The Chemical Brothers po 12 latach wracają na Open’era

Oto 5 powodów, dla których przegapienie występu Brytyjczyków byłoby jedną z gorszych decyzji wakacji.
.get_the_title().

Bez dwóch zdań koncerty The Chemical Brothers to jedne z najbardziej efektownych audiowizualnych widowisk na świecie. I taką właśnie niespodziankę sprawili nam organizatorzy Open’era. Odliczanie do występu Eda Simmonsa i Toma Rowlandsa, którzy zamkną scenę główną kolejnej edycji festiwalu, można więc oficjalnie uznać za rozpoczęte. A jeśli nie wiecie, skąd ta cała ekscytacja i dlaczego w sobotę 4 lipca trzeba stawić się pod Main Stage, spieszymy z szybkim wyjaśnieniem.

1. Muzyka, wizualizacje, wyobraźnia, czyli audiowizualne szaleństwo

Mariaż nieustannie wyzwalającej endorfiny muzyki z monumentalnymi wizualizacjami, grą świateł, laserami i innymi odjechanymi pomysłami sytuuje Simmonsa i Rowlandsa wśród twórców, których show trzeba w życiu zobaczyć co najmniej raz.

Co najlepsze – w żadnym razie nie ma tu mowy o przeroście formy nad treścią, wszystkie te „kosmiczne” środki służą tylko i wyłącznie świetnej zabawie i rozpalaniu zmysłów roztańczonej publiczności. Czy jest w ogóle ktoś, u kogo wybuchające w rytm refrenu kolorowe kuleczki w „Saturate” nie wywołały ciarek?

2. Hit na hicie i ocean modulacji, czyli tak się robi taneczne koncerty

„Hey Boy, Hey Girl”, „Saturate”, „Galvanize”, „Block Rockin’ Beats” i wiele więcej. Liczba klasycznych już dziś tanecznych hitów w dorobku grupy daje wręcz gwarancję świetnej zabawy. Dodatkowo rozkład napięć w trackach, ich budowa i przeciąganie kulminacji dostarcza na żywo ogromnej uciechy – kwaśna energia rave’ów spotyka się tu z ciepłą melodyką.

3. Rowlands i Simmons znów są na topie

Klasyki klasykami, ale wydana w ubiegłym roku płyta „No Geography” to kolejny udany (i to jak!) przypis do dyskografii grupy.

Utwory takie jak „Free Yourself”, „Got To Keep On”, „Eve of Destruction” czy tytułowy na dobre i z powodzeniem wkomponowały się w koncertową playlistę.

Krążek zebrał też wysokie oceny od krytyków, zaś w ramach wisienki na torcie panowie otrzymali również ostatnio piątą i szóstą nagrodę Grammy.

4. Open’er? Chemiczni czują się tu jak w domu

The Chemical Brothers są dla Open’era niczym talizman. To właśnie oni zagrali w trakcie… pierwszej edycji wydarzenia, które w 2002 roku odbywało się jeszcze w Warszawie.

W 2008 roku Brytyjczycy zaserwowali z kolei na zamknięcie imprezy jeden z najlepszych występów w jej historii.

Do dziś trzeba było żyć wspomnieniami, bo jednak występy na krakowskim Coke’u w 2010 i 2016 roku, choć oczywiście bardzo dobre, klimatem (i skalą) nieco od open’erowych odstawały. 4 lipca, po 12 latach, szykuje się wreszcie spektakularna powtórka z rozrywki.

5. Ogromne doświadczenie sceniczne

Duet świętuje w tym roku 25-lecie wydania debiutanckiego (a dziś już kultowego) „Exit Planet Dust”. Wiele lat na muzycznym rynku – zaczynali w 1989 roku – sprawiło, że Rowlands i Simmons to prawdziwi wyjadacze, którzy świetnie czują trendy i publiczność. Kupujcie więc choćby i jednodniowy bilet i ruszajcie w drogę, bo ten występ bez cienia przesady może być pokoleniowym doświadczeniem (na dokładkę również 4 lipca wystąpi zjawiskowa FKA Twigs, o której pisaliśmy więcej tutaj). Nie zapominajmy, że obaj panowie zbliżają się już do 50-tki i kto wie, jak długo będzie im się jeszcze chciało koncertować z taką intensywnością. To z kim widzimy się w Gdyni?

Tekst: WM

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook