Innowatorzy: 25 lat Daft Punk

Francuski duet obchodzi w tym roku 25 lat działalności. Wydali przez ten czas jedynie cztery regularne albumy, ale ich znaczenie dla popkultury jest nie do przecenienia.
.get_the_title().

Duet Daft Punk podczas 25 lat działalności nie tylko spopularyzował na całym świecie nurt french house, ale też podbił listy przebojów z hołdami dla muzyki disco, okraszając wszystko zjawiskowymi teledyskami. Daft Punk właściwie nawet sięgając po niemodne wzorce, potrafili wyznaczać trendy i dyktować ton w muzyce elektronicznej. Co składa się na ich oryginalny styl?

Łączenie parkietu z listami przebojów

Najbardziej chyba istotnym elementem w muzyce duetu są ich szerokie horyzonty i podejście do rynku muzycznego.

Nigdy nie byli zapatrzeni w konkretne brzmienia, nie decydowali się na tworzenie utworów tylko i wyłącznie pod kluby czy dla fanów podziemnej elektroniki. Panowie wiedzą, czym charakteryzuje się chwytliwa piosenka, a także czym jest dobry klubowy track i potrafią te dwie rzeczy łączyć w jedno. Wystarczy posłuchać takiego „Around the World” z debiutu, by się o tym przekonać. A to był tylko początek, bo druga ich płyta „Discovery” przyniosła wysyp hitów, z tak przecież pozornie dziwnym, a jednak wwiercającym się w pamięć „Harder, Better, Faster, Stronger”.

Brawurowe korzystanie z sampli

Większość utworów Daft Punk powstaje przy użyciu sampli. Poprzedza to potężny research mało znanych kawałków disco i funky z lat 70.

Setki wyszperanych na targach płyt winylowych sprawiły, że panowie dysponują ogromną wiedzą z zakresu muzyki dyskotekowej.

Trzeba przyznać, że czasami, jak choćby w przypadku singla „Digital Love”, wykorzystywane są przez nich nie tyle krótkie, zapętlone fragmenty cudzego utworu, ale całe sekwencje melodyczne (w tym przypadku początek „I Love You More” George’a Duke’a). Można więc powiedzieć, że Francuzi to najbardziej popularni i cenieni „złodzieje” cudzych melodii od czasu Nirvany. Piszę o tym oczywiście z przymrużeniem oka, bo wciąż potężna część ich twórczości opiera się na drobno pociętych i zręcznie skleconych podkładach. Filmiki takie jak ten pokazują, jak to się odbywa.

Muzyka poza czasem

Wyrastali z french house’u, małego fenomenu na mapie muzyki elektronicznej lat 90. Wyszli jednak mocno poza tę etykietkę, głównie dzięki wspomnianej wiedzy z zakresu muzyki poprzednich epok, która nie ogranicza się u tylko do parkietowych szlagierów, ale dotyczy też czarnych brzmień. Nie dość, że Francuzi samplują nagrania z tamtego okresu, to także wykorzystują żywe instrumenty, co sprawia, że ich muzyka wciąż się rozwija, nawet gdy patrzą wstecz.

Daft Punk mówią nam o futuryzmie, robotach i podróżach kosmicznych, ale robią to w stylistyce retro. W końcu są „Human After All”.

Co ciekawe, ostatnia jak dotąd płyta „Random Acces Memories” podzieliła fanów właśnie dlatego, że więcej było na niej analogowych brzmień, soft-rocka i oldschoolowego klimatu, a mniej wspomnianego elementu nowoczesności. Nie miało to jednak większego wpływu na karierę Daftów – hitem „Get Lucky”, nagranym z Pharellem i Nilem Rodgersem, liderem Chic, podbili świat i zredefiniowali swój styl.

Konsekwentny wizerunek

Oczywiście Francuzi nie byli pierwszymi artystami, którzy ukryli swoje wizerunki za maskami. Wcześniej robili to chociażby członkowie awangardowego kolektywu The Residents (maski w kształcie gałek ocznych) czy metalowcy z Gwar. To jednak Daft Punk, obok Gorillaz, wprowadzili do muzyki pop sceniczne awatary na miarę XXI wieku.

Maski robotów niosące za sobą przesłanie o anonimizacji współczesnego człowieka i robotyzacji codziennego życia idealnie współgrały z precyzyjną, sterylną dyskotekową muzyką.

Robo-maski sprawdzają się też świetnie w trakcie koncertów granych w kosmicznej scenografii, co sprawia że duet jest godnym następcą innych robo-muzyków specjalizujących się w audiowizualnym show – Kraftwerk.

Sztuki wizualne

Daft Punk to nie tylko same płyty i koncerty. To też potężny przemysł video.

Zespół już przy debiucie „Homework” zasłynął rewelacyjnym teledyskiem do „Da Funk”, a przy okazji „Discovery” postarali się o to, by każdy z singli posiadał spójny wizualnie obrazek anime. Takie „One More Time” jest już nierozerwalnie związane z rozmarzonym teledyskiem sci-fi, w którym na scenie występuje kosmiczny band The Crenscendolls. Później zresztą wyszedł cały film anime „Interstella 5555” z muzyką z albumu. Nie było to ich jedyne pełnometrażowe dzieło. Powstał też odważny, bliski eksperymentalnemu kinu film „Electroma”, w którym dwa roboty chcą zostać ludźmi, czyli poruszający ulubiony temat muzyków. Tutaj wykorzystane są z kolei utwory innych artystów m.in. folkowego outsidera Jacksona C. Franka w przepięknej scenie kulminacyjnej.

Tekst: Michał Weicher

Banner Image Banner Image
AdvertisementAdvertisement
AdvertisementAdvertisement
Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook
Age: