Dobry stres istnieje i może znacząco przedłużyć życie

Chwilowe wytrącenie komórek ze strefy fizjologicznego komfortu wywołuje kaskadę reakcji, którą badacze biologii starzenia porównują się do cofania czasu. Co więcej, do hormezy dostęp mamy wszyscy, w przeciwności do terapii opartych na hormonie wzrostu czy komórkach macierzystych.
.get_the_title().

Chroniczny stres, wywołany przez marnej jakości relacje, brak odpoczynku czy presję społeczną, jest toksyczny – co do tego nie ma wątpliwości.

Jednak istnieje również taki stres, który poprawiając odporność na presję fizyczną i psychiczną, realnie wpływa na jakość i długość życia.

Kiedyś myśleliśmy, że starzenie jest po prostu zapisane w naszych genach i nie mamy w tej kwestii nic do powiedzenia. Okazuje się jednak, że możemy odwrócić wiele jego aspektów. Co więcej, prawie nigdy nie jest na to za późno – twierdzi profesor David Sinclair, który w swoim laboratorium na Harvardzie bada biologię starzenia. – Teraz rozumiemy, że zmiany w stylu życia mogą radykalnie poprawić twój wiek i fizjologię.

O odkryciach Sinclaira co pewien czas bywa na tyle głośno, że stał się on naukowym celebrytą. Przyczynił się między innymi do uznania resweratrolu, substancji wytwarzanej przez winorośl (notabene również w odpowiedzi na stres), za cudowny lek na starość. Jego celebrycki status pozwala na duży rozmach w prowadzeniu badań, dlatego regularnie dowiadujemy się o jakimś przełomowym odkryciu, którego dokonał.

Sinclair planuje cofać czas za pomocą terapii opartych między innymi na ludzkim czynniku wzrostu, niewielkich peptydach czy komórkach macierzystych.

Wiele z tych odkryć na fazę testów na ludziach będzie musiało jeszcze sporo poczekać. A zegar tyka. Genetyk twierdzi jednak, że najskuteczniejsze działania opóźniające starzenie mają miejsce poza laboratorium i sprowadzają się do codziennych wyborów i stylu życia.

Fot: Britta Campion/newsroom.unsw.edu

Jeśli chcemy cofać czas dla naszych komórek, musimy podejmować działania, które wprowadzają je w stan krótkotrwałego, ale intensywnego stresu — oczywiście na poziomie molekularnym, nie społecznym — czyli tak zwanej hormezy.

Co wprowadza nas w stres hormetyczny? W zasadzie wszystko, co na chwilę wytrąca nas z wygodnej fizjologicznej równowagi.

Niektóre z tych stresorów ludzie znają od wieków. Na przykład post albo post przerywany czy ekspozycja na ekstremalne temperatury — sauna, morsowanie lub choćby zimne prysznice. Okresowe niedotlenienie podczas treningu interwałowego czy wysokogórskiej wspinaczki. Tlenowa terapia hiperbaryczna, czyli ekspozycja na wysokie ciśnienie i stężenie tlenu, czy niektóre substancje wytwarzane przez rośliny w wyniku ich własnej odpowiedzi na stres. Lista jest długa. Zdaniem Sinclaira najtrudniejszą do opanowania praktyką hormetyczną może okazać się box breathing, czyli intensywne ćwiczenia oddechowe, zwiększające tolerancję CO2. Istnieją też sposoby na połączenie za sobą kilku technik hormetycznych, na przykład metoda Wima Hofa, która pozwoliła Holendrowi wspiąć się na Mount Everest w krótkich spodenkach.

Fot: Jorge Fernandez/Unsplash

Wytrącanie organizmu z komfortowej homeostazy w krótkich, regularnych seriach, aktywuje mechanizmy komórkowe i ścieżki sygnałowe, które promują odporność na stres w myśl zasady ‘co cię nie zabije, to cię wzmocni’, przynajmniej na poziomie komórkowym. Skutkami uruchomionej w ten sposób kaskady reakcji jest między innymi naprawa uszkodzonych komórek (poprzez procesy takie jak autofagia), reperacja DNA, zwalczanie stresu oksydacyjnego, wytworzenie nowych mitochondriów — naszych centrów energetycznych — zmniejszenie stanów zapalnych i wydajniejsza eliminacja toksyn. Poprawie ulega szereg parametrów organizmu, od poziomu cukru we krwi, przez tempo procesów naprawczych, po zmniejszenie ryzyka nowotworu.

Krótko mówiąc: następuje odwrócenie procesów, które biologicznie są esencją starzenia.

Zasadniczo nakłaniasz swoje ciało do wejścia w responsywny, regenerujący stan. Celem jest przetrwanie i przygotowanie na kolejny szok, co konsekwentnie zwiększa odporność komórek – tłumaczy Sinclair. – Im lepiej radzą sobie z małymi dawkami stresu, tym lepiej będą przygotowane do radzenia sobie z większymi ciosami, które pojawiają się w późniejszym życiu, takimi jak demencja, udar czy choroba Parkinsona.

Fot. Karsten Winegeart/ Unsplash

Według Sinclaira najlepsze rezultaty przyniesie mieszanie różnych stresorów w taki sposób, żeby regularnie wytrącać się ze stanu równowagi, dając sobie również czas na rekonwalescencję.

Aby stresor działał korzystnie, kluczowa jest nie tylko powtarzalność ekspozycji, ale przede wszystkim dawka. Zbytnia zapobiegliwość nie wywoła pożądanej reakcji.

Z kolei narażenie na zbyt intensywne lub długotrwałe działanie tych czynników lub substancji może być dramatyczne w skutkach (nie chcemy doprowadzić do hipotermii czy niedożywienia). Wiele badań nad długowiecznością potwierdza, że wystarczy na przykład 15-minutowy trening, aby dług tlenowy był skutecznym bodźcem. Wbrew pozorom nie ma jednak opracowanych procedur ani naukowego konsensusu co do tego, jak na przykład powinien wyglądać post przerywany, żeby przynosił pożytek, a nie szkodę. Żeby dobry stres był faktycznie dobry, trzeba być ostrożnym i powoli adaptować organizm, najlepiej pod okiem specjalisty.

Zdjęcie główne: July Brenda Gonzales/Unsplash
Tekst: AvdB

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook