Facebook wie, że szerzy nienawiść i fake newsy. W końcu zarabia na tym krocie

Nowy wyciek danych z Facebooka wskazuje na to, że firma zdawała sobie sprawę ze swoich problemów, lecz wolała nie ingerować, aby nie zmniejszyć swoich przychodów.

W ostatnim czasie z Facebooka wyciekły dziesiątki tysięcy stron wewnętrznych dokumentów, który wykazywały, że firma zdaje sobie sprawę z tego, że jej platformy – Facebook i Instagram – mają negatywny wpływ na użytkowników i jest świadoma, że wykorzystywane są one do szerzenia nienawiści, przemocy i dezinformacji.

W jednym z dokumentów było napisane: ‘Mamy dowody z różnych źródeł, że mowa nienawiści, wywołujący podziały dyskurs polityczny oraz dezinformacje na Facebooku i jego rodzinie aplikacji wpływają na społeczeństwa na całym świecie’.

Teraz znamy też tożsamość informatorki – to Frances Haugen, 37-letnia była menedżerka produktu z Facebooka, która pracowała tam nad kwestiami uczciwości obywatelskiej. W niedzielę pojawiła się w dziennikarskim programie ’60 minut’ na stacji CBS News.

Image

Frances Haugen

była menedżerka produktu w Facebooku

To, co widziałam w Facebooku raz po raz, to konflikty interesów między tym, co jest dobre dla ogółu a tym, co jest dobre dla Facebooka. Facebook raz po raz wybierał optymalizację własnych interesów, jak zarabianie większych pieniędzy. Widziałam wiele sieci społecznościowych i na Facebooku było znacznie gorzej niż wszędzie indziej. W pewnym momencie w 2021 roku zdałam sobie sprawę, że będę musiała to zrobić w sposób systemowy. Będę musiała mieć wystarczająco dużo [dokumentów], aby nikt nie mógł kwestionować, że to jest prawdziwe.

Facebook wiedział, nie powiedział i nic nie zrobił. Za to pozwolił na organizację ataku na Kapitol 6 stycznia.

Frances Haugen i wyciek danych z Facebooka

Mniej więcej miesiąc temu Haugen złożyła co najmniej osiem skarg do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, twierdząc, że firma ukrywa przed inwestorami i opinią publiczną badania na temat swoich niedociągnięć. Udostępniła też dokumenty dziennikowi ‘Wall Street Journal’, który opublikował wieloczęściowe śledztwo, z którego wynika, że Facebook był świadomy problemów z aplikacjami, w tym negatywnych skutków dezinformacji i szkód wyrządzanych zwłaszcza młodym dziewczynom, przez Instagram. Facebook agresywnie odpowiedział na te raporty, nazywając wiele twierdzeń ‘mylącymi’ i uznając, że jego aplikacje przynoszą więcej pożytku niż szkody. Firma wstrzymała też rozwój swojego produktu Instagram for Kids, wezwała do zeznań przed Kongresem dwóch swoich dyrektorów i rozpoczęła PR-ową ofensywę przeciwko ‘Wall Street Journal’.

Haugen powiedziała, że została zwerbowana przez Facebooka w 2019 roku i podjęła pracę, aby zająć się dezinformacją. Jednak po tym, jak firma postanowiła rozwiązać swój zespół ds. uczciwości obywatelskiej wkrótce po wyborach prezydenckich w 2020 roku, jej odczucia wobec firmy zaczęły się zmieniać. Haugen zasugerowała, że ta decyzja – i działania firmy mające na celu wyłączenie innych środków ochrony wyborów, takich jak narzędzia zapobiegające dezinformacji – pozwoliły na wykorzystanie platformy do pomocy w zorganizowaniu zamieszek 6 stycznia na Kapitolu. – W zasadzie powiedzieli: ‘Och, przeszliśmy przez wybory, nie było zamieszek, możemy teraz pozbyć się obywatelskiej uczciwości’ – powiedziała Haugen. – Kiedy pozbyli się obywatelskiej uczciwości, to był moment, w którym pomyślałam: ‘Nie wierzę, że są gotowi zainwestować to, co trzeba zainwestować, aby Facebook nie był niebezpieczny’.

Facebook optymalizuje treści pod kątem tego, jak angażują i ile mają reakcji, ale ich własne badania pokazują, że takie treści to też te, które są nienawistne, dzielą i polaryzują. Łatwiej jest inspirować ludzi do gniewu niż do innych emocji. Jeśli firma zmieniłaby algorytm na bezpieczniejszy, ludzie spędziliby mniej czasu w witrynie, klikaliby w mniej reklam, a Facebook zarobiłby mniej pieniędzy. – Facebook zarabia więcej, gdy konsumujesz więcej treści. Ludzie lubią angażować się w rzeczy, które wywołują reakcję emocjonalną – powiedziała Haugen. – I im więcej gniewu, na który są narażeni, tym częściej wchodzą w interakcje i tym więcej konsumują.

