Rośliny też mają swój “mood”

Urszula Zajączkowska w swojej pracy naukowej łączy botanikę i fizykę z poezją i muzyką. Rezultaty badań jej zespołu doczekały się publikacji w "Plant Biology"!
.get_the_title().

To nie rysunek dwulatka, a dwumiesięcznej łodygi mięty. Jej wierzchołek widziany od góry przez 19 dni sunął właśnie po takiej drodze, szkicując niewidzialne linie w niewidzialnej przestrzeni. Raz są to kółeczka albo elipsy, a czasem po prostu kanciaste bazgroły bez ładu. Czy istnieje jakiś zegar, który koordynowałby te ruchy niezależnie od pogody? Tak, jest to księżyc.

Kiedy rośliny rosną, to tańczą – jest to rodzaj walca. Ich wierzchołki zataczają okręgi mniej więcej co 2 godziny, a liście unoszą się i opadają w cyklu 12 godzin.

Udowodniliśmy, że mięty kręcą łagodne geometrie, tylko gdy Księżyc zbliża się do nich lub oddala, a gdy Księżyc zmienia kierunek – tracą orientację, gubią się, bazgrzą neurotycznie – opowiada Urszula Zajączkowska, która wraz ze swoim zespołem badała ruch roślin.

Klimat pracy naukowców oddaje niesamowity film autorstwa samej botaniczki:

Po ponad dwóch latach naukowej pracy dokonania Polaków zostały opublikowane w naukowym magazynie „Plant Biology”. – Jesteśmy bardzo szczęśliwi, bo przecież jesteśmy pierwsi na świecie, którzy mówią, że ruchy roślin zdradzają ich charakter i “mood”! Teraz wiemy, że poza biologią, matematyką i fizyką są też inne metody badania opisu „zachowania” roślin – przyznaje Zajączkowska.

Zadaliśmy badaczce kilka pytań o szczegóły ich badań:

Czy „mood” mięty to tylko metafora?

Otoczenie wpływa na żywe organizmy nieustannie. Rośliny odpowiadają na to, ale po swojemu. Te, które od początku poruszały się wolno, zatrzymują się, gdy przyspieszenie grawitacyjne maleje, rysując niemrawo. Z kolei te dynamiczne, którym chce się zżyć od początku, często wpadają w chaos. „Mood” jest tu metaforą odpowiedzi na otoczenie wedle tego, jaki „charakter” ma roślina.

Czy mięta posiada osobowość?

Jest to mocne uproszczenie, ale jednak nie sposób temu zaprzeczyć.

Być może właśnie ruchy roślin są tu jedną z form ekspresji stanu witalności?

Zmiany w ich ruchach są dyskretne, ale osobnicze i dotyczą np. kierunku rotacji. Jedne wykonują ruchy z lewym kierunkiem rotacji, inne w tym samym czasie z prawym, ale wspólnie zwalniają albo przyspieszają, często też razem zmieniają kierunek rotacji. Dla nas, naukowców tego typu charakterystyki ruchu są ciężkie do analizy i przez to też za mało na nie patrzymy, jesteśmy za mało na to wrażliwi, więc nie rozpoznajemy, o co w tym wszystkim chodzi.

Jesteś botaniczką, ale też poetką, co ma duży wpływ na kształt twojej pracy. Czy istnieje jakaś wyodrębniona gałąź w botanice, w którą wpisywałyby się twoje dokonania?

Lubię przyglądać się roślinom z szerokich i rozmaitych perspektyw. Zwyczajnie się tym wzruszam i wcale się tego nie wstydzę. To, co jest mi najbliższe, to fizyka roślin, a przede wszystkim ich kinetyka, która jest bezdźwięczna. Przyglądam się największym w skupieniu i ciszy – to jest najlepsze.

Badam też jak rośliny „rozmawiają” z wiatrem, czyli ich aerodynamikę, jakie mają wytrzymałości, jak umierają.

Wchodzę we współpracę z rozmaitymi naukowcami wszelakich dziedzin i tak też widzę swoją przyszłą drogę.

Jednak obecna reforma nauki nie pozwala mi na taką pracę, zawęża mnie do jednej dyscypliny i podaje zestaw tytułów czasopism w których muszę publikować. To wprost nieprawdopodobne, jak naukowcy są ograniczani w dziedzinie, która wymaga wolności, bo nauka jest twórczością, więc musi być wolna od przymusu. Czasami czuję się jak w klatce.

Czy takie podważanie tradycyjnej nauki traktowane jest przez środowisko naukowe z aprobatą, zaciekawieniem?

To nie jest podważanie tradycyjnej nauki. Bo to jest fizyka.

Urszula Zajączkowska – dr hab. inż. Jest adiunktem w Samodzielnym Zakładzie Botaniki Leśnej na SGGW w Warszawie. Poetka, Laureatka Nagrody Fundacji Kościelskich za tom „minimum” w 2017 roku, felietonistka dwutygodnik.com, współpracuje z Kwartalnikiem Przekrój.

Tekst i rozmowa: Dorota Linke

SURPRISE