Postapokaliptystyczna wizja świata bez ludzi według malarza Josha Keyesa

Amerykański artysta maluje świat, w którym rządzą zwierzęta. Nie są to jednak obrazki rodem z „Księgi Dżungli” – wyraźne ślady niedawnej obecności człowieka generują wśród nich chaos, a odbiorcę mogą przyprawić o dreszcze.
.get_the_title().

Josh Keyes to 49-letni malarz, który obecnie mieszka i pracuje w Portland. Jego życie było związane ze sztuką od najmłodszych lat, gdyż rodzice, rzeźbiarz i malarka, zaszczepili w synu tę pasję i wspierali jej rozwój. Keyes przyznaje, że odkąd pamięta interesowało go science-fiction, a w sztuce – fotorealistyczne ujęcia rzeczywistości. Swój talent szlifował w Instytucie Sztuki w Chicago i na Uniwersytecie w Yale.

Choć obrazy Keyesa są wymysłem wyobraźni artysty, dystopijną fikcją, to sprawiają wrażenie zdjęć, które mogą zostać wykonane w przyszłości – i to niedalekiej.

Składają się na to dwa czynniki. Pierwszy to warsztat malarza – dopracowane z niesamowitą precyzją szczegóły przy jednoczesnym nadaniu wszystkiemu, co widzimy na płótnie, realistycznych, niemalże trójwymiarowych kształtów i form.

Druga sprawa to tematy prac. Hiperrealizm obrazów dotyka kwestii, o których mówi się coraz głośniej. Zmiany klimatyczne, globalne ocieplenie, degradacja ekosystemów, wzrastający poziom mórz – to wszystko wyziera i przytłacza siłą przekazu.

Artysta zaznacza jednak, że nie chce tych tematów traktować zbyt dosłownie i chce zostawić jak najwięcej miejsca na refleksję i interpretację widowni.

Bohaterami ostatnich dzieł Keyesa są dzikie zwierzęta – tygrysy, niedźwiedzie, orki. Osadzone są w środowisku, w którym gatunek ludzki przestał istnieć, jednak ślady jego obecności są nadal widoczne. Widzimy je w stojących płomieniach statkach czy graffiti na budynkach. Na obrazach pojawiają się także statuy i monumenty o ludzkich kształtach.

Przestawione gatunki zwierząt – choć w normalnych okolicznościach przyrody tak silne i nieustraszone – tu wydają się zagubione, a ich los niepewny.

Keyes swoimi pracami chce zwrócić uwagę na to, że ludzkość, nieustającymi działaniami na szkodę środowiska, w wielu obszarach osiągnęła punkt krytyczny. – Myślę, że zniszczenia kruchej biosfery, do jakich przyczyniła się cywilizacja są już znaczne – komentuje dla portalu WowXWow artysta – I nawet jeśli sami jeszcze nie widzimy w pełni skali szkód, to przyszłe generacje – w tym być może już pokolenie naszych dzieci – będą musiały się zmierzyć z ich skutkami. Malarz, mimo dystopijnego ekstremizmu, który przepełnia jego sztukę, pozostaje – trochę przewrotnie – dobrej myśli.

Zauważa, że coraz więcej firm wdraża w swoje misje politykę społecznej odpowiedzialności biznesu, a i sami konsumenci stali się bardziej świadomi w tych kwestiach.

Keyes ma nadzieję, że jako ludzkość zmierzamy w kierunku, w którym uda nam się żyć z naturą w sposób zbalansowany i niewyniszczający, z jednoczesnym poszanowaniem różnic kulturalnych i etnicznych. Ten optymizm chyba nie ma szans udzielenia się fanom twórczości artysty. Jego obrazy są raczej jak dźwięk alarmu, który sztuka włącza coraz częściej.

Autorem wszystkich zaprezentowanych w tekście prac jest Josh Keyes. Więcej prac możecie zobaczyć na stronie i Instagramie artysty.
Tekst: Kinga Dembińska

TU I TERAZ