Zdjęcie: Robert Fortunato/CBS News

Nastoletnie dziewczyny przez Instagrama mają problem z samopoczuciem, wizerunkiem ciała, a nawet popadają w depresję i stany lękowe.

Instagram nasila problemy z depresją

Problem jest też z Instagramem. W raporcie ‘Wall Street Journal’ na temat wpływu Instagrama na nastolatków cytowany jest slajd z własnej grupy badawczej Facebooka, stwierdzający, że aplikacja szkodzi zdrowiu psychicznemu. ‘Pogarszamy problemy z wizerunkiem ciała jednej na trzy nastolatki’ – głosi jeden ze slajdów. Dalej możemy przeczytać: ‘Nastolatki obwiniają Instagram za nasilenie lęku i depresji… Ta reakcja była spontaniczna i spójna we wszystkich grupach’. Te slajdy są szczególnie godne uwagi, ponieważ Facebook często odwoływał się do badań zewnętrznych, a nie do odkryć własnych badaczy, argumentując, że istnieje niewielka korelacja między korzystaniem z mediów społecznościowych a depresją.

Karina Newton, szefowa polityki publicznej Instagrama, odniosła się we wtorek do artykułu WSJ, twierdząc, że chociaż Instagram może być miejscem, w którym użytkownicy mają ‘negatywne doświadczenia’, aplikacja daje również głos osobom zmarginalizowanym i pomaga przyjaciołom i rodzinie pozostać w kontakcie. Newton powiedziała, że wewnętrzne badania Facebooka wykazały zaangażowanie firmy w ‘zrozumienie złożonych i trudnych problemów, z którymi mogą zmagać się młodzi ludzie, i informuje o całej pracy, którą wykonujemy, aby pomóc osobom doświadczającym tych problemów’.

Warto zwrócić uwagę na to, że tym razem firma dyskredytuje niektóre z ustaleń swoich własnych wewnętrznych badaczy na temat negatywnego wpływu Instagrama na zdrowie psychiczne nastolatków. W zeszłym tygodniu rozesłano opatrzoną adnotacjami wersję oryginalnych badań, które opublikowano w WSJ. W swoich slajdach z adnotacjami Facebook powiedział, że tytuły slajdów jego badaczy ‘mogą sensacjonalizować’ wpływ Instagrama na problemy z wizerunkiem nastoletnich dziewcząt. Firma poinformowała również, że rozmiar badania był ograniczony. Fakt, że firma kwestionuje najważniejsze wyniki badań swoich pracowników, pokazuje, jak szkodliwe są raporty pochodzące z dokumentów ujawnionych przez Haugen i jak pilnie firma zmierza do zmiany narracji.

Głównym powodem, dla którego ten obecny skandal wydaje się być bardziej znaczący, jest to, że politycy po obu stronach sfery politycznej czują się oszukani przez Facebooka, ponieważ wcześniej pytali Marka Zuckerberga o wpływ Instagrama na zdrowie psychiczne dzieci i nastolatków, a firma nie ujawniła żadnych informacji, które stawiłyby ją w złym świetle, mimo że miała do nich dostęp. Zuckerberg nie zaprezentował choćby badań głoszących, że 13 proc. brytyjskich nastoletnich użytkowników i 6 proc. amerykańskich nastoletnich użytkowników miało myśli samobójcze, których źródłem były negatywne doświadczenia związane z korzystaniem z Instagrama.

Photo by Adrian Swancar on Unsplash.

Image

Jesse Lehrich

współzałożyciel organizacji non-profit Accountable Tech

Haugen przedstawiła bezprecedensowe spojrzenie na stopień, w jakim decydenci Facebooka świadomie zlekceważyli śmiertelne konsekwencje ich własnych produktów i decyzji. I utorowała drogę innym.

Im więcej negatywnych emocji, tym więcej kliknięć. Im więcej kliknięć, tym więcej pieniędzy.

Już wcześniej wykazano, że algorytm Facebooka opiera się na polaryzacji

Wewnętrzny raport Facebooka przedstawiony kadrze kierowniczej w 2018 roku wykazał, że firma doskonale zdawała sobie sprawę, że jej produkt, a konkretnie silnik rekomendacji, podsyca podziały polityczne i polaryzację. Jednak pomimo ostrzeżeń o skutkach, jakie może to mieć dla społeczeństwa, władze Facebooka zignorowały wyniki i w dużej mierze próbowały zwolnić się z odpowiedzialności za podziały polityczne i inne formy polaryzacji, do których bezpośrednio się przyczyniły. Powód? Według raportu zmiany mogą nieproporcjonalnie wpłynąć na konserwatystów i zaszkodzić zaangażowaniu.

