Ludzie to jedyny gatunek, który lubi jeść ostre potrawy. Naukowcy próbują ustalić, dlaczego to robimy

Pali cię w język, oczy zaszły łzami i zaraz wykaszlesz sobie płuca, ale następnym razem i tak znów weźmiesz danie z ostrym sosem? Naukowcy usiłują rozgryźć , skąd się bierze ta masochistyczna chętka.
.get_the_title().

Gatunek ludzki po raz kolejny okazuje się wyjątkowy. Tylko człowiek świadomie, a często wręcz z lubością, zajada się potrawami, których jedzenie powoduje fizyczny dyskomfort czy nawet ból. Naukowcy postanowili zbadać tę sprawę i tym razem nie mamy od nich zestawu danych, wyliczeń i prawd objawionych, bo niczego nie udało się im póki co ustalić ze stuprocentową pewnością. Drążą jednak temat dalej, mimo że wielu z was pewnie zastanawia się po co – jakie ma znaczenie to, że lubimy czasem sobie sypnąć chili tak od serca? Najwidoczniej zafascynował ich fakt, że postępujemy wbrew zasadom ewolucji, instynktowi samozachowawczemu i zdrowemu rozsądkowi.

Ostrość dań uzyskujemy dzięki roślinom, które wykształciły go właśnie po to, żeby nie zostać zjedzone.

Choć kontakt naszego języka z wasabi, chili czy mentolem prowadzi do pobudzenia receptorów bólowych w jego komórkach nerwowych, w pewnym momencie dziejów uznaliśmy, że to nam odpowiada.

Źródło: Mini Ling/Unsplash

Ostre przyprawy niewątpliwie podkręcają smak przyrządzanych potraw. Czy to jednak można uznać za dobry powód męczarni związanych z ich konsumowaniem? Zwłaszcza że na świecie istnieją setki przypraw, więc naprawdę nie bylibyśmy skazani na jedzenie potraw kompletnie bez wyrazu. Badacze obstawiają więc, że wyjaśnienie zagadki leży gdzieś głębiej. Jedno z nich zaproponował dr Paul Rozin – profesor psychologii na Uniwersytecie w Pensylwanii.

Jego teoria wiąże się z tzw. ograniczonym ryzykiem. Oznacza to, że niektórzy ludzie lubią adrenalinę ‘kontrolowaną’ – jak przy jeździe na rollercoasterze czy oglądaniu horrorów – podnosi nam się ciśnienie i czujemy, że żyjemy.

Wiemy też jednak, że to krótkotrwała i bezpieczna sytuacja. Teoretycznie więc takie same odczucia może w nas wzbudzać nakładanie podwój porcji wasabi na sushi. Mało tego, niektórzy z nas są gotowi iść o krok dalej, czyli testować swoją wytrzymałość nie poprzez dolewanie sosu tabasco do potraw, ale zjadanie samych papryczek – ot tak, żeby się sprawdzić.

Źródło: Charles/Unsplash

Wybitny polski psychoterapeuta Robert Rutkowski pytany w książce ‘Pułapki przyjemności’ o odczuwaną przez niektórych potrzebę mocnych doznań, tłumaczył: ‘Sytuacje ekstremalne dają nam kopa adrenalinowego, a w jego następstwie przyjemność. (…) Człowiek szuka przyjemności od tysięcy lat, od kiedy pojawił się na Ziemi. Oczekuje doznań na tym samym poziomie, tymczasem tolerancja rośnie, więc sięga po coraz bardziej ryzykowne zachowania’. I choć odnosiło się to głównie do narkotyków, alkoholu czy seksu, zjadanie papryczek o diabolicznym stopniu ostrości wydaje się również całkiem nieźle wpisywać w ten kontekst.

A skoro już wspomnieliśmy o narkotykach, to trzeba też zaznaczyć, że jedzenie bardzo ostrych produktów, może nam zapewnić swojego rodzaju odlot.

Pieczenie podczas konsumpcji sprawia, że robi nam się nagle gorąco, co organizm odczytuje jako coś niedobrego. Ten pożar usiłuje ugasić poprzez produkcję endorfin w mózgu. Mają one nas uspokoić i złagodzić intensywność odczuwanego bólu. W efekcie jesteśmy na mini haju powodowanym hormonami szczęścia. Wiemy, że to wszystko może brzmieć dość intrygująco, ale pamiętajcie – eksperymenty z sosem tabasco po lekturze tego tekstu robicie na własną odpowiedzialność!

Źródło zdjęcia głównego: Oldskool Photography/Unsplash
Tekst: KD

Preloader spinner
Print
Print Text
Zobacz więcej
Wybierz region
Facebook