego Weny wykon Darii Zawiałow, która zabrała się za “Nic”.

Pracujący z artystami nad warstwą muzyczną Michał Obijalski pokazał prawdziwą klasę i dla każdej z postaci uszył muzykę na miarę. Słychać, że oni tę muzykę czują i pasują do niej.

Jedyne, co boli, to ogromna utrata i ugrzecznienie warstwy tekstowej, która w sporej części utworów została odchudzona do wręcz anorektycznej postaci.

Ma to racjonalne uzasadnienie, zwłaszcza że niektóre numery (patrz “Gdyby Miało Nie Być Jutra”) są gęste od słów i wersów. Gdyby zawrzeć pełne teksty, poszczególne piosenki trwałyby w nieskończoność. Mariusz Obijalski postarał się załatać te braki muzyką, ale mimo wszystko wywołuje to lekki żal. Zwłaszcza w przypadku kawałka Pezeta, w którym Mrozu nieco przedobrzył. Wydaje się, że przyłożył do niego bardzo dużą wagę, starał się i wspinał na wokalne wyżyny, ale gdzieś w tym wszystkim nieco zgubił tę ulatującą uszami agresję pełną beznadziei, którą wpakował w wykonanie Pezet. Z pewnością w odnalezieniu jej nie pomogło wyeliminowanie kilku mocnych linijek.

Jeszcze więcej zniknęło z utworu “Chwila” Numera Raz. Co prawda rekompensuje to rewelacyjne wykonanie Krzysztofa Zalewskiego. Muzyk świetnie oddaje zamysł autora, numerowy błogostan i chilloutowy klimat. Do tego stopnia, że finalnie możemy przymknąć oko na tyle skreśleń.

Ta płyta z resztą pełna jest świetnych artystycznie produkcji.

Znakomicie, beegeesowo w brzmieniu i soulowo wokalnie, wypada także Rosalie z Te-Trisowym “Ile Mogę”. Podobnie jak Monika Borzym i jej wersja “Złych Nawyków”.

Gdyby więc odrzucić wszelkie skojarzenia z raperami, okazałoby się, że otrzymujemy bardzo przyjemną, różnorodną stylistycznie płytę na wysokim poziomie.

Ale, że jednym z jej głównych atutów powinny być odniesienia do hip-hopu, przyjemność słuchania zaczyna się mieszać z nutą goryczy spowodowaną dużymi stratami w tekstach.

Niemniej jest to kompromis do zaakceptowania.

Tekst: Jacek Słowik

TU I TERAZ