‘Nasze algorytmy wykorzystują pociąg ludzkiego mózgu do podziałów’ – można przeczytać na jednym slajdzie z prezentacji z 2018 roku. Grupa badawcza odkryła, że jeśli ten podstawowy element silnika rekomendacji pozostanie niezaadresowany, nadal będzie dostarczał użytkownikom Facebooka ‘coraz więcej dzielących treści w celu przyciągnięcia uwagi użytkowników i wydłużenia czasu na platformie’. Oddzielny raport wewnętrzny, opracowany w 2016 roku, stwierdził, że 64 proc. osób, które dołączyły do ekstremistycznych grup politycznych na Facebooku, zrobiło to dlatego, że grupa została im polecona przez algorytm.

Wewnętrzny raport Facebooka wykazał, że algorytmy platformy mediów społecznościowych umożliwiły kampaniom dezinformacyjnym z Europy Wschodniej na dotarcie do prawie połowy wszystkich Amerykanów w okresie poprzedzającym wybory prezydenckie w 2020 roku. Kampanie wyprodukowały najpopularniejsze strony z treściami dla chrześcijan i Afroamerykanów i łącznie docierały do 140 mln użytkowników w USA miesięcznie. 75 proc. osób, które miały kontakt z treścią, nie śledziło żadnej ze stron. Ludzie widzieli treści, ponieważ system rekomendacji Facebooka umieścił je w ich newsfeedzie. Platformy mediów społecznościowych w dużej mierze polegają na zachowaniu ludzi, aby decydować o rzeczach, jaką widzą. W szczególności wypatrują treści, na które ludzie reagują, komentują i udostępniają. Farmy trolli wykorzystują to, kopiując angażujące treści i publikując je jako własne.

Na czele wysiłków zmierzających do zbagatelizowania wszelkich obaw związanych z rolą Facebooka w polaryzacji strefy politycznej stoi niejaki Joel Kaplan, wiceprezes Facebooka ds. globalnej polityki publicznej i były szef personelu za prezydenta George’a W. Busha (na zdjęciu siedzi tuż za Zuckerbergiem). Kaplan zaczął odgrywać większą rolę w Facebooku od czasu wyborów w 2016 roku. Krytycy twierdzą, że jego podejście do polityki ma na celu uspokojenie konserwatywnych użytkowników platformy. Kaplan jest częściowo odpowiedzialny za kontrowersyjną politykę reklamową Facebooka, w której firma stwierdziła, że nie będzie regulować dezinformacji zamieszczanych w reklamach kampanii politycznych poprzez fact-checking. W ciągu ostatnich kilku lat wpłynął również na bardziej łagodne podejście Facebooka do mowy nienawiści, argumentując, że firma nie chce wydawać się stronnicza wobec konserwatystów. Kaplan wpłynął też na sposób działania Facebooka, promujący agresywnie stronniczych użytkowników, którzy, sądząc po silnym zaangażowaniu, mogli być też botami – twierdzi Wall Street Journal. Kaplan uważał regulacje dotyczące ucywilizowania dyskursu na platformie za ‘paternalistyczne’. Dyskusja o opanowaniu treści rozgorzała ponownie w 2020 roku, gdy Facebook pozwolił na szerzenie u siebie dezinformacji o pandemii COVID-19.

Zuckerberg wielokrotnie mówił, że Facebook jest neutralną platformą, która stawia na równi miliardy użytkowników. Ale w raporcie, który otrzymał WSJ pojawia się informacja na temat tzw. ‘białej listy’ – regulacji, która pozwala politykom, celebrytom i innym osobom publicznym na lekceważenie zasad platformy. Ludzie znajdujący na tej liście mogą naruszać standardy społeczności bez żadnych konsekwencji. Znajduje się tam np. sławny propagator teorii spiskowych Alex Jones, czy alt-rightowa organizacja Oath Keepers.

Według raportu Facebook miał gotowy szereg rozwiązań związanych z ograniczeniem nienawiści i dezinformacji na swojej platformie – choćby zmiana algorytmu na taki, który polecałby zdywersyfikowane treści spoza bańki informacyjnej – lecz grupa badawcza, która je stworzyła, ostrzegała również, że są to rozwiązania ‘antywzrostowe’, które wymagają od Facebooka ‘zajęcia postawy moralnej’. Nie zostały one przyjęte.

Zdjęcie: AP

Korporacje walczą z ekologicznym projektem Bidena. Powodem jest podwyżka podatków.

