Amanda Gorman – młoda poetka, która oczarowała tłumy podczas inauguracji Bidena

Zupełnie nieoczekiwanie gwiazdą wczorajszej inauguracji Bidena okazała się młoda poetka.
.get_the_title().

Wczoraj odbyło się zaprzysiężenie Joe Bidena na 46. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nie brakowało atrakcji: hymn zaśpiewała Lady Gaga, odbyły się także występy Bruce’a Springsteena, Katy Perry i Johna Legend, był pokaz fajerwerków, a całość prowadził Tom Hanks. Najszerzej dyskutowanym wydarzeniem okazał się jednak… występ poetki. Poezja nie od dziś pojawia się w Stanach Zjednoczonych na inauguracjach prezydenckich – podczas zaprzysiężenia Johna F. Kennedy’ego w 1961 roku swój wiersz czytał Robert Frost, a w 1993 początek pierwszej prezydentury Billa Clintona uświetniła Maya Angelou (tu znajdziecie pełną listę poetów występujących podczas prezydenckich inauguracji oraz czytanych przez nich wierszy). Amanda Gorman, która występowała wczoraj, ma 22 lata i jest najmłodszą poetką, która kiedykolwiek czytała swój wiersz w takich okolicznościach. Gorman urodziła się w Los Angeles. Swoją karierę jako poetka zaczynała od lokalnych konkursów poetyckich.

W 2014 roku otrzymała tytuł Youth Poet Laureate of Los Angeles, a w 2017 roku została pierwszą osobą wyróżnioną tytułem National Youth Poet Laureate.

Na koncie ma jednak znacznie więcej sukcesów: studiowała socjologię na Harvardzie, wydała tomik „The One for Whom Food Is Not Enough”, występowała zarówno na antenie MTV, jak i w Bibliotece Kongresu. To właśnie w tym ostatnim miejscu młodą poetkę zobaczyła Jill Biden – pierwsza dama Stanów Zjednoczonych – inicjatorka zaproszenia Gorman na inaugurację.

W swojej twórczości Gorman często porusza tematy rasy, feminizmu, marginalizacji i opresji. Właśnie dlatego Bidenowie uznali, że poetka będzie odpowiednią osobą do tego, by uświetnić wczorajszą ceremonię.

Jej wiersz, który został napisany specjalnie na tę okazję, dotyczyć miał właśnie podziałów społecznych, ale zarazem miał również nieść nadzieję.

„Szczupła czarna dziewczyna, potomkini niewolników wychowana przez samotną matkę, może marzyć o zostaniu prezydentem i recytować dla jednego z nich” – czytała wczoraj Gorman. W wierszu podkreśliła też, że choć Stany Zjednoczone dalekie są od perfekcji, wciąż możliwa jest lepsza przyszłość.

Amanda Gorman “The Hill We Climb”


When day comes, we ask ourselves where can we find light in this never-ending shade? The loss we carry, a sea we must wade. We braved the belly of the beast.

We’ve learned that quiet isn’t always peace, and the norms and notions of what just is, isn’t always justice. And yet the dawn is hours before we knew it, somehow we do it, somehow we’ve weathered and witnessed a nation that isn’t broken but simply unfinished.

We, the successors of a country and a time, where a skinny Black girl descended from slaves and raised by a single mother can dream of becoming president, only to find herself reciting for one.

And yes, we are far from polished, far from pristine, but that doesn’t mean we are striving to form a union that is perfect. We are striving to forge our union with purpose, to compose a country committed to all cultures, colors, characters and conditions of man. And so we lift our gazes not to what stands between us but what stands before us. We close the divide, because we know to put our future first, we must first put our differences aside.

We lay down our arms so we can reach out our arms to one another. We seek harm to none and harmony for all. Let the globe, if nothing else, say this is true, that even as we grieved, we grew. That even as we hurt, we hoped.
That even as we tired, we tried. That we’ll forever be tied together, victorious, not because we will never again know defeat, but because we will never again sow division.

Scripture tells us to envision that everyone shall sit under their own vine and fig tree, and no one shall make them afraid.

If we’re to live up to our own time, then victory won’t lighten the blade, but in all the bridges we’ve made, that is the promise to glade, the hill we climb if only we dare, it’s because being American is more than a pride we inherit. It’s the past we stepped into and how we repair it.

We’ve seen a force that would shatter our nation rather than share it, would destroy our country if it meant delaying democracy.

And this effort very nearly succeeded. But while democracy can be periodically delayed, it can never be permanently defeated. In this truth, in this faith, we trust. For while we have our eyes on the future, history has its eyes on us.

This is the era of just redemption. We feared at its inception. We did not feel prepared to be the heirs of such a terrifying hour, but within it we found the power to author a new chapter, to offer hope and laughter to ourselves.
So, while once we asked, “how could we possibly prevail over catastrophe?”, now we assert, “how could catastrophe possibly prevail over us?” We will not march back to what was, but move to what shall be, a country that is bruised but whole, benevolent but bold, fierce and free. We will not be turned around or interrupted by intimidation.
Because we know our inaction and inertia will be the inheritance of the next generation. Our blunders become their burdens. But one thing is certain. If we merge mercy with might and might with right, then love becomes our legacy, and change, our children’s birth right.

So let us leave behind a country better than one we were left with, every breath from my bronze-pounded chest, we will raise this wounded world into a wondrous one. We will rise through the gold-limbed hills of the west, we will rise from the windswept northeast where our forefathers first realized revolution. We will rise from the lake-rimmed cities of the Midwestern states. We will rise from the sun-baked South.

We will rebuild, reconcile, and recover, in every known nook of our nation, in every corner called our country, our people diverse and beautiful, will emerge battered and beautiful. When day comes, we step out of the shade, aflame and unafraid.

The new dawn blooms as we free it for there is always light if only we’re brave enough to see it, if only we’re brave enough to be it.

Wystąpienie Gorman spotkało się z niezwykłym entuzjazmem, a ona sama momentalnie obwołana została największym wydarzeniem wczorajszej inauguracji. Sukces przełożył się także na sprzedaż jej książek.

Tomik poezji „The Hill We Climb” i picture book „Change Sings: A Children’s Anthem”, których premiera jest zapowiedziana na końcówkę września, okupują właśnie pierwsze i drugie miejsce na liście najpopularniejszych książek na Amazonie.

Trudno chyba o lepszy dowód na to, że jej wczorajszy wiersz poruszył i zachwycił wiele osób.

Tekst: NS

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook