Co najmniej 25 procent dostawców jedzenia podjada z naszego zamówienia

Czy to są jacyś wysłannicy z gangu Chodakowskiej, którzy mają dbać o to, żebyśmy nie zjedli za dużo?
.get_the_title().

Na naszego dostawcę jedzenia czekamy bardziej niż matka na wracające z dalekiej podróży dziecko. Ciągle wyglądamy zza firanki, żeby sprawdzić, czy podjechał już pod klatkę, a gdy zsiądzie ze skutera, mamy ochotę bić mu brawo, dziękując za to, że oszczędził nam życie. Dostawcy jedzenia ratują nam je nawet częściej, bo biorąc pod uwagę chroniczny brak czasu czy równie chroniczne lenistwo, już dawno padlibyśmy z głodu. Tymczasem zanim ułożycie na ich cześć serenadę, którą odśpiewacie im przez domofon – sprawdźcie kilka rzeczy. Czy na ich koszulce nie ma plamy przypominającej kolorem wasze curry? Czy w kąciku ust nie rysuje się ślad po sosie pomidorowym, kiedy właśnie doręcza wam pizzę? A na rachunku nie ma tłustych odcisków palców, wskazujących na ich kontakt z frytkami z waszego zamówienia?

Okazuje się bowiem, że co najmniej 1 na 4 dostawców zamawianego jedzenia podjada nam z michy!

via GIPHY

Tylu w każdym razie przyznało się do swoich niecnych występków w badaniu przeprowadzonym przez US Food, jednego z największych amerykańskich dostawców produktów żywnościowych do restauracji czy ośrodków służby zdrowia.

Jednocześnie dużo więcej, bo aż 54 procent, wyznało, że miało na to ogromną ochotę. Jako powód wskazywali zapach wydobywający się z pudełek, który sprawiał, że walka z pokusą nie była łatwa.

Nas interesuje również to, ilu zajadało się naszym obiadem, ale nie czuło, że ma się czym chwalić w badaniu.

via GIPHY

Z tego samego badania wynika, że w tym momencie jakieś 20 proc. naszych czytelników powinno krzyknąć: „Wiedziałem!”. Mniej więcej tylu klientów przepytanych przez US Foods wyznało, że zdarzyło im się mieć podejrzenia co do tego, że ktoś dobierał się do ich szamki.

Klienci byli też pytani o to, jak bardzo w skali od 1 do 10 zirytowałby ich fakt, że doręczyciel poczęstował się kilkoma frytkami. Średnia odpowiedź wyniosła tu 8,5.

via GIPHY

Ogłoszenie wyników tych badań wzmogło postulaty klientów o to, żeby jedzenie było pakowano w sposób dający stuprocentową pewność, że nie zostało tknięte w trakcie transportu przez jakiegoś głodomorka. Jako że z takimi rozwiązaniami spotykamy się póki co dosyć rzadko, to chyba zamiast jedzenia musimy zamówić kilka książek kucharskich.

Zdjęcie główne: “American Beauty” (1999)
Tekst: Kinga Dembińska

FOODIE