Minął miesiąc od uruchomienia pierwszego w Polsce sklepu socjalnego. Wywiad z pomysłodawcą

W tym sklepie ceny produktów są niższe przynajmniej o połowę względem ceny rynkowej. Za chleb płaci się 20 groszy, a za makaron złotówkę. Sklep przeznaczony jest dla tych, których dochód jest, eufemistycznie mówiąc, dość skromny. Wkrótce sieć sklepów Spichlerz powiększy się o kolejne miasta. O idei opowiada prezes Fundacji Wolne Miejsce – Mikołaj Rykowski, spiritus movens całego zamieszania.
.get_the_title().

F5: Fundacja Wolne Miejsce otworzyła w Katowicach pierwszy sklep socjalny w Polsce – Spichlerz. Inspiracja przyszła z Austrii od Fundacji SOMA. Czy inicjatywa została przeniesiona jeden do jednego?

Mikołaj Rykowski, Prezes Fundacji Wolne Miejsce: Informacje o sklepach socjalnych w Wiedniu docierały do nas już od dawna. Okazało się, że mamy z Fundacją SOMA wspólne kontakty i przyjaciół. W zeszłym roku pojechaliśmy przekonać się na własne oczy, jak wygląda taka idea w praktyce. W delegację udał się z nami prezydent Katowic i kilku radnych. Od razu zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, w jakiej formie zaszczepić ów pomysł na grunt polski. W prowadzeniu sklepów socjalnych Austriacy mają 30 lat doświadczenia. My dopiero zaczęliśmy tę drogę. Kiedy 10 grudnia 2020 otworzyliśmy pierwszy sklep w Polsce, było to swego rodzaju święto. Sieć sklepów Spichlerz powstanie w każdym mieście, które nas zaprosiło do współpracy.

Wkrótce otworzymy sklep w Tarnowie, potem Lublinie, Warszawie, Łodzi i kolejnych miastach.

Chcemy działać poprzez współpracę z samorządami, z prezydentami, ale również z lokalnymi fundacjami i stowarzyszeniami. Warto powiedzieć, że Spichlerz nie jest tylko sklepem – jest przede wszystkim miejscem spotkań człowieka z człowiekiem. Oczywiście znajdują się w nim produkty za połowę ceny, ale głównym celem Spichlerzy jest pomoc ludziom i umożliwienie wyjścia z trudnej sytuacji życiowej.

Na jakiej podstawie dokonywana jest weryfikacja, czy dana osoba jest uprawniona do zakupów w Spichlerzu?

Zadbaliśmy o to, żeby nie było stygmatyzacji i by odbywało się to w sposób dyskretny. Są trzy grupy społeczne, które mogą robić u nas zakupy. Do pierwszej należą ci, którzy podlegają pod pomoc społeczną. MOPS wydaje zaświadczenie, które wystarczy okazać w sklepie. Do drugiej grupy należą nasi wolontariusze, którzy legitymują się identyfikatorem. Trzecią grupę stanowią seniorzy, czyli osoby powyżej 75 roku życia. Mogą oni zarówno przyjść osobiście, jak i złożyć zamówienie przez telefon. Wtedy nasz wolontariusz dostarczy im zakupy do mieszkania.

Skąd się biorą produkty, które można kupić w Spichlerzu?

Jako Fundacja podpisujemy mnóstwo umów i oczywiście cały czas apelujemy do wielu producentów, że jesteśmy gotowi do przyjmowania pełnowartościowych produktów, ale z krótką datą przydatności. Takie produkty są przekazywane w darowiźnie, albo w dużo niższej cenie. Na sprzedawane produkty nakładamy niewielką marżę, która pozwala nam na opłacenie kosztów pracowniczych i transportu.

Robiący u nas zakupy seniorzy mówią, że czują się bezpiecznie. Nie boją się pułapek cenowych czy tak zwanych chytrych promocji. Tutaj, jak mówią, wszystko jest „ludzkie”.

Spichlerz Katowice

Sklep działa już od miesiąca. Czy trzeba było coś skorygować, poprawić?