Amazon i inni giganci przeciw ekologii

Facebook nie jest jedynym przypadkiem, gdy firma mówi jedno, a robi drugie, kierując się nie ładnie brzmiącymi i porywającymi tłumy konsumentów sloganami, lecz strumieniem gotówki. W ostatnim czasie m.in. Apple, Amazon, Microsoft, Deloitte, United Airlines czy Disney rozpoczęły kampanię lobbingową przeciwko planowi infrastrukturalnemu Bidena, mimo popularnych dziś wśród wszelkich korporacji obietnic dotyczących ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

Grupa korporacyjnych grup lobbystycznych i organizacji zmobilizowała się, by sprzeciwić się proponowanemu przez Demokratów projektowi o wartości 3,5 biliona dolarów, który zawiera bezprecedensowe środki mające na celu zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych. Projekt ustawy został nazwany ‘najważniejszą akcją klimatyczną w historii naszego kraju’ przez Chucka Schumera, lidera Demokratów w Senacie. Większość dużych korporacji amerykańskich co prawda wyraziła zaniepokojenie kryzysem klimatycznym lub ogłosiła własne cele ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, jak Jeff Bezos, który powiedział, że kryzys klimatyczny jest ‘największym zagrożeniem dla naszej planety’. Amazon zobowiązał się nawet do ograniczenia emisji do zera do 2040 roku. Microsoft natomiast obiecał, że w ciągu dekady będzie ‘ujemny pod względem emisji dwutlenku węgla’, a Disney zamierza wykorzystywać wyłącznie energię elektryczną ze źródeł odnawialnych. Jednakże te właśnie firmy albo wspierają, albo aktywnie kierują grupami lobbystów, które próbują zatopić projekt ustawy Joe Bidena, która dotyczy m.in. prób radzenia sobie z kryzysem klimatycznym. Powodem takich działań jest zawarty w projekcie plan podniesienia podatków dla najbogatszych.

U.S. Chamber of Commerce obiecała ‘zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby ta podnosząca podatki i zabijająca pracę ustawa nie stała się prawem’. W skład zarządu tej grupy wchodzą dyrektorzy firm, w tym Microsoftu, Intuit, United Airlines i Deloitte, które jednocześnie wcześniej wyraziły zaniepokojenie zmianami klimatycznymi. Inna grupa lobbingowa, Business Roundtable, powiedziała, że jest ‘głęboko zaniepokojona’ uchwaleniem ustawy, głównie dlatego, że podnosi ona podatki dla bogatych. Organizacja składa się z dyrektorów firm, w tym Tima Cooka z Apple, który wezwał rządy i przedsiębiorstwa do podjęcia zdecydowanych działań w sprawie kryzysu klimatycznego. Inni członkowie to dyrektor generalny Amazona, CEO Alphabet (Google) czy dyrektor giganta naftowego Exxon. Pharmaceutical Research and Manufacturers of America, grupa handlowa, do której należą firmy Bayer i AstraZeneca, zaczęły wypuszczać reklamy atakujące proponowaną ustawę. Natomiast Rate Coalition, inna grupa lobbingowa, której członkami są Disney, FedEx i Verizon, również planuje kampanię reklamową przeciwko ustawie.

Photo by Yender Gonzalez on Unsplash.

Image

Kyle Herrig

prezes grupy nadzorczej Accountable.US

Wielkie korporacje uwielbiają opowiadać nam, jak bardzo są zaangażowane w walkę z kryzysem klimatycznym i budowanie zrównoważonej przyszłości, ale za zamkniętymi drzwiami finansują branżowe grupy handlowe, które walczą kłami i pazurami, aby powstrzymać największy projekt ustawy dotyczący zmian klimatu w historii.

Wzniosłe deklaracje korporacji to jedynie słowa, które chcieliby usłyszeć konsumenci. A przynajmniej dana grupa docelowa produktu – zależy kto, kiedy i gdzie mówi.

Fasadowa misyjność nie może wpłynąć na działania dotyczące maksymalizacji zysków. Facebook nie będzie cywilizowaną, kontrolowaną platformą, która chroni swoich użytkowników, tak samo, jak inne wielkie korporacje nie będą same sobie niwelować emisji kosztem przychodów. To się zwyczajnie nie opłaca i nie taki jest cel biznesu w czasach późnego kapitalizmu, nawet jeśli ten biznes monopolizuje rynek i oplata sobą cały kraj. Pomóc mogą jedynie regulacje rządowe, jeśli oczywiście nie ulegną korporacyjnym lobbystom.

Zdjęcie główne: Eric Kayne/AP Images
Tekst: Miron Kądziela

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook