“Wierzę w moc jedzenia!” – MINIwywiad z Elizą Mórawską, autorką bloga White Plate

"Kiedy jestem szczęśliwa, najchętniej gotuję z myślą o bliskich, żeby ich uszczęśliwić" – mówi Eliza Mórawska, autorka kultowego bloga kulinarnego White Plate. Zapytaliśmy ją o jej ulubione restauracje, ukochane jesienne przepisy i dlaczego kocha Podlasie.
.get_the_title().

Eliza Mórawska-Kmita jest jedną z bardziej znanych polskich blogerek kulinarnych, autorką pysznych przepisów, pięknych zdjęć jedzenia i fajnych książek. Kiedy się wszystko zaczęło? “Dawno temu, od paczki bakalii kupowanych codziennie po drodze ze szkoły, bez których nie wyobrażałam sobie ciasta. Miałam pewnie 12 lat i wielki zapał do tego, by grzebać w kuchennych szufladach”pisze na swoim blogu Eliza. Dziś dzięki swojej pasji fotografuje, pisze i realizuje piękne sesje zdjęciowe, prowadzi warsztaty kulinarne i współpracuje z licznymi wydawnictwami. Do tej pory wydała już 4 książki kulinarne! Nic dziwnego, że kultowa marka MINI zaprosiła ją do projektu, pośród innych kreatywnych osobowości, z którymi współpracuje w Polsce. Nowa odsłona funkcjonalnego Clubmana, towarzyszyła Elizie podczas jej zrównoważonych zakupów i w planowaniu kolejnych kulinarnych odkryć, którymi dzieli się z czytelnikami. Zapytaliśmy Elizę o jej comford food, o to, jak planuje zakupy, żeby nie marnować żywności i kto króluje w jej kuchni.

Twój comfort food? Co jesz, kiedy jesteś szczęśliwa, co, kiedy smutna? Czy po tym, co akurat gotujesz, można zgadnąć Twój nastrój, stan duszy?

Mój comfort food to zawsze coś ciepłego – gotowane, domowe potrawy, najchętniej pożywne, pełne masła, soli, świeżo mielonego pieprzu. Kiedyś smutki zajadałam słodyczami, a dziś słodyczy jem zdecydowanie mniej, zdarza mi się to pewnie z raz na tydzień lub dwa.

Szczególnie lubię kuchnię jesienną: zapiekanki warzywne z rybą (przepis tutaj) czy serem, ziemniaki, pożywne zupy.

Kiedy jestem szczęśliwa, najchętniej gotuję z myślą o bliskich, żeby ich uszczęśliwić. Kocham karmić moje dzieci – mam w domu jednego niejadka i dwie najprawdziwsze w świecie smakoszki, które są chętne do próbowania wszystkiego, co ugotuję.

Wierzę w moc jedzenia! To przygotowane z uwagą i starannie, smakuje lepiej i lepiej na nas działa.

Zdradź swój przepis na ukochane jesienne danie?

Dużo puree ziemniaczanego z masłem i świeżo mielonym pieprzem albo sasznie – smażone ziemniaczane kluski faszerowane bryndzą.

Od czego zaczęła się Twoja przygoda z gotowaniem?

Przygoda z gotowaniem zaczęła się jeszcze w dzieciństwie. Byłam niejadkiem, dużo czasu spędzałam ze swoją babcią na Podlasiu, która, żeby zachęcić mnie do jedzenia, gotowała ze mną. To tam uczyłam się lepić pierwsze pierogi czy wałkować faworki. Na strychu znalazłam stary podręcznik do Technikum Gastronomicznego (mam go do dziś), który na początku skrupulatnie czytałam, a potem próbowałam przepisów, np. na naleśniki.

To tam, na Podlasiu, z babcią w kuchni zrozumiałam, że można kogoś karmić z miłością i że wspólne gotowanie może być frajdą.

Przygoda z blogiem zaczęła się ponad trzynaście lat temu, a jej początki sięgają jeszcze forów kulinarnych, na których byłam aktywna 17-18 lat temu. To był wspaniały, inspirujący czas wzajemnego motywowania się do odkrywania smaków i nowych przepisów. Niektóre z tamtych znajomości przetrwały do dziś. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach blogi dopiero raczkowały, było ich bardzo mało i raczej nikt nie przypuszczał, że może być z tego coś poważnego. Założyłam bloga, by dzielić się przepisami, zdjęciami, ale też, żeby móc pisać na różne, nie tylko kulinarne tematy.

Co Cię inspiruje najbardziej w Twoim kulinarnym rozwoju?

Ludzie, których spotykam. Przede wszystkim moje Czytelniczki i Czytelnicy. To dzięki nim mogę robić to, co kocham. A dzięki rozmowom z nimi odkrywam nowe kierunki, porzucam stare. Inspirują mnie też kulinarne podróże. Uwielbiam szczególnie te sprofilowane – szlakiem konkretnego produktu lub poznawania określonego regionu.

Jak wygląda Twój dzień, od czego go zaczynasz? Przy dzieciakach to musi być lekka pogoń… Co robisz, żeby zwolnić, uspokoić dzień?

Mamy dwie godziny szczytu – rano, kiedy dzieci wstają i trzeba je wyprawić do szkoły i przedszkola, a potem wieczorem, kiedy trzeba dać im kolację i ułożyć je do spania. Wtedy potrzebujemy naprawdę dobrej organizacji, żeby wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku. Poranek to czas, kiedy priorytetem jest dla mnie porządne śniadanie, które dzieci zjadają zanim wyjdą z domu. A kiedy wyjdą, mam kilka godzin, które poświęcam na pracę. To intensywny, pełen skupienia czas, w którym staram się nie rozpraszać na niezawodowe sprawy. Wyrabiam wtedy 300 proc. normy. Jeśli pracy jest mniej, załatwiam sprawy “na mieście” lub idę gdzieś dla przyjemności. Około południa odbieram najmłodszą córkę z przedszkola i wtedy spędzamy wspólnie czas – bawimy się, spacerujemy, gdzieś jedziemy. Po południu wraca mąż ze średnią córką, w międzyczasie przychodzi najstarsza córka ze szkoły i wieczory zwykle spędzamy razem.

DZIĘKI PIĘCIU FOTELOM I SZEŚCIORGU DRZWIOM MINI CLUBMAN POZWALA ZABRAĆ W PODRÓŻ WSZYSTKO, CZEGO POTRZEBUJESZ. PRZESTRONNY BAGAŻNIK MOŻNA POWIĘKSZYĆ AŻ DO 1250 LITRÓW, CO ZAPEWNIA JESZCZE WIĘCEJ MIEJSCA NA WSZELKIE TWOJE PLANY

Jak wygląda Twoje codzienne gotowanie? Zakładam, że przy trójce dzieci nie spędzasz każdego dnia od rana do nocy w kuchni?

Mam to szczęście, że gotujemy z mężem na zmianę, uzupełniamy się. Raz jedno zrobi obiad, innym razem drugie ugotuje zupę. Śniadanie mąż zrobi dla mnie, ja w tym czasie ugotuję owsiankę dla dzieci. Dzięki temu nie czuję się gotowaniem umordowana i jest to dla mnie wciąż przyjemność. Uwielbiam poniedziałki i piątki, kiedy rano jadę na bazar Banacha, gdzie robię zakupy na kilka dni.

Lubię planować, co zrobię, mam satysfakcję, że w naszej kuchni praktycznie nic się nie marnuje, że nauczyliśmy się gotować tak, by wykorzystywać wszystkie zakupione produkty.

Masz swoje ulubione miejsca: kawiarnie, restauracje w Warszawie lub Poznaniu, do których lubisz zaglądać?

Tak. W Warszawie bardzo lubię Cafe Filtry, gdzie panuje niezwykle przyjazna i miła atmosfera, można się też napić moim zdaniem najlepszej kawy w Warszawie i zjeść pyszną szarlotkę czy kanapkę. Bardzo lubię tam chodzić, żeby posiedzieć albo popracować. Ostatnio odkryłam też jedzenie w Eden Bistro – długo się tam wybierałam, a kiedy już tam dotarłam, jedzenie mnie oczarowało. Z dawnych miejscówek, które również odkryłam na nowo, bo kilka lat do nich nie chodziłam, to Mielżyński na Burakowskiej i bezpretensjonalna kuchnia, pyszna oliwa, świetny ocet i wina na kieliszki.

Poznań to inna historia. Mam słabość do tego miasta, jeżdżę tam z drżącym sercem i lubię odkrywać nie tylko kulinarnie. A z ulubionych miejsc to na pierwszym jest dla mnie Modra Kuchnia, gdzie absolutnie wszystko mi smakuje, a szczególnie polecam kaczkę z pyzą. Coś cudownego. Pysznie gotują też w Muga, śniadania bardzo mi smakują w Świętym i w Uno Cafe. Japońskie desery, herbata i niecodzienny klimat oraz ekstra obsługa w Happa to Mame. Ach, rozmarzyłam się (śmiech). Zawsze wracam też na Taczaka 20. Po kawę i klimat.

Masz swoje ukochane miejsca, w które lubisz uciec, żeby złapać dystans, spokój?

Może zabrzmi dziwnie to, co powiem, ale jak wszystkiego mam dość, bo stres, bo kłopot, bo gwar i chaos, to lubię… dworce kolejowe. Lubię tam pójść, posiedzieć, popatrzeć na ludzi, zastanowić się, dokąd pędzą i skąd przyjechali. Innym miejscem, w którym jestem szczęśliwa jest Poznań, zwłaszcza Łazarz i Jeżyce, a także wszystkie poznańskie parki. No i polskie wybrzeże. O każdej porze roku łapię tam dobrą energię, a szczególnie po sezonie.

W jaki sposób robisz zakupy? Planujesz posiłki na cały tydzień czy to raczej spontan?

Przede wszystkim zakupy staram się robić lokalnie, w osiedlowym sklepie spożywczym. Tam kupujemy rzeczy na bieżąco – a to śmietana, a to pięć kostek masła, bo akurat w promocji (śmiech).

A tak serio, to dzięki temu unikamy gromadzenia jedzenia, którego nie damy rady zjeść, a bardzo nie lubimy wyrzucać.

Raz lub dwa razy w tygodniu jestem na bazarze, gdzie kupuję warzywa i ekologiczny drób oraz jajka od pana, który hoduje kury. Bardzo lubię te wyprawy i tak naprawdę na miejscu decyduję, co będziemy jeść przez kilka kolejnych dni. Kiedyś miałam skłonność do kupowania wszystkiego, co widzę, teraz mierzę siły na zamiary i kupuję z głową.

W kulinarną podróż z Elizą Mórawską-Kmitą zabrał nas MINI Clubman. Najbardziej wszechstronne i przestronne MINI wszech czasów. MINI Clubman otworzy Ci nowe drzwi i nowe horyzonty. Dzięki pięciu fotelom i sześciorgu drzwiom pozwala zabrać w podróż wszystko, czego potrzebujesz. Przestronny bagażnik można powiększyć aż do 1250 litrów, co zapewnia jeszcze więcej miejsca na wszelkie Twoje plany. Doskonały napęd na cztery koła ALL4 daje Ci pełną kontrolę na wszystkich nawierzchniach – dzięki czemu jest to idealny samochód na każdą porę roku. Charakterystyczne dzielone drzwi tylne otwierają nieograniczone możliwości.

Zdjęcia: Eliza Mórawska
Rozmawiała: Marta Jerin
Materiał powstał przy współpracy z MINI

FOODIE