Dokonaliśmy kilku korekt. Przede wszystkim, na wniosek emerytów, zmieniliśmy kryterium dochodowe. Okazało się, że wielu emerytów ma “na rękę” więcej niż 1400 zł i emerytura ostatecznie wynosi około 1600 zł. Teraz osoby zarabiające w okolicach 1750 zł mogą również ubiegać się o kartę dostępu do zakupów w Spichlerzu. Wydłużyliśmy też godziny otwarcia. Otwieramy o 9:00, a nie tak jak poprzednio o 10:00. Sklep czynny jest też w co drugą sobotę. Cały czas będziemy obserwować to, co dzieje się i usprawniać.

fb/wolnemiejsce

“Fundacja Wolne Miejsce”, która zaszczepiła ideę sklepów socjalnych na grunt polski, od dawna pomagała i dostrzegała potrzeby osób samotnych i ubogich. Rok 2020 był trudny pod wieloma względami. To nie był dobry czas na integrację i pomoc w dotychczasowej formie, która wyciągała ludzi z domu…

Od wielu lat pomagaliśmy i pomagamy osobom samotnym i potrzebującym poprzez organizowanie dużych wydarzeń wielkanocnych i wigilijnych. Kiedyś mogliśmy zapraszać potrzebujących do nas, ale pandemia oczywiście to zmieniła. W 2020 roku musieliśmy dostosować się do realiów i wybrać inną formę wsparcia. Tym razem to my byliśmy gośćmi i to nasi wolontariusze przyszli z prezentami i gotowymi porcjami potraw wigilijnych do domów potrzebujących.

fot. Fundacja Wolne Miejsce

Zdaje się, że w minionym roku działanie Fundacji było szczególnie potrzebne.

W tym roku zgłosiło się o dużo więcej wolontariuszy niż w poprzednich latach. Dzięki temu mogliśmy sprostać nowemu wyzwaniu, które wymuszało na nas dotarcie pod wiele adresów. Wiele osób zgłosiło się do pomagania mając na względzie trudny czas pandemiczny, poczuły misję. Praca wolontaryjna trochę przypominała w tym roku partyzantkę. Była niezwykle potrzebna pod kątem psychologicznym, miała w sobie wiele z heroizmu i ryzyka. Kontakty z obdarowanymi pokazały nam wszystkim, jak bardzo oczekiwali oni na drugiego człowieka, który spędzi z nimi czas i porozmawia.

To, z czym przyszli wolontariusze – prezenty i potrawy wigilijne – zeszło na drugi plan.

srodek

Na ile takie inicjatywy jak sklepy socjalne są w stanie wyprowadzić z biedy osoby, które korzystają z pomocy MOPS-ów? Jaka to jest forma pomocy – wędka czy ryba?

Właśnie cała idea polega na tym, że nie jest to model ryby. To, czym zajmowaliśmy się do tej pory, nie miało takiego elementu edukacyjnego. Kiedy organizujemy Wigilię czy Wielkanoc, po prostu dajemy – karmimy, przytulamy, wspieramy na duchu, ale nie wyprowadzamy z biedy czy z samotności.

Czekamy teraz na poluzowanie pandemicznych obostrzeń, by ruszyła wreszcie nasza klubokawiarnia Caffe Spichlerz. Kiedy będziemy mogli usiąść przy kawie i ciastku z naszymi gośćmi, porozmawiać, wejść w relację, to wtedy będziemy autentycznie mogli wspomóc ich w wyjściu z trudnej sytuacji. Już teraz obserwujemy, że ludzie wcale nie chcą wychodzić ze Spichlerza. Chcą rozmawiać o swoich problemach, spędzać czas z drugim człowiekiem. Niestety, nie ma ku temu dobrej okazji kiedy stoi się w sklepie.

Wierzę z całego serca, że ta idea pozwoli poprawić ludziom swój los. Widziałem to na własne oczy w SOMA-Sozialmärkte w Wiedniu. Wiele osób, które kiedyś żyło w biedzie i zawsze przychodziło tylko po pomoc, poprzez kontakt z wolontariuszami SOMY zmieniło pewne elementy swojego życia i wyszło na prostą.

Osobiście rozmawiałem z panią, która kiedyś potrzebowała wsparcia, a teraz sama jest pracownikiem jednego ze sklepów SOMA, pomaga innym i bardzo chwali sobie obecne życie.

Spichlerz w Katowicach

rozmawiała Marta Pokorska-Jurek

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook